Przez pryzmat Birmy

Autor: Wojciech Zalewski

10-07-2010  


Po-kolonialna rzeczywistość
Myanmar jest krajem po-kolonialnym. Jak zwykle, podobnie jak w skolonizowanej w 19 wieku Polsce, piętno wywiera nie kultura zaborcy a jego cywilizacja, technologia i prawo, domagające się od ujarzmionego przede wszystkim haraczu. Kolonizacja brytyjska i następujące po niej rządy, nie wyłączając obecnego rządu generałów, niewiele różniącego się stylem rządzenia od kolonizatorów, nie zmieniły pastersko-rolniczego charakteru państwa. Stopień zurbanizowania jest niski. Kraj ma nieliczne większe ośrodki miejskie, głównie Yangun i Mandalay, i kilka pomniejszych miast i miasteczek. Szkolnictwo stoi na stosunkowo niskim poziomie, podobno około 40 procent ludności to praktyczni analfabeci. Mało osób ma wykształcenie wyższe. Rząd po rozruchach studenckich zamknął na jakiś czas uniwersytet w Rangun, poczym przeniósł go poza miasto, a wydziały jego rozsypał po różnych miejscach. Tak jest łatwiej kontrolować studentów. W kraju pracuje 156 wyższych uczelni państwowych i prywatnych. Powiedziano nam, że rząd przychylnie patrzy na emigrację inteligencji, bojąc się jej opozycji, co ma negatywny wpływ na cywilizacyjny rozwój kraju.

Problemy zwiększa amerykańskie embargo. Jedną z drastycznych jego konsekwencji jest ważny dla kraju przemysł włókienniczy. Zakaz importu do Ameryki spowodował, iż w przeciągu dwóch lat około 200000 kobiet, na ogół młodych, straciło pracę. W konsekwencji duża ich część żyje z prostytucji. Zwiększył się również handel "towarem ludzkim", czyli przemytem dziewcząt przez granicę Tajlandii. Odbierając im paszporty zamyka się im drogę powrotu i zmusza do niewolniczej pracy, na ogół prostytucji. Mimo iż Myanmar, jako jeden z największych producentów narkotyków, współdziałając z Chinami i Indiami walczył dość skutecznie z gangami obniżając ich produkcję i eksport, po embargo kontrola ich stała się bardziej utrudniona. Zakaz usług finansowych, opartych na systemie finansowym Ameryki, stworzył ogromne trudności dla placówek dyplomatycznych i prywatnych wszystkich krajów. Nawet turysta, już nie tak liczny jak przedtem, nie może posługiwać się kartą kredytową a gotówki nie wozi się w większych ilościach. To zmniejsza dochód kraju z turystyki. Embargo powoduje, iż głównymi partnerami handlowymi Myanmar są kraje Azji, szczególnie Chiny, którym zależy na dostępie do oceanu. Chińczycy finansują budowę autostrady przez ten kraj i związaną z nią infrastrukturę. Konsekwencje embarga ponoszą najbiedniejsi. Dziwi więc postawa demokratów myanmarskich popierających amerykańską politykę, tym bardziej że, jak uczy doświadczenie, embargo nigdzie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, a radykalne pociągnięcia radykalizują również stronę przeciwną.

 

Miasto i wieś
Spójrzmy z kolei ma ulice miast i wsie. Chodzi się tu w sandałach na bosych nogach i prawie wszyscy, kobiety i mężczyźni noszą londżi, czyli spódnice do ziemi i lniane koszule. Ubiory są czyste, białe i kolorowe mimo zakurzonych dróg. Kobiety tą samą chustą mogą okryć ramiona, ochronić głowę, zawiązać w niej dziecko i nieść je na plecach, lub związać tak by służyła jako podstawa dla naczyń z towarem niesionych na głowie. Dla makijażu wybielają one sobie twarze białym pyłem startego na kamieniu drzewa tanach. Ma to chronić przed słońcem i dobrze wpływać na urodę.

Przeciętny dzienny zarobek w Myanmar wynosi w przeliczeniu ok. 3$. Jak można z tego żyć? Jednodniowy koszt wyżywienia wynosi 1$, a zwykle kilka osób w rodzinie zarabia, a więc można nawet zaoszczędzić. Koszty mieszkania i transportu są małe. Warunki mieszkaniowe są stosunkowo trudne, częstokroć prymitywne. Nawet w stolicy nie wszędzie jest woda bieżąca i prąd, nie mówiąc o ciepłej wodzie i mniej więcej współczesnych urządzeniach higienicznych. Są "łaźnie" miejskie, gdzie wylewając na siebie kubełkami wodę można się "wykąpać". Wszystko to dzieje się przy zachowaniu skromności, nikt się całkowicie nie obnaża. W gorącym klimacie ludzie myją się trzy razy dziennie. Podaż towarów żywnościowych i konsumpcyjnych jest zadawalająca. Duże sklepy handlowe z prywatnymi stoiskami oferują eleganckie materiały włókiennicze, złoto, drogie kamienie i wysokiej klasy sztukę, głównie rzeźby oraz stare książki lecz potencjał nabywczy przeciętnego konsumenta jest ograniczony. Problem ułatwiają ogromne, kolorowe, uliczne rynki warzyw przywożonych przez wiejskich producentów oferujących produkty po niskich cenach. Wszystko i wszędzie podlega negocjacji cen.










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji