Nowoczesna idea narodowa, idea narodu bezstanowego, nie może się ograniczyć do papierowego zagwarantowania w konstytucji równości obywateli i równie papierowego zniesienia tytułów, czy przywilejów. Nowoczesna idea narodowa - to przebudowa ustroju społeczno-gospodarczego, to obalenie f a k t y c z n e j stanowości, mieszczącej się w swobodnym żerowaniu na żywym ciele narodu - kapitalizmu. W bezstanowym państwie narodowym znajdzie się miejsce dla zdrowych, niezgangrenowanych, niewynarodowionych psychicznie jednostek z tzw. warstw górnych, dla jednostek, które będą się umiały przystosować do nowych warunków równości społeczno-gospodarczej, ale oczywiście państwo to oprze się przede wszystkim o masę narodu, o tych, którzy stanowią dziś miąższ narodu: o chłopa, o robotnika, o drobnomieszczanina, o inteligenta. Taka jest nowa treść społeczna nacjonalizmu. Ale przez lata ostatnie przetworzył i przetwarza się nacjonalizm także w poglądach na kwestie narodowościowe. Gdy w latach przedwojennych każdy patriota cieszył się z asymilacji Żydów, gdy w Stronnictwie Demokratyczno-Narodowym nie brakły tzw. Polaków mojżeszowego wyznania - dziś młody nacjonalista polski raczej cieszy się z rozwoju nacjonalizmu żydowskiego, w tym jego młodem, zdrowem dążeniu do stworzenia własnego państwa narodowego w Palestynie (polecam i nie przestanę polecać przy każdej okazji broszury młodego nacjonalisty żydowskiego Manesa Fromera.). Asymilacja bowiem, próba symbiozy dwóch tak różnych etnicznie i historycznie narodów, dała tylko rezultaty tragiczne. Tragiczne dla masy żydowskiej, która wnosząc w życie polskie obcy i nie do przyjęcia zasób pojęć, odczuć i cech narodowych, wykształconych przez długie lata historii na podłożu etniczno-religijnym, musiała wywołać w konsekwencji reakcję w postaci antysemityzmu. Tragiczne dla jednostek, które odszedłszy od żydostwa, dla swoich stały się renegatami, a przez społeczeństwo polskie nigdy nie zostały przyjęte całkowicie. Ten splot nieszczęsny rozwiązać mogą tylko nacjonalizmy: polski, przypominający nieustannie odgraniczaniem się, że sprawy żydowskiej nie da się załatwić łataniną, dojutrkostwem, frazesami humanitarnymi; i żydowski, czerpiący stąd argumenty do wałki z swoimi skosmopolityzowanymi bankierami, którym nie pilno do dobrowolnej emigracji narodowej i z tymi elementami w żydostwie, które zdrowej, heroicznej koncepcji odbudowania narodowego państwa żydowskiego, przeciwstawiają wygodnisiowskie trwanie w pasożytniczem rozproszeniu. Nacjonalistyczne rozwiązanie sprawy żydowskiej jest jedynym rozwiązaniem trwałem. Jest to operacja ciężka, wymagająca niebylejakiego wysiłku, możliwa do wykonania tylko w skali międzynarodowej i obliczona na długie lata stanowczości i żelaznej konsekwencji. Wiem, że zrodzi ona dla współczesnych niejeden tragizm - ale usunie go raz na zawsze dla przyszłych pokoleń, a to najważniejsze. Jak zmieniły się, pogłębiły i rozszerzyły w perspektywach historycznych poglądy ludzi narodowo myślących na sprawę żydowską, tak również uległy i ulegają zmianie prymitywne, nieodpowiadające nowoczesnemu charakterowi nacjonalizmu zapatrywania na sprawę tzw. mniejszości słowiańskich w Polsce. Tu programowi asymilacji nic teoretycznie nie stoi na przeszkodzie: pokrewieństwo etniczne czyniłoby ją zarówno pożądaną, jak i możliwą. Ale... Otóż to właśnie ,,ale" praktyczne, którego nie przeskoczy się starymi nałogami myślowymi. Patriota dawnego pokroju wyobrażał sobie bardzo prosto i nieskomplikowanie oczywiście, niema, żadnego narodu ukraińskiego, tylko są ciemne kmiotki ruskie, których starsi bracia Polacy poprowadzą jak zechcą na swoje podwórko. Perswazją i kijem na przemian, po szlachecku. Tymczasem z owych "ciemnych kmiotków" wyłoniła się inteligencja ukraińska o świadomości narodowej tak mocnej i napięciu ideowym tak silnym, że już tu mohortowskie metody wydają się być wątpliwymi w skuteczności. Nawet, gdyby się je chciało stosować. Rzecz prosta, nowoczesny, polski ruch narodowy, ten, który grubo wyprzedził p. Klaudiusza Hrabyka, ani myśli ich stosować. Nie ze względu na nieskuteczność. Z powodów zasadniczych. "Ciemne kmiotki" bowiem (pewna ziemianka z Wołynia starała się mnie przekonać w liście, pełnym maskowanego oburzenia dla ,,dziecinnych" tez artykułu "Sprawa najważniejsza z ważnych", że prosty chłop kresowy nie jest właściwie myślącym człowiekiem, i że moje "podejście" do spraw narodowościowych jest zanadto... ludzkie!), owóż te właśnie "ciemne kmiotki" są dla prawdziwego nacjonalisty, jak się to już powiedziało wyżej - miąższem narodu. I choćby to mogło wyglądać na paradoks, o przetrwaniu narodu ukraińskiego i polskiego zdecydowały nie tylko boje i akcje polityczne warstw górnych, ale przede wszystkim chłopska nieuległość i osiadłość. Myśmy odbudowali państwo polskie, ukraińska inteligencja walczy o państwo ukraińskie, ale naród utrzymali chłopi, nieraz na przekór skosmopolityzowanym warstwom górnym. Utrzymali swoją siłą trwania, która przemienia się już z siły potencjalnej w kinetyczną, w siłę najbardziej narodowej walki z międzynarodówką nadbudowy kapitalistycznego wyzysku, wszystko jedno czy prywatnego, czy państwowego. W tej walce rolnik, robotnik i inteligent ukraiński spotka się z rolnikiem, robotnikiem i inteligentem polskm. W tej walce naród ukraiński spotkać się musi z narodem polskim W tej walce mogą pójść razem. Z tej walki, przy wzajemnym, wrodzonym każdemu prawdziwemu nacjonalizmowi szacunku dla cudzych uczuć narodowych, wynieść mogą poczucie wspólności idei, idei tak mocnej, że starczy za kit unii narodowej. Zwłaszcza, gdy bytowi obu narodów zagrażała "od zachodu imperializm nordycki Niemiec sposobiący się do podboju ideowego Polski, a od wschodu imperializm sowiecki Rosji, który pod płaszczykiem potrzeb kolektywizacji rozbija naród ukraiński przez masowe wysiedlanie Ukraińców w głąb Imperium.
|