Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?

Autor: Redakcja

17-09-2010  



Dokonując ekstrapolacji oceny Matyi na nieliczne środowiska, grupy czy portale internetowe w Polsce odwołujące się do dziedzictwa ruchu falangistowskiego, ONR ABC, SN, MW czy NSZ pierwsze wrażenia są przygnębiające. Odnosi się nieodparte wrażenie, że podążają one własną trajektorią lotu w krainie fantasmagorii, poza znaną trzeźwym obserwatorom życia społeczno-politycznego między Odrą a Bugiem konstelacją bytu społeczeństwa polskiego. Stali się oni, poniekąd na własne życzenie, marginesem sceny politycznej o nikłym potencjale intelektualnym, niezwykle skromnym dorobku edytorskim, a przede wszystkim silnie między sobą od lat zantagonizowanym. Część z nich (może nawet większość) jest zakładnikami przeszłości. To szkodliwi nostalgicy, którzy żyją obok „czasów współczesnych”, bo ugrzęźli w skojarzeniach i schematach myślenia sprzed i z okresu II wojny światowej, gdyż zapomnieli, że od upadku „muru berlińskiego” i instytucjonalnego końca komunizmu w Polsce oraz akcesu kraju do atlantyckich struktur UE i NATO żyjemy na europejskiej szachownicy w niezwykle dynamicznej przestrzeni geopolitycznej.
Skoro znana nam z kart klasyków myśli narodowej formuła idei obumarła, to jej truchło należy złożyć w sarkofagu na wieczną pamięć zaciągając wartę w projektowanym – bez sukcesu – od kilku lat Muzeum Ruchu Narodowego w Warszawie. Nie zrywajmy z naszym dziedzictwem ideowym, ale uprzytomnijmy sobie, że poza nami samymi to gros obywateli – owych Polaków metrykalnych, jak miał w zwyczaju pisać Bolesław Piasecki - nie zna tej tożsamości i na dobrą sprawę jest im ona obojętna. A to dlatego, że w ich mniemaniu do niczego praktycznego nie jest im potrzebna. Osaczają nas „ludzie ekonomiczni”, wyprani z pamięci historycznej, którzy dzięki uczynnym grabarzom z lewicy i demoliberalnym mediom z „Gazetą Wyborczą” na czele reagują często agresywnie na nieśmiałe próby rehabilitacji ruchu narodowego i nie są skorzy do dialogu. Dla ruchu politycznego odwołującego się do teraźniejszości i przyszłości kraju to zbędna strata czasu i energii. Walkę o pamięć historyczną zostawmy historykom z Instytutu Pamięci Narodowej i skupmy się na celach i metodach rekonstrukcji narodowej w społeczeństwie upodlonym w Polsce „ludowej”; w społeczeństwie, w którym współczesny „kapitalizm” zabił bezinteresowność czy myślenie kategoriami dobra wspólnego, a solidaryzm narodowy zastąpił egoizmem duchowych karłów w „wyścigu szczurów” w międzynarodowych korporacjach czy instytucjach Unii Europejskiej.


Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom osób i środowisk – nie skrępowanym endeckim czy oenerowskim „Talmudem” – pragniemy zainicjować powtórnie na łamach pisma (od jakiegoś już czasu toczącą się na http://www.templumnovum.fora.pl/) dyskusję o metodach i celach działania polskiego nacjonalizmu. Liczymy, że sprowokujemy sympatyków polskiej idei narodowej oraz supranacjonalizmu do skrzyżowania argumentów i kontrargumentów. Niech skrzy się od celnych konstatacji, gdyż taka spontaniczna „burza mózgów” potrzebna jest nam dzisiaj jak nigdy dotąd. Niech w konsekwencji stanie się zachętą do praktycznego działania zanim będzie za późno, aby antykwaryczny kurz nie pokrył nas w gabinecie osobliwości Madamme Tussauds. Publicysta „Templum” Adam Gwiazda autor jednego z najostrzejszych esejów ostatniej dekady pt. Krótka nota o bankructwie (i przyszłości) nacjonalizmu (2001) sygnalizował w nim postępującą degenerację tradycyjnego XX-wiecznego europejskiego nacjonalizmu widząc dla niego ratunek w identytaryzmie. Dyskusja na ten temat przetoczyła się na łamach naszego pisma i rychło obumarła. Powrót z niebytu neoendecji pod postacią Ligi Polskich Rodzin tylko na kilka lat odsunął problem, który od dawna wymagał zdecydowanego przeciwdziałania.


Historia zatoczyła koło, i ponowne na łamach periodyku pragniemy pochylić się nad tym nie dającym o sobie zapomnieć wyzwaniu nowoczesności. Redakcja „Templum Novum” zawsze deklarowała otwartość na poglądy nie zawsze zgodne – cokolwiek by to dzisiaj znaczyło – z uznawanym powszechnie za narodowy kanon wartościami i kalkulacjami geopolitycznymi. Nic nie traktowaliśmy za pewniki, poza naszym przywiązaniem do tradycyjnego rzymskiego katolicyzmu. Kroczyliśmy pod prąd, w poprzek tradycyjnych podziałów i historycznych zaszłości.










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji