Z wielkim zainteresowaniem sięgnąłem po album z muzycznymi opracowaniami wierszy Władysława Broniewskiego, poety który pozostawił po sobie okazały literacki dorobek i - mimo wyraźnej w życiorysie współpracy z komunistami ( vide: poemat o Stalinie, czy wiersze wychwalające socjalizm) - z pewnością wart jest przypominania. W poezji Broniewskiego odnaleźć można dramaturgię i liryzm, rozpacz i miłość, patetyzm i poczucie humoru. Ślady intensywnego, bogatego życia w pełnej symbiozie ze świetnym poetyckim warsztatem. Wszystko to predestynuje jego teksty do śpiewania, a zatem inicjatyw podobnych jak ta. Aby jednak nadać przedsięwzięciu godną rangę, należałoby zebrać odpowiednią liczbę odpowiedniej klasy artystów, a tego wydawcy (firma raster) - szczególnie jeśli chodzi o jakość- zabrakło. Wrażeniem jakie się narzuca po pierwszym przesłuchaniu albumu jest właśnie bylejakość. Ale zaczynając od pozytywów: spośród 20-tu różnych stylowo utworów zdecydowanie na plus wyróżniają się 3 lekko-rockowe. Mianowicie: „Przypływ” grany przez grupę Andy, „Przekwitanie” grane przez Pustki oraz niejakie Siostry Wrońskie w świetnej interpretacji szkolnego wiersza „Ballady i romanse”. Jest tam dobry klimat i przyciągająca muzyka. Bardzo wyraźnie słychać też słowa, co niestety nie stanowi reguły na całej płycie. Za udany pomysł uznać chyba należy umieszczenie na samym początku oryginalnej piosenki („Bezrobotnego”) w wykonaniu samego Broniewskiego. Podobać się może schludna oprawa płyty, zarówno okładka jak i tył - z wizerunkami poety oraz dodatkowo spis utworów i wykonawców na krążku. Niestety, poza już wymienionymi, na płycie dominują kawałki eksperymentalne, co najwyżej poprawne, a niekiedy wręcz żałosne. Jakkolwiek dwie próbki rapu wypadają sympatycznie, to kompletnie pomieszane techno („Bagnet na broń”...) jest nieporozumieniem zaś nieliczne gatunki cięższe w ogóle nie nadają się do słuchania. Do poezji Broniewskiego najlepiej więc pasują stonowane utwory rockowe i ballady. Trudno oprzeć się wnioskowi, iż niektórzy twórcy potraktowali udział w tym projekcie jako swoisty poligon doświadczalny. Osobliwy przypadek stanowi tu zespół Mass Kotki, który popisał się tak totalnym niedopasowaniem charakteru muzyki do tekstu, że z pięknej miłosnej pieśni wyszło bezduszne maszynowe skandowanie... (Że tak być nie musi, świadczy nastrojowa „Troska i pieśń” grupy Cukunft). Zawiodła mnie „Pidżama Porno”. Dość przeciętnie wypadł nawet Muniek Staszczyk, notabene bardzo pozytywnie wypowiadający się o wierszach Broniewskiego na łamach prasy. Otóż, że nadają się one do muzycznych opracowań - wiadomo. Tylko trzeba jeszcze te opracowanie porządnie zrobić. Jak jednak określić faceta wyśpiewującego niedbale jedną zwrotkę z gitarą akustyczną - w dodatku wszystko nagrane „garażowo” (Brudne Dzieci Sida)? Podobnie rzecz się ma z zespołem Brudne Mięso. Wypuszczenie czegoś takiego do sprzedaży jest już brakiem szacunku dla słuchacza. Żeby nikt się na tego typu artystów w przyszłości nie nabrał, podam jeszcze parę nazw: Starzy Singers, Świetlicki, Przyzwoitość, Moja Adrenalina. Projekt „Broniewski” z pewnością zasługiwałby też na lepszą okładkę. Istniejąca jest trochę chaotyczna w układzie i niekonsekwentna - znajdują się w niej tylko niektóre teksty, inne nie. A przecież tak niewiele trzeba by to zmienić. W sumie płyta jest jakościowo niejednolita i szkoda że sporo wykonawców nie podeszło do zadania naprawdę poważnie. Ale chociaż trudno sobie wytłumaczyć obecność na niej pewnych utworów (Być może nikt więcej się nie zgłosił, a trzeba było coś umieścić? Czy nie byłoby więc wyjściem poszukać nieco dłużej? Wszak nie goniła żadna rocznica) mimo wszystko docenić należy ideę upamiętnienia wybitnego polskiego poety w taki sposób.
|