Manifest      Magazyn Phalanx      @ Kontakt      Xięga gości   
  

Język:
Polski
English

Wywiad


Mało jest ludzi, którzy potrafią iść pod prąd

Autor: Dawid Zadura, Radosław Ostrzycki

27-11-2004 23:13

Zespół Irydion zadebiutował w 2003 roku bardzo dobrym albumem pt. „Credo”. O muzyce, Bogu i narkotykach rozmawiamy z Krzysztofem – gitarzystą grupy.




Irydion istnieje już około 10 lat, jednak dopiero w 2001 roku nagraliście swoją pierwszą płytę pt. „Credo”, która ukazała się w 2003 roku. Dlaczego wszystko to trwało tak długo?

Zdarzyło się tak z niewiadomych dla nas przyczyn, albowiem działania wydawców wydają się czasami być niezbadanymi niczym wyroki boskie, szczególnie jeśli występują również problemy komunikacyjne, tzn. po prostu nie można się z człowiekiem sensownie dogadać. I tak to było w naszym przypadku. Ale ponieważ wszystko przemija i to przeminęło. A te 10 lat to po prostu okres „chcenia zrobienia czegoś” przeze mnie i Kędziora. Tyle czasu pewnie było potrzebne żeby powstał Irydion.

Wasza muzyka to trash / heavy metal, więc zakładam ze dobrze znacie tą scenę. Co zatem sądzicie o zjawisku Chrześcijańskiego Metalu?

Szczerze powiedziawszy to że gramy taką muzykę nie znaczy wcale, że takiej słuchamy - zakład przegrany [śmiech]. Słuchałem tylko 2,Tm 2;3 i... myślę, że jest to jedna z lepszych technicznie kapel na polskiej scenie i podoba mi się, że potrafią śpiewać o Bogu nie będąć duetem dwóch sióstr zakonnych z gitarą na pielgrzymce. Podoba mi się bezkompleksowość w podejściu do spraw wiary i świadomość tego, że nie tylko intencje, które przecież większość zespołów chrześcijańskich ma jak najbardziej szlachetne, ale i ciekawa forma decyduje o wartości muzyki. Nie słucham choćby najbardziej chrześcijańskiej kapeli, jeśli muzycy nie potrafią sprawnie obsługiwać instrumentów. Jeśli miałbym wybierac między rzępoleniem początkującego bogo-ojczyźnianego barda a porządnym graniem nawet jakiejś pseudo-satanistycznych narkomanów, którzy jednak wiedzą co to jest muzyka, to - sorry Winnetou - wybieram satanów. Zważywszy na to, że texty przesiewam przez sito mojego rozumu, a muzykę odczuwam, to zła muzyka wyrządza mej duszy większą szkodę niż głupawe texty [śmiech].

Nazwa Waszej grupy przywodzi na myśl tytuł dramatu hr. Zygmunta Krasińckiego. Z kolei utwór "Pieśń Konfederatów Barskich" ma oryginalny tekst Juliusza Słowackiego. Rozumiem, że ci wielcy, polscy romantycy są dla Ciebie jakimiś szczególnymi postaciami...

Myślę, że 2, Tm 2,3 to jedna z lepszych technicznie kapel na polskiej scenie i podoba mi się, że potrafią śpiewać o Bogu nie będąc duetem dwóch sióstr zakonnych z gitarą. W naszym kraju o Bogu śpiewa się zwykle na pielgrzymkach albo w oazach. A my chcieliśmy powiedzieć, że wierzymy i powiedzieć to nie na kolanach, tylko z piwem w ręku i uśmiechem na twarzach, bo nie układamy oprawy muzycznej do mszy.

Nazwa wzięła się u mnie po przeczytaniu właśnie „Irydiona”. Spodobał mi symbol niezłomnego wojownika i to tak niezłomnego, że złamał życie wszystkim wokół: rodzinie, przyjaciołom ale sam się nie ugiął i nawet po śmierci ciężko mu było zrozumieć swój błąd. Ale Bóg się lituje nawet nad takimi, więc Jego decyzją, przebywa gdzieś tu na naszych terenach, by nauczyć prawdziwego znaczenia słowa patriotyzm. My również próbujemy...

