Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Sentyment do okupanta

Autor: Jerzy Stępniewicz

08-11-2004  

Znajoma, żeby się nam się odwdzięczyć za przysługę, zafundowała żonie i mnie bilety na chór Aleksandrowa. Bilety słone - 60 zł na „jaskółce” w hali „Oliwii” - mimo iż lubię muzykę rosyjską, sam bym się nie zdecydował, jeśli nie z innych, to z bardzo prozaicznych, materialnych powodów. Początek wręcz skandaliczny - półgodzinne opóźnienie spektaklu, podobno z przyczyn technicznych. Z kolei spikerka stwierdziła wyraźnie, że poczekamy jeszcze chwilę, ponieważ jest korek na trasie i nie wszyscy dojechali. Prawdopodobnie chodziło o jakichś VIP-ów, bo na zwykłych szaraków raczej by nie czekano. W holu zapachniało stadionem dziesięciolecia - tęgi rosyjski mundurowy głośno zachwalał sprzedawane przez siebie kompakty (dodajmy - drożej niż na sąsiednich stoiskach). W roli sprzedawcy wyglądał nieco groteskowo. Dla mnie, pamiętającego jeszcze dość dobrze ten złowrogi mundur z ulic Wrocławia, czy Świdnicy, ta groteskowość była czymś mało zabawnym (Mundur zaprojektowano zresztą na rozkaz Stalina na wzór hitlerowskich. Zwłaszcza owe siodłate czapy przypominają ten wzór, tyle, że oczywiście są większe, jak wszystko w Rosji. Te skojarzenia potęgowało jeszcze chwilami, jaskrawozielone oświetlenie, które sowieckim, zgniłooliwkowym mundurom, nadawało odcień „feldgrau”.).

Część muzyczna była bez zarzutu. No, prawie! Pamiętam jeszcze poprzednie wykonanie„Swiaszczennoj wojny” i nowa aranżacja tego pięknego, jakże patetycznego utworu, bardzo mi się nie spodobała. Takich nowych interpretacji było jeszcze kilka i też były wyraźnie słabsze od wcześniejszych. Wspaniałe były głosy solistów, doskonałe ustawienie głosów chóru. Groteska dała o sobie znać ponownie gdy zaprezentowano nam europejski repertuar. Tęgi torreador śpiewający (zresztą doskonale) swą arię w sowieckim mundurze - toż to niemal uosobienie obecnej „demokratycznej i europejskiej” Rosji. W antraktach balet, bardzo tradycyjny z akrobatycznymi niemal solówkami. Wszystko piękne, kolorowe, perfekcyjne i ...cepeliowskie, jeśli ktoś pamięta to określenie. Na koniec, abyśmy przypadkiem nie zapomnieli, że to chór Armii Czerwonej, scenka baletowa wykonywana przez tancerzy w mundurach czterech podstawowych formacji wojskowych. Wmaszerowali, a po wykoniu numeru wymaszerowali z estrady trzymając wyimaginowaną broń niczym na defiladzie. Dla mnie powiało grozą. Tym bardziej, że obok piechocińców, lotników i marynarzy w galowych mundurach, wystąpili desantowcy w polowych, plamistych mundurach i niebieskich beretach (kolor żandarmerii carskiej i NKWD, a u nas milicji ludowej, a obecnie policji. Tak, te niebieskie otoki i wyłogi, to ta właśnie tradycja!!!). Kto oglądał sceny z wojny w Czeczeni, ten na pierwszy rzut oka rozpozna te mundury.

Te refleksje psuły mi nieco odbiór spektaklu. Wszak gdyby jakiś niemiecki chór odśpiewałby nam „Horst Wessel Lied”, czy „Heili, heilo” oburzano by się ze zgrozą w całej Polsce. A przecież Niemcy śpiewali równie pięknie - tak przynajmniej utrzymywała moja Mama. Co się stało, że pieśni jednego okupanta, dużo brutalniejszego i skuteczniejszego, są odbierane wręcz z entuzjazmem. Dlatego, że niewolił nas dłużej i skuteczniej? Sala była wypełniona po brzegi, pomimo wysokiej ceny biletów. Brawa naprawdę gorące. Tęsknota za latami młodości? Ja również, przez wiele lat słuchałem tych pieśni, a także śpiewałem je. Musiałem je śpiewać na szkolnych apelach przed lekcjami. Uczono mnie ich, przynajmniej niektórych. Do dziś tkwi mi w pamięci urywek tekstu, jakże pięknej, gruzińskiej pieśni - „Suliki”, ale z nieco już zapomnianymi słowami: „To kolebka bolszewizmu Gruzija - to ojczyzna jest Stalina...” A śpiewał ją, jak się zdaje, ten sam chór. Nikt mi nie kazał się uczyć „Horst Wessel Lied”. Co ciekawe, chór Aleksandrowa jest mało popularny w samej Rosji. Znajomi, będąc w Petersburgu nadaremnie poszukiwali jego płyt. W jednym ze sklepów muzycznych usłyszeli, że w zasadzie pytają o niego tylko polscy turyści. Zdumiewająca jest dla mnie ta tęsknota za pieśniami z okresu niewoli. Przy całym szacunku dla perfekcji wykonania, klasycznych często utworów.

I jeszcze jedna refleksja: Trudno o bardziej „tożsamościowe”, muzykę i wykonawców.

Marian Hemar: „KONCERT CZERWONEJ ARMII”

Że wy ich nie widzieli
W Londynie! Ludzie! Ludzie!
W tutejszym Albert Hallu,
W ogromnej starej budzie

Koncertowej - w okrągłej
Kolosalnej stodole,
Gdzie oni występują
Przez dwa tygodnie, w zespole.

Dwustu artystów! Dwustu
Poszczególnych gwiazdorów,
Jeden w drugiego dwustu
Śpiewaków i tancorów

I grajków na bałałajkach,
I wszyscy razem, znaczy,
Zespół Czerwonej Armii!
Siedem tysiecy słuchaczy,

Siedem tysięcy widzów,
Angielek i Anglików,
Klaszcze brawo! Grzmi burzą
Zachwyconych okrzyków

Brawo, bis! Rzeczywiście,
Takiego widowiska
Codziennie nie zobaczysz.
Krąży, wiruje, błyska,

Tupie, fruwa, olsniewa
Dwustu krasnoarmiejców -
Barytonów i basów,
Grubo i cienko-piejców,

Mołojców, szeregowych,
Strzelców, podoficerów -
Na gładkich schludnych bluzach

Barwne wstążki orderów,
Świecą cholewy butów
Jakby jakieś lakierki -
i czerwone lampasy
Na spodniach - bez usterki

Prości- sam kwiat męskości
I eleganckiego gustu,
No, i jak na estradę
Wychodzi takich dwustu

I dwieście gęb otwiera
I piano, murmurando, Brzmi cudny spiew, daj mi pokój
Z polityką, propagandą,
Z urazami, z krzywdami!

Zamknij oczy, gałubczyk,
I słuchaj - "Wołga Wołga!"
Śpiewają "Cziubczik, cziubczik!"

Śpiewają "Oczi czornje"
Śpiewają "Hajda trojka!"
To nie jest żadna jakaś
Propagandowa machlojka

To ściska wprost za serce,
To łapie wprost pod żebro -
I nagle na estradzie,
Jak żywe lśniące srebro

Rozsypali się - w kulki -
We dwójki, w trójki, w czwórki,
Motają się i wiążą
I zaplatają w sznurki

I rozplatają znowu -
Po dwóch, po trzech, na wyprzódy.
Kozłami na łeb, na szyję,
Pod boki i w prysiudy,

Prysiudami dokoła
I hyc! - nogi do góry,
Głowa na dół! - lampasy,
Obcasy i mundury,

Cholewy i przyśpiewy -
Na odwyrtkę! Z podłogi
Drzazgi, iskry! Gdzie głowa,
Gdzie ramiona, gdzie nogi?

Już mi dech od patrzenia
Zaparło - klaszczę, wrzeszczę,
Już dość! A oni jeszcze!
Jeszcze! I znów! I jeszcze!

Aj aj aj! W oczach ćmi się
Wir ruchomej mozajki.
A oni już w szeregu
I dzwonią bałałajki,

I zawodzą harmonie
Jak po dwunastej wódce.
A oni "Oczi czornje"
Pieją. No, ja pokrótce

Powiem wam, że Cliff Richards,
Czy ta Helen Shapiro,
Do nich się nie umywa
Nawet...a cóż dopiro

Anglik obok - szaleje!
Angielka się rozkleja!
Przed sobą na estradzie
Ma Elwisa Presleya

Dwieście razy! Jak chcecie,
Żeby siedziała jak trusia?
Toż ona, za przeproszeniem -
Nie gniewajcie się - siusia

I piszczy "brawo!" - z loży,
Z parteru i z balkonu!
Ten zespół Czerwonej Armii -
Szlagier! Szlagier sezonu!

Potem przed Albert Hallem
Spytali mnie na ulicy
Rozentuzjazmowani
Znajomi moi, Anglicy -

Jak pan się bawił? Pytali
Rozgrzani i pochwalni:
Ci żołnierze sowieccy,
Nad wyraz muzykalni,

Prawda? "Tak jest", odrzekłem
"To notorycznie przecie
Najbardziej muzykalne
Wojsko na całym świecie

To jeszcze nic, co w Londynie,
To mało, co w Albert Hallu,
Trzeba ich było w Brodach
Posłuchać... w Tarnopolu...

Trzeba to było słyszeć
Jak ich śpiew rósł w oddali
We Lwowie, na ulicy
Żółkiewskiej, gdy jechali

Od rogatki w kadłubach
Swych pancernych kolosów -
Śpiewali "Wołga, Wołga..."
Śpiewali na osiem głosów

Od cudownej harmonii
Dreszcz przenikał do kości,
Nie można było się oprzeć
Takiej muzykalności,

To muzykalna armia, z
Londynem jej nie mierzcie,
Trzeba wam było słyszeć
Ich koncert w Budapeszcie!

Z czołgów - trach! z cekaemów
Po oknach - trach! po roletach,
Po widzach, po słuchaczach,
Po dzieciach, po kobietach...

I śpiewali! Z zachwytu
Ludzie jak muchy marli.
Nie można się było oprzeć.
Węgrzy się nie oparli.

To muzykalne wojsko.
Kto słyszał w brzozowym lasku,
W Katyniu jak śpiewali,
Wśród kul bzyku i trzasku -

"Razłuka moja, razłuka..."
I "Ałławerdy..." - to wiecie,
Najbardziej muzykalna
Armia na całym świecie.

Co ja tego śpiewania
Posłucham, wiecie - to mi
Po grzbiecie biegną ciarki
Z zachwytu". - moi znajomi,

Anglicy, z wielkim dla mnie
Uznaniem zawołali:
"To ładnie, że pan, choć Polak,
Lecz tak bezstronnie chwali

Zespół Czerwonej Armii...
To aż brzmi niemal dziwnie...
Oby każdy z was umiał
Sądzić tak obiektywnie..."

1963r.




P>Znajoma, żeby się nam się odwdzięczyć za przysługę, zafundowała żonie i mnie bilety na chór Aleksandrowa. Bilety słone - 60 zł na „jaskółce” w hali „Oliwii” - mimo iż lubię muzykę rosyjską, sam bym się nie zdecydował, jeśli nie z innych, to z bardzo prozaicznych, materialnych powodów. Początek wręcz skandaliczny - półgodzinne opóźnienie spektaklu, podobno z przyczyn technicznych. Z kolei spikerka stwierdziła wyraźnie, że poczekamy jeszcze chwilę, ponieważ jest korek na trasie i nie wszyscy dojechali. Prawdopodobnie chodziło o jakichś VIP-ów, bo na zwykłych szaraków raczej by nie czekano. W holu zapachniało stadionem dziesięciolecia - tęgi rosyjski mundurowy głośno zachwalał sprzedawane przez siebie kompakty (dodajmy - drożej niż na sąsiednich stoiskach). W roli sprzedawcy wyglądał nieco groteskowo. Dla mnie, pamiętającego jeszcze dość dobrze ten złowrogi mundur z ulic Wrocławia, czy Świdnicy, ta groteskowość była czymś mało zabawnym (Mundur zaprojektowano zresztą na rozkaz Stalina na wzór hitlerowskich. Zwłaszcza owe siodłate czapy przypominają ten wzór, tyle, że oczywiście są większe, jak wszystko w Rosji. Te skojarzenia potęgowało jeszcze chwilami, jaskrawozielone oświetlenie, które sowieckim, zgniłooliwkowym mundurom, nadawało odcień „feldgrau”.).

