Ostatnio dodane:

Inteligentni wrogowie systemu
10-06-2013
Kat: recenzje czasopism
Ciekawie zapowiada się najnowszy numer „TEMPLUM NOVUM” dostępnego w sieci Empik
03-03-2013
Kat: recenzje czasopism
Dmowski w krzywym zwierciadle Grzegorza Krzywca
12-02-2012
Kat: Templum Novum, recenzje książek
1612
05-01-2009
Kat: recenzje filmów i przedstawień
Rafał A. Ziemkiewicz: „Polactwo”
14-01-2008
Kat: recenzje książek
Dan Brown: „Kod Leonarda da Vinci”
19-03-2005  


Popularność „Kodu Leonarda da Vinci” nie dziwi mnie. Stanowi jednak dla mnie kolejne potwierdzenie jak działa „prawo Greshama” w kulturze: gorsza moneta wypiera lepszą. Jeszcze nie tak dawno wzorcem łączenia erudycji z przystępnością był Umberto Eco. Dziś do godności Błyskotliwego Intelektualisty awansuje Don Brown - a kudy mu tam do równie skądinąd antyklerykalnego „Imienia róży”. Można go co najwyżej nazwać „amerykańskim Umberto Eco”, co bynajmniej nie jest komplementem. Trudno jednak inaczej ocenić tanie grepsy takie jak epatowanie czytelników wtrącanymi potrzebnie lub niepotrzebnie francuskojęzycznymi zwrotami, bądź też popisywanie się informacjami z dziedziny historii i sztuki wyczytanymi z przewodników turystycznych czy popularnonaukowych magazynów.

Cały pomysł zaś „Kodu...” zaczerpnięty został z paranaukowej pracy Baigenta, Leigha i Lincolna „Święty Graal, święta krew”, którą Brown traktuje ze śmiertelną powagą jako niepodważalne źródło. By zaś odnieść się do „naukowości” tego dzieła przytoczę może treść przypisu, który towarzyszył dowodowi na realność zakonu Prieure de Sion: „Posiadamy jedynie kopię tego artykułu i nie wiemy, w jakim piśmie się ukazał”. W innym zaś przypisie można przeczytać: „Dwukrotnie zleciliśmy naszym wysłannikom, by sięgnęli do archiwów watykańskich, jednak w obu wypadkach donieśli nam, że nie znaleźli żadnych informacji o Saunierze... Wygląda na to, że wszystkie informacje na temat Sauniere’a zostały celowo usunięte”. Gdy fakty przeczą tezie - tym gorzej dla faktów!

Tak czy owak książka Browna jest przykładem dobrej literatury faktu. Krótkie rozdziały ułatwiają czytanie i odpowiadają strukturze akcji - dynamicznej, pełnej nieoczekiwanych zwrotów. Jeśli nie zajrzymy od razu na koniec książki to pewnie nie domyślimy się, kto za tym wszystkim stoi. Szczególnie zawiedzeni będą zaś czytelnicy widzący w Kościele katolickim w ogóle a w Opus Dei w szczególności uosobienie zła wszelkiego - negatywni bohaterowie wypadną w finale tej całej afery zaskakująco dobrze.

Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że obiektem ataku jest tu znowu Kościół jako taki. Nie zgadzam się z autorem posłowia, Zbigniewem Mikołejką, który widzi w pisarstwie Browna kolejny przejaw protestanckiej tradycji antypapistowskiej (dyskretnie obecnej np. choćby w filmie „Kod Omega”). Brown trzyma rękę na pulsie i sięga po modne idee, wprost z intelektualnego Top Ten - po teologię feministyczną. Powtarza - ale w sposób bardzo sprymitywizowany - jej tezy: że w dawnych, sielskich czasach cywilizacja śródziemnomorska kultywowała duchowość kobiecą a potem przyszedł ten okropny patriarchalny Kościół i wyrugował żeński pierwiastek z religii. Ignoranci to kupią, rzecz w tym, że było dokładnie odwrotnie. Antyczna, żydowska i grecko-rzymska kultura miała charakter na wskroś patriarchalny, wręcz mizogyniczny. Zabawne jest, gdy antyfeministyczne nastawienie chrześcijaństwa Brown uzasadnia cytatami z... „Starego Testamentu”! Właśnie w judaizmie po dziś dzień kobiety nie mają wstępu do synagogi. W starożytnej Grecji kobieta nie miała prawa przebywać poza gynaceum; ba - homoseksualizm uważano za szlachetniejszą formę miłości. W Rzymie kobiety nie miały nawet własnych imion (!) a rozwodu udzielał jednostronnie mąż żonie. Kto nie wierzy niech zajrzy do książki Marii Ciechomskiej - feministki przecież - „Od matriarchatu do feminizmu”. I to chrześcijaństwo właśnie dowartościowało, choć niekonsekwentnie, kobiety: np. nierozerwalność małżeństwa uniemożliwiała mężom odprawianie „zużytych” żon (tu z kolei polecam prace francuskiej historyk Reginy Pernoud).

Niestety, to nie dzieła naukowców kształtują masową opinię - ale takie właśnie masowe czytadła. Jak ktoś powiedział, antykatolicyzm jest antysemityzmem intelektualistów, a tego „Żyda” można dziś prześladować bez groźby represji czy ostracyzmu. Co więcej, dzięki pop-kulturze antyklerykalizm wlewa się pod strzechy. I potem minister Środa może wygadywać swoje głupoty.

Dan Brown „Kod Leonarda da Vinci”, Wydawnictwo Albatros & Sonia Draga, Warszawa 2004



Autor: Magdalena Górska










<- wróć do: Recenzje

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji