Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Gałczyński nieznany. Przedwojenne podróże poetyczne i polityczne w "Zaczarowanej Dorożce".

Autor: dr Bohdan Urbankowski

10-07-2010  


Smoki kolorowe i radykalne
W roku 1923 Gałczyński wstąpił na Uniwersytet Warszawski - studiował anglistykę i filologię klasyczną, obie z ogromnym zapałem, choć żadnej nie skończył. Poświęcił się za to życiu literackiemu, wraz z kilkoma przyjaciółmi (Aleksander Maliszewski, Stefan Flukowski, Władysław Sebyła, Stanisław M. Saliński, Wacław Urbankowski) stworzył w 1924 roku grupę poetycką Smok, która wydała nawet parę numerów pisemka o tej samej nazwie. Poeci urządzali też spotkania na UW i w Wolnej Wszechnicy. Mimo, że nieoficjalnym adresem Smoków była kawiarnia "Kresy" na Nowym Świecie, grupa uważała się za radykalnie antymieszczańską, romantyczną, a chwilami dekadencką. Był to radykalizm przeciwko całemu establishmentowi, beznadziejnym wysiłkiem byłoby przypisywanie mu lewicowości, bądź prawicowości. W Smoku poeta drukował wiersze takie jak "Lunatyk" i "Opętanie". Ostatni z tych wierszy wywołał wiele ataków ze strony środowisk katolickich, uważniejsza lektura przekonuje, że wynikały z niezrozumienia tekstu:

 

Opętanie

 

Moje noce, zalęknione, infernalne,

na skrzydliskach zielonawych się kołyszą,

opętane straszydłami, sny astralne

suną do mnie i wibrują nocną ciszą.

 

W ciemnej głębi naprzeciwko mego łoża

wisi czarna, przeraźliwa Matka Boża.

 

Z ram wychodzi przyczajona bezszelestnie,

krokiem wolnej i falistej sarabandy,

ponad czołem wiszą duszne gwiazd girlandy,

co się palą krwawym blaskiem bezszelestnie.

 

Idzie, płynie, sunie wolno ruchem węża,

....................... po omacku się przekrada,

nad mym łożem później staje, trupioblada,

moje ciało przeraźliwym lękiem stęża.

 

W swoich długich, zakrzywionych palców kleszcze

bierze moją zlaną zimnym potem głowę,

wbija we mnie swoje oczy piorunowe,

wsącza we mnie spazmatyczne swoje dreszcze.

 

Rozedrgana w spazmatycznym kołysaniu

....................................................................

....................................................................

krwawe kwiaty krwawą falą płyną za nią.

 

I odchodzi krokiem wolnej sarabandy

niespokojnie, kołysząco i faliście;

rozjarzone zimnym blaskiem gwiazd girlandy

znaczą drogę migotliwie i świetliście...

 

I z obrazu patrzy na mnie trupio-chora

Matka Boża - tajemnica przeotchłanna,

Matka Boża, moich nocy straszna zmora,

Matka Boża, Przenajświętsza Czysta Panna...[1]

 

Warto też odnotować tekst, który nie był drukowany w "Smoku":

 

Włożę spodnie czarne, cmentarne

 

Włożę spodnie czarne, cmentarne

i pójdę w siną dal,

i nic nie zostanie tu po mnie,

jeno ten cichy żal,

 

jeno te białe modrzewie,

jeno ten czarny frasunek

i gdzieś tam w knajpce za miastem

niezapłacony rachunek.

 

Gdy skonam, o moi najdrożsi,

a skonam wieczorem niebieskim,

napiszcie list, przyjaciele,

do panny Felicji Kruszewskiej.

 

Felicja, słodka poetka,

napisze mi epitafium:

JAKA SZKODA, PANOWIE I PANIE,

ŻE ZNOWU POETĘ SZLAG TRAFIŁ!

 

Był to jeden z najpopularniejszych wierszy tamtych lat, stanowił coś w rodzaju manifestu grupy, a kiedy dorobiono do niego muzykę - odśpiewywano go podczas wielu spotkań. Cyganeria warszawska uznała go za swój hymn.

W tym czasie poeta zainteresował się też teatrem i w roku 1925 został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Reduty. Uczestniczył nawet w próbach "Mazepy". Zbuntowani twórcy ze Smoka występowali także przeciwko "Wiadomościom Literackim" i to nie tylko dlatego, że te nie chciały ich drukować, przyjaźnili się jednak z niektórymi poetami z ich kręgu. Gałczyński na przykład spotykał się często z Lechoniem - i dzięki niemu nawiązał współpracę z "Cyrulikiem Warszawskim". Było to pismo satyryczne, pozornie ponadpartyjne, jednak poprzez sympatie autorów - związane z obozem Józefa Piłsudskiego. W "Cyruliku" Gałczyński występował nie tylko pod nazwiskiem, ale także pod skomplikowanym pseudonimem Karakuliambro. Poeta zamieszczał w tym pisemku sporo wierszy, atakujących skrajną opozycję tak z prawa jak i z lewa. Między innymi wydrukował "Marsz masonów", który ostrzem satyry zwracał się przeciw endekom. Reprezentanci tego nurtu straszyli poczciwych mieszczuchów masonami w sposób tak przekonywająco-przerażający, że w końcu sami w tych masonów uwierzyli. Jakby dla równowagi poeta dołożył kawiarnianym komunistom, którzy wówczas działali legalnie - głównie w kawiarniach, o ile nie łazili po obiektach wojskowych szpiclując dla ZSSR. Antysowiecką postawę zamanifestuje Gałczyński także w wierszu "Pardon ZSRR" i w paru innych utworach, także prozatorskich. Jako ilustrację tej postawy zacytujmy wspomniany już wiersz










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji