Dwie następne serie trudno przecenić, a są to: „Skarby Biblioteki Narodowej” i „Arcydzieła kultury antycznej”. Po latach realnego socjalizmu, zakłamywania, zacierania historii, oraz jej reinterpretowania, również i w ostatnim okresie, po raz pierwszy mamy do czynienia z udostępnianiem tłumaczeń tekstów źródłowych na tak dużą skalę. Wszystkie trzy serie są mianowicie rozpowszechniane w kioskach, a wydawane przez firmę De Agostini i jakże zasłużoną na tym polu oficynę Wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Dodajmy po umiarkowanej cenie około 20 zł za przyzwoicie wydany tom, w estetycznej, twardej oprawie. Bez masowej wiedzy o przeszłości nie można mówić o utrzymaniu jakiejkolwiek tożsamości narodowej. Trudno wyobrazić sobie prawdziwie polski dom w którym na półce nie ma kronik Galla, Kadłubka czy Długosza, a o poczytności serii świadczy fakt, że Długosza musiałem szukać po całym Gdańsku już w dwa dni po ukazaniu się fragmentu jego kronik - „Bitwy Grunwaldzkiej”. Wielka szkoda, że nie pokuszono się o wydanie całości jego „Dziejów Polski...”, choćby w kilku tomach. Ta całość nadal jest trudno dostępna. Piękną sprawą było wydanie ostatnio przez wydawnictwo Uniwersitas „Kroniki Thietmara”, w podręcznikach i publicystyce minionego okresu wręcz straszliwego polakożercy, który to mit pryska żałośnie przy lekturze samego dzieła, a Thietmar jawi się jako ciekawy i, na miarę swych czasów oraz osobistych sympatii, obiektywny historyk. Skoro więc został już wydany Thietmar, tym bardziej pożądane wydaje się wydanie całego naszego Długosza w tanim i dość dużym nakładzie. W najbliższych zapowiedziach wydawniczych tej serii jest Wacław Potocki, Staszic, Kitowicz. Trochę szkoda, że nie zachowano układu chronologicznego w wydawaniu poszczególnych pozycji, przez co nie potraktowano serii „Skarby Biblioteki...” jako swoistego kompendium źródłowych lektur do nauczania historii Polski. Trudno też przewidzieć co zostanie pominięte - mnie osobiście marzy się Kronika Wielkopolska, Janko z Czarnkowa, Miechowita, Bielski, Kromer i wielu, wielu innych. Nawet jednak jeśli ta seria nie spełni wszystkich oczekiwań, to za sam pomysł jak i jego realizację, należy się jej autorom wdzięczność nasza i potomnych. Ta sama wdzięczność należy się za serię „Arcydzieła kultury antycznej”, która to seria przywraca nam pamięć źródeł dziedzictwa grecko-rzymskiego, tak bliskiego wszystkim, którzy umiłowali cywilizację łacińską. Rozpoczęły ją Homerowe „Iliada” i „Odyseja”, dalej idą Flawiusza Arriana „Wyprawa Aleksandra Wielkiego”, Ksenofonta „Historia Grecji”, Swetoniusza „Żywoty cezarów”, a zapowiadany jest Tucydydes, Cezar, Herodian, Wergiliusz. Każdy poszczególny tom ukazuje się co dwa tygodnie, cena jest jak już wspomniałem umiarkowana, około 20 zł, wydanie porządne, jednolite dla serii, niektóre tomy ilustrowane, oprawa twarda. Wadą jest trudność zakupienia dzieła po jego zniknięciu z kiosków. Czyżby nie było zwrotów? „Odyseję” udało mi się kupić w księgarni Ossolineum, ostatni egzemplarz na składzie, na inne tytuły tych serii tam się nie natknąłem. Nie wiem też jak wygląda dystrybucja tej serii w kioskach tzw prowincji, w małych miasteczkach i osadach. W kiosku w Tolkmicku na przykład, serii tej nie spotkałem (być może jestem niesprawiedliwy i po prostu przegapiłem). Przy kompletowaniu całości obydwu serii miesięczny koszt zamyka się w granicach około stu złotych - niewielki stosunkowo koszt za powrót od barbarzyństwa drugiej połowy XX-go wieku. Gwoli sprawiedliwości należy zaznaczyć, że pozycje tej serii były wydawane, jak np. Arrian, nawet już w czasach stalinowskich, na wznowienie jednak trzeba było czekać 50 lat. Niektóre z kolei pozycje były wydawane wielokrotnie jak np. zapowiadane „Metamorfozy” Owidiusza. Każdy tom jest zaopatrzony w pięknie opracowany aparat naukowy, co zawdzięczamy Ossolineum, jednak przy tych wznowieniach z lat pięćdziesiątych wyraźnie jeszcze widać, ówczesne, skażone marksizmem, podejście do dzieła, pełne „klasowych” bzdur. Stanowiły one wówczas konieczny wtręt, bez którego nawet opracowanie o Kubusiu Puchatku nie mogłoby się ukazać. Nie ma to zbyt wielkiego wpływu na merytoryczną wartość przypisów i omówień, i żadnego wpływu na ocenę samego dzieła, stanowi jednak niepotrzebny zgrzyt, a przy czytaniu wymaga odrobiny krytycyzmu i czujności.
|