Opinie są rozmaite, od wydanego pięć lat temu wyroku o "końcu ery ludzkiego mózgu" po pełne optymizmu trzymanie kciuków za komputer. Ja jednak stawiam - na człowieka. Tak długo, jak długo sztuczna inteligencja istnieje w jak dotąd w jedynej znanej mi formie sieci neuronowej, zdolnej wprawdzie do uczenia się, ale wymagającej od człowieka opracowania właściwego algorytmu doboru i zmiany wag oraz jego inicjalizacji. Proces konstruowania oprogramowania, myślenia nad myśleniem "sztucznej inteligencji", decyduje o zależności od człowieka, niezależnie od osiągniętych przez nią, ponadludzkich wyników. Jak długo o jej sile nie decyduje nieprzewidywalny spryt i niewytłumaczalna intuicja, a tylko moc obliczeniowa, możemy być spokojni o prymat ludzkiego mózgu. Warto jednak zadać metafizyczne pytanie o ciąg dalszy tego wyścigu technologii. Co będzie, jeśli "sztuczna inteligencja" - faktycznie się usamodzielni, zacznie myśleć - w wymiarze dla naszej własnej inteligencji niedostępnym? Jeśli nie będziemy nigdy w stanie nawiązać równoprawnego kontaktu, albo - co gorsza - nawet rozpoznać emancypującej się elektronicznej konkurencji. Póki co jednak będziemy świadkami pojedynku G. Kasparowa z ogólnodostępnym tworem dwóch żydowskich programistów. Ja - stawiam na człowieka.
|