Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
U źródeł polskiego chrześcijaństwa

Autor: Krzysztof Krzykowski

12-07-2004  

Polska to przestrzeń pełna miejsc niezwykłych, choć sami Polacy zapewne nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Zapatrzeni a to na Wschód, a to na Zachód, często postrzegający polskość jako coś mało godnego zainteresowania, popadliśmy w swoisty konformizm. Nie szukamy już natchnienia we własnej historii i dziedzictwie, choć stanowią one niezgłębione źródło wiedzy o nas samych.



Zorganizowana w lipcu 2003 r. przez Klub Wszerad wyprawa do podkarpackiego Tropia nad Dunajcem była więc swoistą formą udzielenia twierdzącej odpowiedzi na pytanie brzmiące: „Czy warto poznać dziedzictwo polskiej kultury?”.

Cel wyprawy nie był przypadkowy. Spośród przecież tysięcy urokliwych zakątków naszej ziemi organizatorzy wybrali właśnie ten, słusznie widząc w nim symboliczne źródło chrześcijańskiej tożsamości Polaków. Tropie to w końcu miejsce nierozerwalnie związane z postacią świętego Andrzeja Świerada, pierwszego polskiego świętego i patrona Klubu Wszerad. Wyprawa do jego sanktuarium stała się więc podróżą ku wciąż nieznanym i tajemniczym początkom polskiego chrześcijaństwa.

Uczestnicy rozpoczętej w Warszawie wyprawy do miejsca przeznaczenia dotarli wieczorem 4 lipca. Po kilkugodzinnej podróży pociągiem i kilkukilometrowym, wyczerpującym rajdzie przez przepiękne góry Beskidu Sądeckiego, nasze oczy ujrzały wspaniałe, sztuczne rozlewisko Dunaju i mały kościółek. Ten kościółek to 1000 lat polskiego chrześcijaństwa, to księga w której zapisano naszą historię. Romański kościół pod wezwaniem świętych Świerada i Benedykta ufundowany został prawdopodobnie w 1045 r. przez samego króla Kazimierza Odnowiciela. Dziś jest bezcennym zabytkiem polskiej kultury, a od prawie tysiąca lat celem pielgrzymek zbożnego ludu. Tego dnia my także stanęliśmy pośród tysiącletnich zastępów Polaków, Słowaków i Węgrów, śpieszących do tego miejsca w celu zgłębienia tajemnicy Wiary jednego z największych ascetów Średniowiecza, jakim był właśnie Andrzej Świerad.

