Manifest      Magazyn Phalanx      @ Kontakt      Xięga gości   
  

Język:
Polski
English

Recenzja


Ostatnio dodane:




1612
05-01-2009 12:22
Kat: recenzje filmów i przedstawień






Rafał A. Ziemkiewicz: „Polactwo”
14-01-2008 23:44
Kat: recenzje książek






Krępulec / Cold Fusion: „Parabellum”
27-12-2007 07:00
Kat: recenzje muzyczne






Rukkanor: „Deora”
15-12-2007 09:10
Kat: recenzje muzyczne






Wojciech Kuczok: „Gnój (antybiografia)”
12-12-2007 07:00
Kat: recenzje książek



Wojciech Kuczok: „Gnój (antybiografia)”
12-12-2007 07:00




Wojciech Kuczok został okrzyknięty przez media gwiazdą literacką. W bieżącym roku jego książka „Gnój” – zdobyła nagrodę Nike. Postanowiłem więc zapoznać się z tą lekturą. I nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia. Książka napawa zadumą, ponieważ Kuczok nie pisze o rzeczach łatwych. Niewątpliwym jej walorem jest to, że autor posługuje się w sumie przystępnym językiem. Gdyby tylko o to chodziło w literaturze, to zapewne moja refleksja poświecona pracy mogłaby być zgoła inna. Krytycy literaccy przyjęli Kuczoka bardzo przychylnie. Artystom potrzebny jest pewien bodziec do pracy intelektualnej. Wojciech Kuczok nie powinien rezygnować z tego, co lubi robić. Kredyt zaufania udzielony przez krytykę artyście to jedno, a obiektywna ocena warsztatu, to już odmienna kwestia. Gnój jest jedną z wielu książek o życiu. Nie jest jakąś wyjątkową, szczególną, odkrywczą pracą. Kuczok pisze „historię rodzinnego piekła” widzianą oczyma małego dziecka. Ukazuje w pełnej krasie pewien stary dom z jego tajemnicami i doznaniami, szare osiedla i spluwających na przerwach między lekcjami chłopców, codzienność, wreszcie kłótnie rodzinne i zapach pejcza. Kuczok sugeruje, że tak wygląda życie w większości z polskich rodzin. W zasadzie pisze o patologiach, ale zapomina dodać, że nie są one bliskie każdemu społeczeństwu. Znienawidzony dom staje się dla dziecka symbolem, którego nie znosi, ale za którym również tęskni już jako dorosły człowiek. Nawet za pejczem, którym ojciec na przemian okładał psa i swojego syna, za matką posługującą się niepoprawną polszczyzną oraz jej wiecznie „przepracowanym” i wspominającym – „za moich czasów” – mężem. Taki obraz szkicuje w swej publikacji Kuczok. I ma do tego pełne prawo. Społeczeństwo tapla się w kale niegodziwości i przyzwolenia na panoszące się kłamstwo. Na zewnątrz poukładane i zgodne, bo „co ludzie powiedzą”, a od środka często wulgarne i zawistne. Taka jest często rzeczywistość. Jednak Kuczok nie pisze o drugiej stronie problemu i nie zdobywa się na zaprezentowanie pewnej wizji społeczeństwa, życia. Pisze o tym, co nas otacza, z czym mamy do czynienie, o czym wszyscy wiemy nawet wtedy, gdy się o tym nie mówi. W tym sensie jego książka jest zupełnie bezwartościowa. Dokłada także swoje ziarnko do wora wypełnionego po brzegi gorczycą, a jego literatura znacznie rozmija się z tym, co prezentują Tolkien, Prus, Sienkiewicz. Z inną wizją życia. Nie prowadzi do uzdrowienia społeczeństwa a jeszcze większej beznadziejności i utraty wiary w to, że gdzieś za stertą rywinowo-orlenowej i upokarzającej reality show, zakłamanym tłumem politykierów kryje się jakieś piękno i Prawda. Rzeczy, do których warto zmierzać i dążyć. Nad książką Kuczoka unosi się wciąż zapach ojcowskiego pasa i przekleństwa, niepewność o dalszą egzystencję. Również te rzeczy, o których bardzo szybko powinniśmy zapomnieć, bowiem kto chciał dawno już je zdemaskował, aby na tej podstawie budować lepsze jutro. Stworzyć wreszcie jakąś cholerną alternatywę kulturalną i doprowadzić do wstrząsu, który wyleje gnój tam gdzie jego miejsce, do rynsztoka. Pomocne może tu okazać się, wbrew pozorom, opisywanie tego, co piękne w polskiej rodzinie jako wzorca, a nie powracanie do kwestii oczywistych. Kuczok nie zauważa także tego, że obok gnoj-u rodzinnego istnieje cała gama poważnych problemów. Że nieraz ojciec wracający po całodziennym znękaniu pracą – o ile w ogóle ją ma – czuje się jak wyzuty ze zbiorowości. I z coraz większym trudem jest w stanie rozwiązywać piętrzące się problemy. Znieść zadania, jakie stawia przed nim „system”, aby móc się utrzymać na powierzchni z ciężkiej pracy zwykłych ludzi. Także i tego, że zmienia się w rodzinie, pod wpływem tych samych bodźców, rola kobiety. Zabieganie utrudnia życie, a czasami wręcz je uniemożliwia. Państwo „filozofowie” ze szklanego ekranu w tym samym czasie mędrkują, a na Zachodzie ekscytują się kupką... gnoj-u, odchodami, w które utknięto kilka patyków uważając ją za arcydzieło sztuki. Ale Kuczokowi należą się słowa zachęty do dalszej pracy.

 

Wojciech Kuczok, „Gnój (antybiografia)”, WAB, Warszawa 2003



Autor: Rafał Zgorzelski










<- wróć do: Recenzje



(c) Magazyn Phalanx, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji
W projekcie strony wykorzystano fragment grafiki autorstwa wielkiego polskiego rzeźbiarza i grafika Stanisława Szukalskiego „Dziedzic”, 1943.