Od pierwszych sekund jest mrocznie i dekadencko i tak prawie aż do końca. Apokalipsa, pesymizm, Czas Ruin... jakże doskonale opisany przez rewelacyjny utwór „Sous l`orage” (W burzy). „W zbyt wielkim świecie, nieświadomi ludzie / powierzają bez testamentu swoje ziemie nowym mocarzom / bez przelewania krwi poświęcają swoje dzieci / po prostu zapominając” - usłyszymy. Chociaż w kilku utworach muzycy dają nam nieco odpocząć, to generalnie taka właśnie atmosfera towarzyszy twórczości elektro-rockowej grupy AION i jej debiutanckiemu albumowi pt. „Devotio”. Stąd określenie elektro-gotyk wydaje się tu całkiem adekwatne. Jednak druga strona medalu to radosny kult życia, wolności i... słońca, czego miłym dla ucha dowodem są piosenki „Salut au soleil” i „Sopra di noi“. Tytuł albumu nie jest oczywiście przypadkowy, lecz nawiązuje do staro-rzymskiej, mistycznej ceremonii, jakiej poddawali się żołnierze Imperium Romanum. Cała płyta obfituje w evoliańskie inspiracje i w tym konteĸście antychrześcijańskie deklaracje artystów nie powinny dziwić. Ich ideowe credo wyznaczają także takie pojęcia jak: tożsamość, antyglobalizm, antyliberalizm... „Devotio” to niewątpliwie coś oryginalnego i przeznaczonego dla osób znudzonych rutyną muzyki rockowej a przy tym kontestujących politycznie poprawny reżim. W 10 utworach zaśpiewanych po francusku, angielsku, włosku lub niemiecku odnajdziemy smutek i pesymizm Czasu Ruin, tęsknotę za wiekami chwały Starego Lądu, poczucie mistycznej więzi z przodkami i rodzimą ziemią. Odnajdziemy także pogański kult życia i autorską adaptację staro-angielskiej pieśni „Greensleeves” (do słów angielskiego króla i heretyka Henryka VIII) z żeńskim śpiewem. Wydaje mi się, że album mógłby być trochę lepiej zrealizowany, ale pamiętajmy że to był ich debiut w 2000 r. Zespół doskonali formę i jeśli w końcu nagrają drugą płytę, kupię ją bez namysłu. AION „Devotio”, Memorial Records 2000
|