Manifest      Magazyn Phalanx      @ Kontakt      Xięga gości   
  

Język:
Polski
English

Artykuł


Odzew

Autor: Stanisław Piasecki

12-07-2004 12:36

Jakaż to radość dla publicysty, gdy poruszywszy sprawę z rzędu tzw. niebezpiecznych, a więc pomijanych i przemilczanych, sprawę, którą uważa w danym momencie za - "najważniejszą z ważnych", stwierdzić może z korespondencji redakcyjnej i rozmów, że się nie mylił w odczuciach, że nie jest bynajmniej w swoich poglądach sam, że nie jest odosobniony, że wielu, wielu myśli tak samo, że słowa artykułu są sformułowaniem zapatrywań nie tylko osobistych.







Stanisław Piasecki

(15. 12. 1900 - 12. 06. 1941)

- dziennikarz, publicysta, pisarz, komentator kulturalny i polityczny. Autor książek: "Związek Białej Tarczy" (1929), "Prosto z Mostu" (1934), "Prawo do Twórczości" (1936). Pisał do "Akademika", "Dziennika Wileńskiego", "Gazety Warszawskiej", "ABC", "Wieczoru Warszawskiego", "Gazety Krakowskiej", "Nowin Codziennych", "Głosu Pracy Polskiej", "Warszawskiego Dziennika Narodowego", "Latarni Morskiej"... Redaktor naczelny tygodnika kulturalnego "Prosto z Mostu" (1935-1939) oraz konspiracyjnego pisma "Walka" (1940). Od 1939 r. działacz podziemia narodowego. Aresztowany przez Gestapo, więziony na Pawiaku, torturowany a w końcu zamordowany w zbiorowej egzekucji w Palmirach.

Zwłaszcza te słowa, które były próbą określenia obecnego stanu sprawy ukraińskiej. Dalsze, które próbowały naszkicować drogi wyjścia, jedyną realną możliwość rozwikłania tragicznego splotu, uległy konfiskacie. Żalą się na to czytelnicy w listach.
Pisze p. B. P, z Warszawy:

"Sprawa najważniejsza z ważnych. Całkowita zgoda do ostatnich kresek pod białą plamą. Tak myślałem już wtedy, gdy walczyłem z Ukraińcami w Galicji Wschodniej, a więc przed 16 laty. Nie wierzę jednak w kompromisowe wyjście. Zawsze będzie źle; "Możemy tylko - pójść razem". Ciekaw jestem, jak to sobie p. Redaktor wyobraża. Ale właśnie tu biała plama...".

Lub w liście p. K. L. K. z Zakopanego:

"Może by się dało wyjaśnić, jakie było zakończenie skonfiskowanego artykułu - przynajmniej najważniejsze, o co chodziło! Bo sprawa jest istotnie najważniejsza z najważniejszych, a Pański paradoksalnie szczery tok rozumowania stawia przed czytelnikiem wielkie i groźne zagadnienie. I oto w miejscu, gdzie Pan, zdaje się, chce dać pozytywną odpowiedź na te kwestie, które Pan niebezpieczne analizuje - w tym miejscu biała plama! Nie wiem, co tam było, ale myślę, że właśnie bez zakończenia, którego brakło, artykuł jest - groźny! Z chęcią, znając intencje zakończenia artykułu, wziąłbym udział w dyskusji, która się niewątpliwie wywiąże - choćby dlatego chętnie, że i sam jestem Lwowiak".

A oto drugi list od Lwowiaka, list wprost ze Lwowa. List od młodego narodowca, korporanta i działacza akademickiego. List najradośniejszy, że właśnie tam, we Lwowie, gdzie najtrudniej myśleć o sprawie ukraińskiej obiektywnie, bo jest się nieustannie na froncie walki, takie panują poglądy:

"Naród ukraiński przestał już być narodem nietwórczym, wytworzył już swą inteligencję, rozległe tereny działalności kulturalnej. My (nie wszyscy) wciąż widzimy w nich "hajdamaków", dlatego, że ich twórczość duchowa, ze względu na odmienność alfabetu i traktowanie zagadnień wyłącznie prawie wewnętrznych (co w początkach jest zawsze) ogółowi społeczeństwa polskiego jest nieznana i stanowi ich własny świat zamknięty".
"Przypuszczam w jaki sposób Pan Redaktor doszedł do swych wniosków - był Pan obecny na procesie (tu następują słowa, które ze względów cenzuralnych, lepiej opuścić). Panie Redaktorze! Rozumiem Pański ogólny tok myśli i z nim się zgadzam, ale zarazem zauważam, że był Pan zbyt mało ostrożny, W dyskusji publicznej przeciwnicy nie wchodzą w zupełności w tok myślenia całości, ale chwytają się jednego zdania, jednego słówka i obracają nim bezlitośnie, starając się zburzyć całość".

Te ostatnie słowa odnoszą się do artykułu polemicznego, jaki w dogorywającym "Kurierze Lwowskim" (już obecnie nieistniejącym) zdążył jeszcze zamieścić p. Klaudiusz Hrabyk, były narodowiec, a obecnie państwowo-narodowiec z uszanowanego Z.M.N.-u. Artykuł p. Hrabyka, w którym po krakauersku stale jestem traktowany per "warszawski znawca problemu", składa się właśnie z takich powyrywanych zdań z mojego artykułu, spreparowanych odpowiednio dla tym łatwiejszego pogrążenia przeciwnika - iz tępego powtarzania starych endeckich argumentów antyukraińskich i filoruskich, zrozumiałych historycznie, nieuchronnych w pewnym, już minionym etapie rozwoju polskiego ruchu narodowego, ale dziś, w nowych warunkach, zupełnie przestarzałych.

P. Hrabyk i jego towarzysze, to właśnie ludzie, którzy nie umieli podążyć za rozwojem nowoczesnej idei narodowej. Zatrzymali się w miejscu. Dlatego znaleźli się w obozie sanacyjnym, który ich dogonił. Bo przecież dzisiejsza sanacja to wypisz wymaluj przedwojenna endecja, z jej wszechstanowością (książęta i wielkie ziemiany pospołu z patriotycznymi, pokazowymi kmiotkami), z jej wiarą w niezmienne prawidła ekonomii kapitalistycznej, z liberalnym poglądem na kwestię żydowską i bismarkowskiemi zamaszkami w kierunku mniejszości słowiańskich - tylko bez żelaznej i twórczej konsekwencji w sprawach polskiej polityki zagranicznej.

Nowoczesny ruch narodowy w Polsce, który tej dawnej endecji ma dużo do zawdzięczenia w sformułowaniu pewnych prawd trwałych ("Jestem Polakiem" - Dmowskiego), przetworzył się wewnętrznie, idzie ciągle naprzód. Staje się ruchem, n a r o d o w y m w pełnym tego słowa znaczeniu. Na miejsce dawnej wszechstanowości stawia zasadę bezstanowego narodu. Narodu, którego gospodarzami nie są możni, utytułowani, posiadający safes'y w bankach, poklepujący po plecach kmiotków, wyzyskujący najemną pracę robotniczą - ale narodu równych praw i równych obowiązków dla wszystkich. Nacjonalizm starego typu wierzył w przyrodzone prawa zasłużonych dla narodu, potrafił uzasadniać uprzywilejowane stanowisko tzw. warstw górnych ich ofiarą krwi i mienia w dziejowej drodze narodu. Nacjonalizm nowoczesny uważa zasługi narodowe za prosty obowiązek, którego się nie dyskontuje, w brzęczącej monecie, ani w przywilejach. Przeciwnie; te przywileje i te wybujałości majątkowe wynaradawiają warstwy posiadające, kosmopolityzują je, czynią dla narodu szkodliwymi. Tak powstała warstwa, która przez długie lata utożsamiała się z narodem, papląc jednocześnie po francusku i snobując się, że stolica Polski jest... małym Paryżem. Tak powstała warstwa, pomiatająca na codzień "chamem" polskim i zdumiona tragicznie, gdy ten cham nie kwapił się do walk niepodległościowych, a natomiast w momentach decydujących słuchał Szeli. Tak powstała warstwa, która nawet wówczas, gdy krwawiła się o Polskę, stwarzała niepewność: ile w tym porywie bohaterstwa było miłości ojczyzny, a ile walki o przywileje stanowe, wyrosłe kiedyś z zasługi, a potem oparte na krzywdzie nierówności społecznej i gospodarczej.











<- wróć do: Artykuły



(c) Magazyn Phalanx, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji
W projekcie strony wykorzystano fragment grafiki autorstwa wielkiego polskiego rzeźbiarza i grafika Stanisława Szukalskiego „Dziedzic”, 1943.