Imię Wszerad to starosłowiańskie imię arystokratyczne, niechybny dowód na pochodzenie z „warstw górnych” ówczesnego społeczeństwa. W przypadku naszego świętego jest ono także źródłem domniemań, iż był on jednym z rodzonych braci króla Bolesława Chrobrego, choć współczesne źródła donoszą o chłopskim pochodzeniu Wszerada. Tego nie wiemy na pewno. Wiemy natomiast wiele innych rzeczy o Jego życiu i dziele. Polski Wszerad lub Świerad, czeski Sverad, słowacki Svorad, węgierski Sórad - bo pod tyloma rożnymi imionami funkcjonuje nasz święty - pochodził z chrześcijańskiej rodziny, zatem prawdopodobnie nawróconej na wiarę chrystusową jeszcze w czasach, gdy Małopolska należała do Państwa Wielkomorawskiego, które chrzest przyjęło już w roku 831. Wiemy, że urodził się w okolicach Zakliczyna w drugiej połowie X wieku. Natomiast sposób, w jaki poznał regułę benedyktyńską oraz wschodnie techniki ascetyczne wciąż pozostaje polem dla licznych hipotez, także tej o jego pielgrzymce do Ziemi Świętej, w czasie której mógł poznać regułę opracowaną w VI wieku przez opata Zozimasa. Pewne jest jedno: aż do 1018 r. Świerad wiódł w miejscu zwanym dziś Tropiem żywot ascety, dni wypełniając ciężką pracą w puszczy, noce zaś czuwaniem i modlitwą. Zapał i konsekwencja, z jakimi to czynił zwróciły na niego uwagę współczesnych jemu. Węgierski biskup Maurus tak opisywał jego żywot: „[...] nieustannie praktykował posty, które wprawdzie bardzo wyniszczały jego ciało, ale wzmacniały jego życie duchowe. Przez trzy dni [w tygodniu] powstrzymywał się od wszelkiego pożywienia [...]. gdy zaś nadchodził okres Wielkiego Postu, wzorując się na regule zakonnej, którą kierował się opat Zozimas [...] przyjmował [...] czterdzieści orzechów i zadowalając się tym, z radością oczekiwał dnia Świętego Zmartwychwstania. W dniach postu i pozostałych [...] z wyjątkiem czasu przeznaczonego na modlitwę, nie rezygnował z pracy. Biorąc topór, udawał się na leśne odludzie, aby pracować. [...] Natomiast po całodziennej pracy zezwalał ciału na taki tylko odpoczynek nocny, który bardziej zasługiwał na miano tortury i udręki, niż odpoczynku”. Nie powinno więc dziwić, że Wszerad jeszcze za życia otoczony był wielką czcią miejscowej ludności. Cezurą w jego życiu najważniejszą jest rok 1018, kiedy wraz ze swym towarzyszem Benedyktem udał się na węgierską Słowacczyznę. Podróż na południe była jego odpowiedzią na apel węgierskiego króla Stefana I Świętego (997 – 1038) o pomoc w dziele chrystianizacji tego młodego państwa. „wżerający się do wnętrzności, [...] łańcuch niszczący wewnątrz ciało gangreną, na zewnątrz porosły był skórą” – jak zapisał Maurus. Śmierć Świerada spopularyzowała kult jego osoby, który przybrał na sile po kanonizowaniu go wraz z Benedyktem przez papieża Grzegorza VII w roku 1083. Tak po krótce przedstawiał się żywot Świerada. Piękny i przepełniony urokiem mistycyzmu, podobnie z resztą jak samo Tropie i cała Ziemia Czchowska.


Po przybyciu do Tropia i przygotowaniu kolacji zmęczeni udaliśmy się na nocny spoczynek, aby wypocząć przed następnym, pełnym atrakcji dniem. Czas naszego pobytu w Tropiu mieliśmy zamiar jak najintensywniej wykorzystać dla poznania szczegółów życia naszego Patrona oraz piękna i historii najbliższej okolicy. Pomocna w tym okazała się pani Iwona Machowska, artysta – fotograf, popularyzatorka wiedzy o św. Świeradzie. Przypadek sprawił, iż w tym samym co my czasie przebywała ona w tropskim Domu Pielgrzyma, który stał się nadto kolejnym miejscem prezentacji jej wystawy fotograficznej o Tropiu i Świeradzie.

Dzień 5 lipca przywitał nas upalną, letnią pogodą. Po spożyciu na łonie natury porannego posiłku wyruszyliśmy w całodniową, wielogodzinną wędrówkę po okolicy. Jej celem były dwa zamki, z których słynie okoliczna ziemia. Pierwszym z nich był zamek w Czchowie, pamiętającej czasy średniowiecza osadzie na lewym brzegu Dunaju. Dostanie się do niego wymagało przeprawienia się promem na drugą stronę rzeki. Po zamku pozostała do dziś wysoka baszta, z której roztacza się wspaniały widok na Dolinę Dunajca. Inną atrakcją Czchowa jest stary, gotycki kościół oraz stylowy rynek z charakterystyczną, unikalną zabudową. Drugim punktem naszej wędrówki był tego dnia zamek w Tropsztynie, również położony po lewej stronie rzeki, dokładnie naprzeciwko tropskiego sanktuarium . Sięgający XIII wieku zamek prawie w całości został odbudowany i jest dzisiaj własnością prywatną. Jego największym walorem jest jednak położenie, tuż nad szerokim rozlewiskiem wód Dunajca. Widok stąd jest naprawdę wspaniały. Rekonstrukcja zamku pozbawiła go jednak historycznego klimatu i najlepszym tego wyrazem jest... lądowisko dla helikopterów zbudowane na jego dachu. Z tropsztyńskim zamkiem wiąże się także mocno nadęta legenda o skarbie Inków. W XVIII wieku właściciel zamku ożenił się z inkaską arystokratką z rodu samego Tupaca Amaru II. Dziś skarb Inków jest motywem przewodnim kiczowatego zamkowego imagu a w murach naddunajeckiei warowni rozbrzmiewa radośnie inkaska muzyka. Każdy ma to, co lubi...

Wizyta w Tropsztynie zakończyła naszą eskapadę po lewym brzegu Dunajca. Po powrocie do Tropii udaliśmy się jeszcze na Mszę Świętą w „naszym” kościele, odprawioną przez miejscowego proboszcza. Była to dla nas pierwsza sposobność obejrzenia od środka świątyni, która jako bezcenny skarb polskiej kultury ze względów bezpieczeństwa podlega szczególnym zasadom ochrony. Po zakończeniu nabożeństwa, u stóp ołtarza odbyła się uroczystość zawierzenia Klubu Wszerad naszemu patronowi.


...Przyrzekamy i ślubujemy, że z wszelką usilnością szerzyć będziemy cześć dla Ciebie i chwały bożej. Że żyjąc, misję Twoją kontynuować będziemy. Tak nam dopomóż święty polski pustelniku i w pracy dla Wielkiej Polski sił nam dodawaj, abyśmy nigdy w raz obrane cele nie zwątpili. Módl się za nami święty Świeradzie” – brzmiały końcowe słowa aktu zawierzenia.

Drugi raz odwiedziliśmy świątynię rankiem następnego dnia, 6 lipca.

„Elektroniczny przewodnik” (jak to brzmi!) opowiedział nam historię kościoła oraz zgromadzonych w nim, bezcennych zabytków. Jednym z nich jest XII-wieczny, romański fresk przedstawiający węgierskiego króla Stefana I Świętego. Jest to najstarsze w Polsce malowidło ścienne! Kościół upiększają także barokowe malowidła świętych i obrazy o tematyce religijnej. Całe jego wnętrze wręcz pachnie przeszłością, tworząc doskonałą atmosferę dla skupienia i modlitwy. O Bogu oddanym życiu Świerada przypomina nie tylko kościół, ale i cała jego okolica. Znajdują się tu resztki starego dębu, będącego symbolicznym schronieniem dla Świerada a sam kościół oplata droga krzyżowa zwana Kalwarią Polskich Świętych. W pobliskim lesie znajduje się zaś średniowieczna kaplica, wybudowana w miejscu będącym domniemaną pustelnią Świerada oraz źródełko świętego, z którego być może czerpał przed wiekami wodę. Przez las prowadzi też tzw. Różaniec Polskich Świętych, którego poszczególne tajemnice ilustrowane są m. in. opisami czynów naszego Patrona.

Popołudnie 6 lipca wypełniła nam kolejna piesza wyprawa, tym razem do Rożnowa, położonego nad sztucznym Jeziorem Rożnowskim. Jej celem była zapora na Dunajcu oraz mocno już zniszczony, gotycki zamek Zawiszy Czarnego. Wizyta w Rożnowie zakończyła się pieszą przeprawą przez bród na Dunajcu, która chyba na długo zapadnie w pamięć wycieczkowiczów. Pełen wrażeń dzień zakończyliśmy ogniskiem oraz przygotowaniami do powrotu. Rankiem 7 lipca, po posprzątaniu Domu Pielgrzyma oraz pożegnaniu z księdzem proboszczem udaliśmy się w drogę powrotną, zostawiając za sobą tak ważne dla nas miejsce, do którego z pewnością nie raz powrócimy.

Tekst: Krzysztof Krzykowski
Fotografie: Iwona Machowska, "Wszerad"

Więcej informacji o św. Świeradzie oraz o Klubie Wszerad można uzyskać pisząc na adres e-mail: wszerad(==no==s p a m==)wp.pl











<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji