Przyznam się, że "Amelia" zaskoczyła mnie całkowicie. Wydawało mi się, że zmuszony zostanę do obejrzenia kolejnego mdławego filmu o niczym, a tym razem miałem przyjemnością zachwycić się wspaniałą opowieścią o samotności, miłości i ludzkiej bezinteresowności. Amelia, tytułowa bohaterka filmu, potrafiła mnie bez reszty oczarować. Pędziłem na ekranie za jej marzeniami. Oczywiście nie byłby to film francuski, gdyby nie epatował zupełnie niepotrzebnym dziwactwem, który świadczy że tylko w takim opakowaniu potrafią oni mówić o rzeczach naprawdę cennych. Prawdopodobnie w innym wypadku nikt nie zwróciłby na nie najmniejszej uwagi. Momentami reżyser zdecydowanie przesadził co spowodowało, że przekroczona została ta delikatne granica pomiędzy oryginalnością, która nadaje filmowi niesamowitego smaku i uroku, a rozdmuchaną formą. Jest to trochę męczące. Ale i tak film warto obejrzeć. Polecam więc go wszystkim pesymistom, których zapewne przekona, iż nawet współczesny świat pędzi w stronę tego co cenne. Warto więc o niego walczyć. ŁM "Amelia", reżyser Jean-Pierre Jeunet, Francja
|