Część muzyczna była bez zarzutu. No, prawie! Pamiętam jeszcze poprzednie wykonanie„Swiaszczennoj wojny” i nowa aranżacja tego pięknego, jakże patetycznego utworu, bardzo mi się nie spodobała. Takich nowych interpretacji było jeszcze kilka i też były wyraźnie słabsze od wcześniejszych. Wspaniałe były głosy solistów, doskonałe ustawienie głosów chóru. Groteska dała o sobie znać ponownie gdy zaprezentowano nam europejski repertuar. Tęgi torreador śpiewający (zresztą doskonale) swą arię w sowieckim mundurze - toż to niemal uosobienie obecnej „demokratycznej i europejskiej” Rosji. W antraktach balet, bardzo tradycyjny z akrobatycznymi niemal solówkami. Wszystko piękne, kolorowe, perfekcyjne i ...cepeliowskie, jeśli ktoś pamięta to określenie. Na koniec, abyśmy przypadkiem nie zapomnieli, że to chór Armii Czerwonej, scenka baletowa wykonywana przez tancerzy w mundurach czterech podstawowych formacji wojskowych. Wmaszerowali, a po wykoniu numeru wymaszerowali z estrady trzymając wyimaginowaną broń niczym na defiladzie. Dla mnie powiało grozą. Tym bardziej, że obok piechocińców, lotników i marynarzy w galowych mundurach, wystąpili desantowcy w polowych, plamistych mundurach i niebieskich beretach (kolor żandarmerii carskiej i NKWD, a u nas milicji ludowej, a obecnie policji. Tak, te niebieskie otoki i wyłogi, to ta właśnie tradycja!!!). Kto oglądał sceny z wojny w Czeczeni, ten na pierwszy rzut oka rozpozna te mundury.

Te refleksje psuły mi nieco odbiór spektaklu. Wszak gdyby jakiś niemiecki chór odśpiewałby nam „Horst Wessel Lied”, czy „Heili, heilo” oburzano by się ze zgrozą w całej Polsce. A przecież Niemcy śpiewali równie pięknie - tak przynajmniej utrzymywała moja Mama. Co się stało, że pieśni jednego okupanta, dużo brutalniejszego i skuteczniejszego, są odbierane wręcz z entuzjazmem. Dlatego, że niewolił nas dłużej i skuteczniej? Sala była wypełniona po brzegi, pomimo wysokiej ceny biletów. Brawa naprawdę gorące. Tęsknota za latami młodości? Ja również, przez wiele lat słuchałem tych pieśni, a także śpiewałem je. Musiałem je śpiewać na szkolnych apelach przed lekcjami. Uczono mnie ich, przynajmniej niektórych. Do dziś tkwi mi w pamięci urywek tekstu, jakże pięknej, gruzińskiej pieśni - „Suliki”, ale z nieco już zapomnianymi słowami: „To kolebka bolszewizmu Gruzija - to ojczyzna jest Stalina...” A śpiewał ją, jak się zdaje, ten sam chór. Nikt mi nie kazał się uczyć „Horst Wessel Lied”. Co ciekawe, chór Aleksandrowa jest mało popularny w samej Rosji. Znajomi, będąc w Petersburgu nadaremnie poszukiwali jego płyt. W jednym ze sklepów muzycznych usłyszeli, że w zasadzie pytają o niego tylko polscy turyści. Zdumiewająca jest dla mnie ta tęsknota za pieśniami z okresu niewoli. Przy całym szacunku dla perfekcji wykonania, klasycznych często utworów.

I jeszcze jedna refleksja: Trudno o bardziej „tożsamościowe”, muzykę i wykonawców.

Marian Hemar: „KONCERT CZERWONEJ ARMII”

Że wy ich nie widzieli
W Londynie! Ludzie! Ludzie!
W tutejszym Albert Hallu,
W ogromnej starej budzie

Koncertowej - w okrągłej
Kolosalnej stodole,
Gdzie oni występują
Przez dwa tygodnie, w zespole.

Dwustu artystów! Dwustu
Poszczególnych gwiazdorów,
Jeden w drugiego dwustu
Śpiewaków i tancorów

I grajków na bałałajkach,
I wszyscy razem, znaczy,
Zespół Czerwonej Armii!
Siedem tysiecy słuchaczy,

Siedem tysięcy widzów,
Angielek i Anglików,
Klaszcze brawo! Grzmi burzą
Zachwyconych okrzyków

Brawo, bis! Rzeczywiście,
Takiego widowiska
Codziennie nie zobaczysz.
Krąży, wiruje, błyska,

Tupie, fruwa, olsniewa
Dwustu krasnoarmiejców -
Barytonów i basów,
Grubo i cienko-piejców,

Mołojców, szeregowych,
Strzelców, podoficerów -
Na gładkich schludnych bluzach

Barwne wstążki orderów,
Świecą cholewy butów
Jakby jakieś lakierki -
i czerwone lampasy
Na spodniach - bez usterki

Prości- sam kwiat męskości
I eleganckiego gustu,
No, i jak na estradę
Wychodzi takich dwustu

I dwieście gęb otwiera
I piano, murmurando, Brzmi cudny spiew, daj mi pokój
Z polityką, propagandą,
Z urazami, z krzywdami!

Zamknij oczy, gałubczyk,
I słuchaj - "Wołga Wołga!"
Śpiewają "Cziubczik, cziubczik!"

Śpiewają "Oczi czornje"
Śpiewają "Hajda trojka!"
To nie jest żadna jakaś
Propagandowa machlojka

To ściska wprost za serce,
To łapie wprost pod żebro -
I nagle na estradzie,
Jak żywe lśniące srebro

Rozsypali się - w kulki -
We dwójki, w trójki, w czwórki,
Motają się i wiążą
I zaplatają w sznurki

I rozplatają znowu -
Po dwóch, po trzech, na wyprzódy.
Kozłami na łeb, na szyję,
Pod boki i w prysiudy,

Prysiudami dokoła
I hyc! - nogi do góry,
Głowa na dół! - lampasy,
Obcasy i mundury,

Cholewy i przyśpiewy -
Na odwyrtkę! Z podłogi
Drzazgi, iskry! Gdzie głowa,
Gdzie ramiona, gdzie nogi?

Już mi dech od patrzenia
Zaparło - klaszczę, wrzeszczę,
Już dość! A oni jeszcze!
Jeszcze! I znów! I jeszcze!

Aj aj aj! W oczach ćmi się
Wir ruchomej mozajki.
A oni już w szeregu
I dzwonią bałałajki,

I zawodzą harmonie
Jak po dwunastej wódce.
A oni "Oczi czornje"
Pieją. No, ja pokrótce

Powiem wam, że Cliff Richards,
Czy ta Helen Shapiro,
Do nich się nie umywa
Nawet...a cóż dopiro

Anglik obok - szaleje!
Angielka się rozkleja!
Przed sobą na estradzie
Ma Elwisa Presleya

Dwieście razy! Jak chcecie,
Żeby siedziała jak trusia?
Toż ona, za przeproszeniem -
Nie gniewajcie się - siusia

I piszczy "brawo!" - z loży,
Z parteru i z balkonu!
Ten zespół Czerwonej Armii -
Szlagier! Szlagier sezonu!

Potem przed Albert Hallem
Spytali mnie na ulicy
Rozentuzjazmowani
Znajomi moi, Anglicy -

Jak pan się bawił? Pytali
Rozgrzani i pochwalni:
Ci żołnierze sowieccy,
Nad wyraz muzykalni,

Prawda? "Tak jest", odrzekłem
"To notorycznie przecie
Najbardziej muzykalne
Wojsko na całym świecie

To jeszcze nic, co w Londynie,
To mało, co w Albert Hallu,
Trzeba ich było w Brodach
Posłuchać... w Tarnopolu...

Trzeba to było słyszeć
Jak ich śpiew rósł w oddali
We Lwowie, na ulicy
Żółkiewskiej, gdy jechali

Od rogatki w kadłubach
Swych pancernych kolosów -
Śpiewali "Wołga, Wołga..."
Śpiewali na osiem głosów

Od cudownej harmonii
Dreszcz przenikał do kości,
Nie można było się oprzeć
Takiej muzykalności,

To muzykalna armia, z
Londynem jej nie mierzcie,
Trzeba wam było słyszeć
Ich koncert w Budapeszcie!

Z czołgów - trach! z cekaemów
Po oknach - trach! po roletach,
Po widzach, po słuchaczach,
Po dzieciach, po kobietach...

I śpiewali! Z zachwytu
Ludzie jak muchy marli.
Nie można się było oprzeć.
Węgrzy się nie oparli.

To muzykalne wojsko.
Kto słyszał w brzozowym lasku,
W Katyniu jak śpiewali,
Wśród kul bzyku i trzasku -

"Razłuka moja, razłuka..."
I "Ałławerdy..." - to wiecie,
Najbardziej muzykalna
Armia na całym świecie.

Co ja tego śpiewania
Posłucham, wiecie - to mi
Po grzbiecie biegną ciarki
Z zachwytu". - moi znajomi,

Anglicy, z wielkim dla mnie
Uznaniem zawołali:
"To ładnie, że pan, choć Polak,
Lecz tak bezstronnie chwali

Zespół Czerwonej Armii...
To aż brzmi niemal dziwnie...
Oby każdy z was umiał
Sądzić tak obiektywnie..."

1963r.












<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji