Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
Kat: recenzje książek, Templum Novum
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Świat Tolkiena

Autor: Jerzy Stępniewicz

19-02-2005  

Rok 2004 został ogłoszony Rokiem Tolkienowskim jako, że minęło równe 50 lat od ukazania się „Władcy pierścieni”. Z tej to okazji, od początków marca do 18-go kwietnia, w Zielonej Bramie (zamykającej od strony Motławy Długi Targ) rezyduje wystawa „Świat Tolkiena”. Jedno z jej środkowych przęseł zamieniło się na czas jej trwania we Wrota Gondoru, gdzie po dwu stronach stoją dumne posągi królewskie - makiety z filmu.



Tamtędy do Gondoru jednak nie wkroczymy - wejście na wystawę znajduje się skromnie z boku.

Wchodzimy i po opłaceniu wygórowanego myta w wysokości 15 zł (bilet normalny) mamy prawo zagłębić się w „Świat Tolkiena”. Najpierw są paskudnie długie i kręte schody na górę, ale potem sale wystawowe tchną już nastrojem muzealno - baśniowym. Na wystrój pierwszej składają się: odtworzona norka hobbita (dodajmy że dość tandetnie), skromna kopia „zwierciadła Galadrieli”, trochę filmowej broni i świetnie wyeksponowane obrazy. Nastrój tworzy głównie oświetlenie, zarówno tu jak i w sali na następnym piętrze. Ta sala zawiera: wrota Rohanu, potraktowane dość dosłownie (chyba że są to wrota pałacu Theodena, być może przegapiłem stosowny napis), pięknego Drzewca tuż przy wejściu, dość groźną figurę Upiora Pierścienia i obrzydliwie demoniczną Golluma, trochę filmowej broni, tele-bim na którym bez przerwy „lecą” fragmenty filmu i migawki z wywiadów z odtwórcami ról, no i obrazy, obrazy, obrazy.

Na próżno na tej wystawie szukać nam Tolkiena. Nazwa wystawy jest myląca, to świat „Władcy pierścieni” w wydaniu Jacksona, oraz w wersjach ilustratorów różnych wydań książki. Tolkiena nie ma tam na lekarstwo. Nie znajdziemy na niej żadnej wzmianki o autorze, żadnych jego zdjęć, po prostu nie istnieje. Jak na gromko obwieszczony Rok Tolkienowski to conajmniej dziwne. No, ale ten jego niepoprawny politycznie katolicyzm, jeszcze mniej poprawna zażyłość z Chestertonem i tak naprawdę to niepoprawna twórczość, nie pasują do naszych obecnych „europejskich” standardów. Ciekawe, że Jacksona, mimo wykorzystania jego filmowych wizji i artefaktów z filmu, potraktowano podobnie.

Trzon ekspozycji stanowią obrazy, w dużej części ilustracje do rozmaitych wydań książki. Co uderza, to mistrzowska technika wykonania wszystkich tych dzieł. Praktycznie nie ma miernego nawet rzemiosła, przy przeglądzie prawie wszystkich możliwych technik malarskich. Znacznie gorzej z inwencją twórczą. Niewiele tu własnych wizji, większość dzieł, to proste naśladownictwo dzieł dawnych mistrzów renesansu lub secesji, zwłaszcza niemieckiej. Wszystko to zahacza wręcz o plagiat, tak jak rembrandtowski portret Gandalfa, reminiscencje z Boscha, renesansowych włoskich batalistów, czy alegorii Boticellego. Włosi zapatrzyli się trochę na stare ilustracje rodzimych bajek dla dzieci, a konkretnie na Pinokia i stąd chyba długie nosy hobbitów. Chyba zauważyli to wszystko organizatorzy, bo większość inkryminowanych dzieł nie znalazła się w katalogu wystawy. W całej wystawie dominuje naśladownictwo secesji, nawet miłe i „pasujące” do tematu, ale świadczące o kompletnym braku własnej formy wyrazu. Krótko mówiąc olbrzymia przewaga formy (do tego cudzej) nad treścią. Na tym tle akwarele naszej Katarzyny Chmiel wypadają dobrze, mimo ich trochę „komiksowego” charakteru.

Według mnie należy zwrócić baczną uwagę na trzech twórców którzy reprezentują coś więcej poza naśladownictwem, tandetnym filmowym realizmem i sztampą:

Lode Claes, Belg, pointylista - co jest rzadko spotykane ze względu na wyjątkowo pracochłonną technikę, która nadaje dziwnie tajemniczą świetlistość jego obrazom.

Pascal Yung, Francja, jego obraz „Nie poddamy się” ma indywidualne własne rysy, stanowiące jakby odległe echo obrazów Celnika Rousseau.

I przepiękny, mój ulubiony, wręcz mistrzowski, przypominający kreskę malarzy japońskich, obraz „Legolas”. Ciekawe połączenie grafiki komputerowej, akwareli i kredki. Co ciekawe autor, Timoleon Kouimtzoglu, Grek, nie jest z zawodu malarzem a architektem i malarstwo uprawia jako hobby.

Na tym tle malarstwo anglosaskie, a zwłaszcza amerykańskie, wypada bardzo blado i prezentuje jedynie odtwórczy, ilustratorski, dość prymitywny realizm. Trochę żal, że nie staje im wyobraźni malarskiej przy naprawdę mistrzowskim warsztacie.

Na zakończenie jedna uwaga ogólna: telewizja zabiła wyobraźnię. Widać to wyraźnie u twórców anglosaskich, gdzie telewizja wkroczyła najwcześniej. Ludzie wychowani na jej realistycznych obrazkach przestali funkcjonować twórczo, brak im własnych wizji, więc mozolnie, choć i po mistrzowsku, odtwarzają zapamiętane obrazki. Jedyne indywidualne dzieła to obrazy twórców europejskich. Pytanie jak długo?

Podejrzewam, że kilka naprawdę dobrych obrazów pominąłem, tak jak i kilka ewidentnych plagiatów, ponieważ w natłoku obrazów nie sposób zapamiętać wszystkiego, a spartaczony katalog wystawy wcale tego nie ułatwia. Przyzwoity katalog zawiera przynajmniej czarno-białe miniaturki wszystkich dzieł, jest wspomożeniem pamięci, tu natomiast mamy obrazy wybrane wedle czyjegoś gustu, niekompletne zresztą, bo niektórych autorów pominięto. O tym że brak w nim bodaj wzmianki o Tolkienie już wspominałem. No ale Zielona Brama to nie Rijksmuseum ani Luwr, nie wymagajmy zbyt wiele.

Po Gdańsku wystawa przenosi się do Wrocławia. Z pewnością warto ją zwiedzić, chociażby po to, żeby zobaczyć jak wygląda poziom współczesnej sztuki ilustratorskiej, no i oczywiście ze względu na „Władcę Pierścieni”. Wstęp 15 zł, bilet rodzinny 9 zł, katalog 25 zł. Przy rodzinie pięcioosobowej to już spory wydatek. Zwykłe zdzierstwo. Toteż sale świecą pustką, na godzinę przewija się cztery - pięć osób.


Galeria




Timoleon Koumitzoglu: „Legolas”


Katarzyna Chmiel: „Parth Galen”



Lode Claes: „Zwierciadło Galadrieli”


Pascal Yung: „Nie poddamy się”




Donato Giancola: „Gandalf, śnieg na Caradhras” (czysty Rembrandt!)
<< pierwsza < Poprzednia 1 2 Następna > ostatnia >>










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji