Najnowsze:

Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
TN 11/12
29-12-2011
Kat: Templum Novum
Co dalej z „postpolitycznym” nacjonalizmem?
17-09-2010
Kat: Templum Novum
"Na pohybel smerfom"
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Polityczna poprawność, a prawda historyczna
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Przez pryzmat Birmy
10-07-2010
Kat: Templum Novum
Gałczyński nieznany. Przedwojenne podróże poetyczne i polityczne w "Zaczarowanej Dorożce".

Autor: dr Bohdan Urbankowski

10-07-2010  


Niechaj tam innym Sława dmie w laurowy puzon,

niech się hołota bawi hucznie i wesoło,

kupcy niech śpią na mieszkach -

ja ze swą muzą

gołą

w strofie zamieszkam.

(...)

Utwór "Serwus, Madonna" jest w jakimś stopniu jego udoskonalonym, ale i stonowanym wariantem. Poeta skraca i dynamizuje tekst dzieląc go na strofy i wprowadzając refren stanowiący jednocześnie powtórzenie tytułu; poza tym poeta utożsamia antyczną Muzę z Matką Boską. Reasumując: źródłem wiersza Gałczyńskiego "Serwus, Madonna" nie jest "życie", nie jest miłość do Natalii, ale wcześniejszy wiersz Gałczyńskiego pt. "Muza". Utwór "Muza" powstał w 1926 roku, utwór "Serwus, Madonna" prawdopodobnie wkrótce po nim. Nie ma więc podstaw plotka, jakoby Stanisław Piasecki przerobił erotyk Gałczyńskiego na quasi religijny - wiersz od początku miał charakter modlitwy waganta, błazna i poety Bożego, wpisywał się w nurt poezji średniowiecznych igrców. Tonacją zbliża się do opowieści o chorym skoczku jarmarcznym, któremu mnisi udzielili gościny. W nocy zbudziły ich hałasy - zbiegają: a tu skoczek chwali Matkę Bożą najlepiej jak potrafi: fikając pod jej figurą najpiękniejsze koziołki. A gdy mnisi chcieli go wyrzucić - sama Madonna powstrzymała słowami, których kronikarze nie śmieli zanotować. Wyprzedzając zdarzenia powiedzmy, że do tego samego nurtu wierszy Gałczyński dopisze takie jak "Palcem planety obracasz", "Modlitwa za pomyślny wybór papieża" czy "Matka Boska Stalagów". Nurt ten, ze względu na radosną i nieco lekkomyślną formę wyrażania religijnych uczuć można chyba nazwać franciszkańskim. Gdy mówimy o religijności Gałczyńskiego przepisać trzeba jeszcze jeden wiersz, który powstał też w tamtych czasach:

 

Ulica szarlatanów

Szarlatanów nikt nie kocha.

Zawsze sami.

Dla nich gwiazdy świecą w górze

i na dole.

W tajnych szynkach piją dziwne

alkohole.

I wieczory przerażają

bluźnierstwami.

 

Wymyślili swe tablice

szmaragdowe.

Krwią dziewicy wypisali

charaktery.

Strachy w liczbach: 18

3 i 4.

Przeklinamy Jezu-Chrysta

i Jehowę.

 

Szarlatani piszą księgi

o papieżach.

Zawsze w nocy mówią źle o

Watykanie.

Zawsze w nocy słychać szklane,

szklane łkanie:

płaczą gwiazdy zaplątane

w szkła na wieżach.

 

Kiedy miesiąc umęczony

wschodzi na nów,

alkohole z przerażenia

drżą słodyczą.

Nie pomogą alkohole:

w nocy krzyczą

łzy fałszywe szmaragdowych

szarlatanów.

 

Bardzo cicho i boleśnie

jest nad ranem.

Dzwonią dzwony, świt pochyla

się w pokorze.

Odpuść grzechy szarlatanom,

Panie Boże,

wszak Ty jesteś takim samym

szarlatanem.

 

Powierzchowne odczytanie wiersza przez kolejnych redaktorów powodowało odrzucanie go jako tekstu bluźnierczego. Tymczasem wiersz ten doskonale się mieści w religijnej liryce różnego rodzaju wesołków, wagantów, rybałtów i innych skoczków Bożych, stanowi jedno ze skrzydeł liryki religijnej poety - to bardziej kolorowe. Bardziej dostojne barwy prezentuje:

 

Modlitwa za pomyślny wybór papieża

 

Domu Złotego, Arki Niebieskiej

Bramy i Gwiazdy! - grzmią słowa litanii,

bo tak się ongiś praszczur w Watykanie

modlił Sarbiewski.

 

Na przyszłych wieków nadchodzącą sławę

zwróć, o Królowo tej polskiej Korony,

serca wyborców, spuść promień złocony

w święte conclave.

 

Daj kardynałom natchnienia i hartu,

ażeby nowy papież mocniej jeszcze

ścisnął ster świata, co świta w boleści

na zgubę czartu.

 

Maryjo, gwiazdo dla Piętrowej łodzi,

w tobie jedynie i trud, i zapłata,

uczyń Watykan nową wiosną świata,

który nadchodzi!

 

O to, Królowo, schodząc w serca głębię,

błagam, słuchając, co mówi Duch Boży:

nowe papiestwo jak dąb się rozłoży

przy polskim dębie.

 

Nieśmiałe to trochę, ledwie zasugerowane - ale jednak proroctwo... Kiedyś Juliusz Słowacki, potem Konstanty Gałczyński... Wróćmy jednak do głównego nurtu rozważań.

 

Samotność i wspólnota

Cofnijmy się nieco w czasie. W roku 1930 - matka poety wyszła powtórnie za mąż, za Czecha Józefa Bergera i wyjechała do Pragi (gdzie umrze w 1938 roku). Ów Czech, według złośliwego określenia naszego poety, rzeczywiście wyglądał jak "czech". Złośliwość ukrytą w tym określeniu można usłyszeć przy odpowiedniej wymowie ("jak czech Żydów"), w druku ginie. Małżeństwo matki pogłębiło poczucie osamotnienia poety (jego ojciec i brat zmarli wcześniej), ale i niechęć do Żydów. Jednak przyjaźń ze Słobodnikiem i Szymańskim, czy utwory takie jak "Dziecko żydowskie" nakazują odsunąć oskarżenia Gałczyńskiego o jakiś totalny antysemityzm. Na marginesie tych rodzinnych wydarzeń warto przepisać choć fragment pięknego poematu










<- wróć do: Artykuły

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji