Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Wystawa Kresy Kresów

Autor: Jerzy Stępniewicz

30-01-2005  

W Gdańsku - Oliwie, 10 listopada 2004 roku uroczyście otworzono w Muzeum Etnograficznym przy ul. Cystersów ciekawą wystawę. Wystawa ma tytuł "Kresy kresów" i dotyczy powiatu brasławskiego w przedwojennym województwie wileńskim, najdalej wysuniętym na północny wschód, aż nad Dźwinę, obszarze Rzeczypospolitej. Jest to kolejna wystawa dotycząca Kresów zorganizowana przez tą zasłużoną placówkę. Jedna z ostatnich dotyczyła Huculszczyzny.

    Moje wrażenia z jej oglądania nie są zbyt obiektywne, bo to i związany jestem rodzinnie z tą ziemią, a moja rodzina dostarczyła nieco eksponatów, i trochę zaangażowany byłem w jej organizację (bardzo trochę - tyle co nic), no i znam tę ziemię taką jaką jest obecnie. W sumie wystawa jest z jednej strony pozornie bardzo skromna - z drugiej bardzo bogata. Skromna - bo większość eksponatów to fotografie i dokumenty, bogata - bo zdumiewająco dużo przetrwało, łącznie z eksponatami rzeczowymi. Bardzo dużo, zważywszy na losy tej ziemi i losy ludzi, którzy którzy to wszystko dostarczyli. Przetoczyły się poprzez tę ziemie dwie okrutne wojny, przesiedlenia i wywózki, noc sowietyzmu, nie do końca jeszcze przezwyciężona. Zdawałoby się, że nic z polskości i po polskości, nie powinno się było tam ostać. A jednak... Zostało bardzo wiele - pamięć. Pamięć o ludziach, o miejscach. Pamięć Polski. Do dziś serdeczna i trwała. Nie skażona wrogością, mordami, zacieraniem naszych śladów. Wrogość, morderstwa i niszczenie pamiątek po żyjących tam Polakach, to byli kolejni okupanci. Nie zwykli ludzie, krajanie, sąsiedzi. Jak powiedział Konstanty Szydłowski, pracownik Muzeum w Brasławiu - rodacy. Bo rodziliśmy się i żyli zgodnie razem przez stulecia na jednej ziemi. To nie są puste słowa. W poprzednich latach przejechałem prawie 2000 km przez północną część Białorusi i dzięki ludziom tam mieszkającym czułem się jak u siebie w domu. I to nie dzięki mieszkającym tam Polakom (chociaż to również miało znaczenie), ale dzięki rdzennym Białorusinom i ich serdeczności. Jakiż kontrast, z pozornie bliższymi nam, "europejskimi" Litwinami, gdzie w najlepszym wypadku spotykałem się ze zdawkową, urzędową uprzejmością! Ogłupieni często mijającymi się z prawdą informacjami mass-mediów, patrzymy na Białoruś przez pryzmat doraźnych układów politycznych. A przecież ta z utraconych ziem Rzeczypospolitej jest wciąż nam najbliższa, może właśnie poprzez tę dobrą pamięć o nas, pomimo zawirowań dziejowych. I o niej, o Białorusi, też tę dobrą pamięć powinniśmy zachowywać. Temu też ma służyć ta wystawa. Zachowaniu dobrej pamięci.

    Na otwarcie wystawy tłumnie przybyli Brasławianie z całej Polski, a także spoza niej. Najdalej, bo aż z dalekiej Florydy, przybył Jan Klenowicz, najbardziej zaangażowany, organizacyjnie i finansowo, w zachowanie pamięci o tamtych terenach. Przyjechała też z Białorusi spora grupa pracowników brasławskiego Muzeum. Dość obszerna sala w Pałacu Opatów zapchana była po brzegi. Po oficjalnym otwarciu wystawy przez dyrektora Muzeum Narodowego (którego Muzeum Etnograficzne jest filią) zaskoczył zebranych piękny koncert na własnoręcznie wykonanej kopii starego instrumentu jaki wykonał jeden z pracowników Muzeum Brasławia.

    Po części oficjalnej wszyscy goście przeszli do starego spichrza opackiego w którym mieści się Muzeum Etnograficzne. Wystawa znajduje się na najwyższym piętrze spichlerza, w pięknej starej sali z poczerniałymi belkami stropu. Otwiera ją kilka akwarel Napoleona Ordy z widokami Brasławszczyzny i współczesne malarstwo Piotra Siergiejewicza, o podobnej tematyce. W gablotach i na ścianach liczne zdjęcia i dokumenty pogrupowane tematycznie. Uwagę przyciągają dwa skromnie odtworzone wnętrza - salonik dworski i izba chłopska. Ta ostatnia z pięknie odtworzonym piecem, z miejscem do spania "na zapiecku". Przy okazji można obejrzeć stojący na płycie białoruski "wouk" - tak modne obecnie naczynie kuchenne, ponoć z Chin, a jak sie okazuje pospolite ongiś na Białorusi. Wzruszający jest widok "łapci" z łyka, obuwia, którego używano jeszcze przed wojną, tak na dworach jak i w chłopskich chatach. Nie tylko z powodu biedy jak sie powszechnie mniema, ale ze względu na wygodę i praktyczność. Skromna jest ta ekspozycja, ale wykonana z miłością, za co szczególne podziękowania należą się Brasławiance z pochodzenia, Pani Wiktorii Blacharskiej, autorce tej wystawy, a także poprzednich, poświęconych Kresom.

    Na uznanie zasługuje doskonale opracowany informator wystawy - kopalnia wiadomości o tamtym zakątku Kresów. Warto się przygotować na dodatkowy wydatek około 25 zł.

    W Gdańsku wystawa będzie trwała do marca 2005 r. W marcu przenosi się do Muzeum Niepodległości w Warszawie, gdzie będzie czynna do czerwca 2005 roku. Zachęcam wszystkich, ale szczególnie ludzi młodych, zwłaszcza w jakiś sposób związanych z Kresami, do odwiedzenia tej wystawy. Warto sięgnąć do swej rodzinnej przeszłości dopóki żyją ludzie, którzy jeszcze coś pamiętają. "Spieszmy się kochać ludzi - tak szybko odchodzą" a wraz z nimi pamięć. Dwie trzecie jej eksponatów to rodzinne pamiątki dostarczone przez społeczność Brasławian, z pietyzmem zachowane w domach. Ta społeczność jest chyba jedną z bardziej zwartych grup kresowiaków - utrzymują z sobą kontakty, ich koła funkcjonują w Kętrzynie, Warszawie, Szczecinie, czy Gdańsku. Łączy ich miłość do Ziemi Brasławskiej, a ziemia ta zasługuje na miłość, szacunek i naszą pamięć. Ludzi z młodszego pokolenia jest wśród nich mało. A szkoda.


Zapchana sala w Pałacu Opatów. Przemawia p. Wiktoria Blach.
Mapa posiadlosci i zdjecia dworu Łopacińskich.
Dworski salonik. Na ścianie portrety Podbereskich
Akwarela Napoleona Ordy.
fileadmin/user_upload/obrazki/recenzje/KresyKresow2005/13a. O Ziemi Braslawskiej.jpg
O Ziemi Braslawskiej.
Spotkanie Brasławian w sali wystawy.
Malarstwo Piotra Siergiejewicza.
fileadmin/user_upload/obrazki/recenzje/KresyKresow2005/2. Koncert.jpg
Koncert.
Izba chlopska
Piec - na blasze zeliwny "wouk".
Piec.
Zapiecek.
Salonik.



p>W Gdańsku - Oliwie, 10 listopada 2004 roku uroczyście otworzono w Muzeum Etnograficznym przy ul. Cystersów ciekawą wystawę. Wystawa ma tytuł "Kresy kresów" i dotyczy powiatu brasławskiego w przedwojennym województwie wileńskim, najdalej wysuniętym na północny wschód, aż nad Dźwinę, obszarze Rzeczypospolitej. Jest to kolejna wystawa dotycząca Kresów zorganizowana przez tą zasłużoną placówkę. Jedna z ostatnich dotyczyła Huculszczyzny.

    Moje wrażenia z jej oglądania nie są zbyt obiektywne, bo to i związany jestem rodzinnie z tą ziemią, a moja rodzina dostarczyła nieco eksponatów, i trochę zaangażowany byłem w jej organizację (bardzo trochę - tyle co nic), no i znam tę ziemię taką jaką jest obecnie. W sumie wystawa jest z jednej strony pozornie bardzo skromna - z drugiej bardzo bogata. Skromna - bo większość eksponatów to fotografie i dokumenty, bogata - bo zdumiewająco dużo przetrwało, łącznie z eksponatami rzeczowymi. Bardzo dużo, zważywszy na losy tej ziemi i losy ludzi, którzy którzy to wszystko dostarczyli. Przetoczyły się poprzez tę ziemie dwie okrutne wojny, przesiedlenia i wywózki, noc sowietyzmu, nie do końca jeszcze przezwyciężona. Zdawałoby się, że nic z polskości i po polskości, nie powinno się było tam ostać. A jednak... Zostało bardzo wiele - pamięć. Pamięć o ludziach, o miejscach. Pamięć Polski. Do dziś serdeczna i trwała. Nie skażona wrogością, mordami, zacieraniem naszych śladów. Wrogość, morderstwa i niszczenie pamiątek po żyjących tam Polakach, to byli kolejni okupanci. Nie zwykli ludzie, krajanie, sąsiedzi. Jak powiedział Konstanty Szydłowski, pracownik Muzeum w Brasławiu - rodacy. Bo rodziliśmy się i żyli zgodnie razem przez stulecia na jednej ziemi. To nie są puste słowa. W poprzednich latach przejechałem prawie 2000 km przez północną część Białorusi i dzięki ludziom tam mieszkającym czułem się jak u siebie w domu. I to nie dzięki mieszkającym tam Polakom (chociaż to również miało znaczenie), ale dzięki rdzennym Białorusinom i ich serdeczności. Jakiż kontrast, z pozornie bliższymi nam, "europejskimi" Litwinami, gdzie w najlepszym wypadku spotykałem się ze zdawkową, urzędową uprzejmością! Ogłupieni często mijającymi się z prawdą informacjami mass-mediów, patrzymy na Białoruś przez pryzmat doraźnych układów politycznych. A przecież ta z utraconych ziem Rzeczypospolitej jest wciąż nam najbliższa, może właśnie poprzez tę dobrą pamięć o nas, pomimo zawirowań dziejowych. I o niej, o Białorusi, też tę dobrą pamięć powinniśmy zachowywać. Temu też ma służyć ta wystawa. Zachowaniu dobrej pamięci.

    Na otwarcie wystawy tłumnie przybyli Brasławianie z całej Polski, a także spoza niej. Najdalej, bo aż z dalekiej Florydy, przybył Jan Klenowicz, najbardziej zaangażowany, organizacyjnie i finansowo, w zachowanie pamięci o tamtych terenach. Przyjechała też z Białorusi spora grupa pracowników brasławskiego Muzeum. Dość obszerna sala w Pałacu Opatów zapchana była po brzegi. Po oficjalnym otwarciu wystawy przez dyrektora Muzeum Narodowego (którego Muzeum Etnograficzne jest filią) zaskoczył zebranych piękny koncert na własnoręcznie wykonanej kopii starego instrumentu jaki wykonał jeden z pracowników Muzeum Brasławia.

    Po części oficjalnej wszyscy goście przeszli do starego spichrza opackiego w którym mieści się Muzeum Etnograficzne. Wystawa znajduje się na najwyższym piętrze spichlerza, w pięknej starej sali z poczerniałymi belkami stropu. Otwiera ją kilka akwarel Napoleona Ordy z widokami Brasławszczyzny i współczesne malarstwo Piotra Siergiejewicza, o podobnej tematyce. W gablotach i na ścianach liczne zdjęcia i dokumenty pogrupowane tematycznie. Uwagę przyciągają dwa skromnie odtworzone wnętrza - salonik dworski i izba chłopska. Ta ostatnia z pięknie odtworzonym piecem, z miejscem do spania "na zapiecku". Przy okazji można obejrzeć stojący na płycie białoruski "wouk" - tak modne obecnie naczynie kuchenne, ponoć z Chin, a jak sie okazuje pospolite ongiś na Białorusi. Wzruszający jest widok "łapci" z łyka, obuwia, którego używano jeszcze przed wojną, tak na dworach jak i w chłopskich chatach. Nie tylko z powodu biedy jak sie powszechnie mniema, ale ze względu na wygodę i praktyczność. Skromna jest ta ekspozycja, ale wykonana z miłością, za co szczególne podziękowania należą się Brasławiance z pochodzenia, Pani Wiktorii Blacharskiej, autorce tej wystawy, a także poprzednich, poświęconych Kresom.

<< pierwsza < Poprzednia 1 2 Następna > ostatnia >>










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji