Oczywiście: poetyka Gałczyńskiego mieści się w jakimś nurcie, jego wiersze można umieścić w szufladzie z napisem ostatnie słowa Młodej Polski, albo śpiew na granicy realizmu i surrealizmu, albo jeszcze inaczej - ale to najważniejsze, to niepowtarzalne pozostanie niewyjaśnione. Próbowano tę dziwność (nie przypadkiem łączy się ze słowami dziw i dziwić się) tłumaczyć wpływami i nawiązaniami - a to do poezji angielskiej, (bo Gałczyński studiował anglistykę), a to spotkaniem się z czeskimi surrealistami - gdy poeta jeździł do Czech, a to wpływami poezji hiszpańskiej, w której też pełno śpiewu, księżyców i instrumentów. Oczywiście takie podobieństwa istnieją, lecz w tym czasie, kiedy Gałczyński poznawał poezję angielską, czy czeskich surrealistów - był już jako poeta "gotowy", miał własną rozpoznawalna poetykę. Wpływów należy szukać znacznie bliżej. Jeżeli chodzi o wzorce literackie, to warto wskazać dwa, bez specjalnego rozwijania analogii: pierwszy to poezja, ale i proza "Chochlika", czyli Włodzimierza Zagórskiego (1834 - 1902) - znakomitego parodysty i liryka nie stroniącego ani od sentymentu, ani od groteski; drugi - poezja dla dzieci. Jednak od obydwu źródeł literackich ważniejszy był wpływ samego życia, to znaczy wpływ klimatu warszawskiego przedmieścia.
Ocalone dzieciństwo
Czas przypomnieć kilka faktów z biografii Gałczyńskiego. Przyszły poeta urodził się 23 stycznia 1905 w Warszawie, w domu przy ul. Mazowieckiej 11, w rodzinie - co dość istotne - wierzących i praktykujących katolików. Był synem Konstantego Gałczyńskiego, maszynisty kolejowego i Wandy z Łopuszańskich. Ulica Mazowiecka to wtedy był bardzo dobry adres, maszynista - nie to, co dzisiaj - był Kimś. Porównać go można do pilota samolotów, w zawodzie tym pracowało wielu inżynierów i techników pochodzenia szlacheckiego, szlachcicem był też ojciec poety.
Potem jednak sytuacja się pogarsza, Gałczyńscy przenoszą się ze Śródmieścia na ulicę Towarową 54 - całe dzieciństwo spędza poeta na tej właśnie ulicy. W 1929 roku napisze o niej wiersz:
Ulica Towarowa
Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach
i ręka wiatru porusza ufarbowane wstążeczki.
W ogóle jest tu inaczej i gwiazdy są jak porzeczki
i jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem.
Anioły proletariackie, dziewczyny wychodzą z fabryk,
blondynki smukłe i smaczne, w oczach z ukrytym szafirem;
jedzą pestki i pija wodę sodową niezgrabnie,
pierś pokazując słońcu, piękną jak lirę.
A kiedy wieczór znowu wyłoni się z mandolin,
księżyc co był nad kinem, za elektrownią się schowa,
mgłami ulica Towarowa
rośnie i boli.
Renan powiedział kiedyś, że geniusz to ocalone dzieciństwo. Gałczyński ocalił w sobie niepowtarzalny klimat dzielnicy na poły robotniczej, na poły cygańskiej, której centrum stanowił plac targowy zwany Kercelakiem. Tu można było kupić wszystko i poznać cały świat: egzotyczne zwierzęta, handlarze starymi lampami, szarlatani wróżący z kart i sprzedawcy rybek, także złotych, które spełniają życzenia. Włóczyli się po Kercelaku grajkowie, którzy woleli grać na skrzypcach niż żebrać i złodzieje, którzy woleli kraść, niż grać na skrzypcach. O tej dzielnicy słyszałem kiedyś od własnej babki, która wraz z dziadkiem, rzeźbiarzem mieszkała przy ulicy Pańskiej. Dziadek też wyprawiał się na Kercelak, kupował różne rzeczy, kiedyś wrócił do domu trzymając w jednej ręce gitarę, w drugiej - długi złocisty sznur, na którego końcu umocowany był koń. W kieszeni miał słoik ze złotą rybką. Babcia, zazwyczaj łagodna, postawiona wobec perspektywy dzielenia się z koniem kuchnią i łazienką - nie wytrzymała! Kazała dziadkowi odnieść to wszystko z powrotem, dziadek oczywiście się nie zgadzał, babcia odwołała się do złotej rybki. Ta musiała spełnić życzenia. Na żądanie babci zniknął złoty sznur i koń i nawet sama złota rybka. W ten sposób rodzina straciła bajeczną wprost okazję polepszenia swojego bytu.
Ktoś, kto poznał atmosferę Kercelaka, kto przespacerował się o zmierzchu Towarową - ten był w kraju Gałczyńskiego. W kraju, w którym rodzą się takie właśnie wiersze. Ten kraj wraca do Gałczyńskiego w wielu wierszach, opisuje go i "Kryzys w branży szarlatanów" i "Pieśń o szalonej ulicy" i poemat "Ludowa zabawa"; osobliwością drugiego z tych utworów jest to, że jest najlepszym z opisów podkultury warszawsko - nadwiślańskiej, a powstał w 1934 w Wilnie, co świadczy o nostalgii poety i do miasta i do dzieciństwa.
- Powiązane:
Templum Novum 3/2006
|