Romantycy... Nie. Nie powiem, żebym katował się „Nie - Boską Komedią” co wieczór, aczkolwiek lubię - choć nie jest to zbyt cool [śmiech] - czasami zajrzeć do „Snu Srebrnego Salomei”, żeby poczytać o dzieciach wbijanych na włócznie [śmiech] czy nacieszyć oko mistrzostwem wyrażania uczuć słowem. Ale szczerze powiedziawszy, podobnie mam z muzyką poważną. Owszem, znam dość dobrze kilka symfonii Beethovena, trochę Wagnera, a nawet zaśpiewam finał „Wesela Figaro” ale nie powiem, żebym był specjalistą w tej dziedzinie. Podobnie jest z romantyzmem. Owszem podoba mi się bogo-ojczyźnianość i wzniosłe ideały, ale lubię czasami mordobicia, wątek kryminalny i sex z całkowicie niskich pobudek, bo tak po prostu w życiu bywa [śmiech].

A tak a'propos Konfederacji Barskiej, to czy znasz twórczość Jacka Kowalskiego, który poświęcił jej jedną ze swoich ostatnich płyt?

Zdecydowanie nie i może powinienem to nadrobić ale, jak mawiała moja babcia, czego oczy nie widza tego sercu nie żal [śmiech].

Zdjęcia zespołu umieszczone w okładce płyty zostały wykonane bardzo fachowo. Kryspin Matusewicz musi być profesjonalistą...

Tak, Kryspin jest fachowcem i pewnie dlatego właśnie już od roku szoruje pokład na „Statku Miłości” na trasie Hawaje – Alaska - sic! Owszem, zdjęcia zrobił, natomiast obróbkę to ja - nie chwalący się - uczyniłem. Bo ja lubię, żeby wszystko było po mojemu, więc dostałem zdjęcia, a potem już tylko nauczyłem się obsługi Photoshopa i Corela i efekt jest jaki jest. I byłby lepszy, gdyby ktoś nie oszczędzał tak na drukarni. Ale narzekać nie ma co, wszak raka jeszcze nie mamy.

Wasza debiutancka zawiera płyta utwory napisane w latach 1994-2001. Który utwór został kiedy napisany? Jak brzmi wasze obecne credo?

Zauważyłem, że z wiekiem zaczynam wyrażać poglądy w mniej prosty czy raczej prostacki sposób. Zaczynam krytykować, ale już nie wyimaginowanego wroga – żydów, masonów i innych, którzy wszędzie są, wszystko wiedzą i zawsze czyhają na nasz błąd... Chyba już się wyleczyłem z kompleksów - jeśli irytują mnie żydzi to piszę to, ale jeśli irytują mnie Polacy, skini czy narodowcy, napiszę o tym bardziej.

Utwory z dobitniejszym czy raczej z mordobitniejszym przesłaniem pisałem będąc młodym, początkującym skinarodowcem, bo wtedy ze względu pewnie na frustrację spowodowaną dość mizernym wyglądem fascynował mnie kult siły i proste rozwiązania problemów świata. „Do przyjaciół czerwonych” to też wczesny text co słychać po idiotycznych obietnicach, że nic się przed nami nie ukryje itp. A to dlatego, że kiedyś czułem taką solidarność że jesteśmy MY (choć nigdy tego MY nie mogłem sprecyzować ). Teraz widzę że jestem tylko ja i Kędzior, a inni... są po prostu inni. Zauważyłem, że z wiekiem zaczynam wyrażać poglądy w mniej prosty czy raczej prostacki sposób. Zaczynam krytykować, ale już nie wyimaginowanego wroga – żydów, masonów i innych, którzy wszędzie są, wszystko wiedzą i zawsze czyhają na nasz błąd... Chyba już się wyleczyłem z kompleksów - jeśli irytują mnie żydzi to piszę to, ale jeśli irytują mnie Polacy, skini czy narodowcy, napiszę o tym bardziej. Ale jest to konstruktywna krytyka, nie powodowana zawiścią lecz chęcią napiętnowania błędów. Myślę, że następna płyta pójdzie właśnie w tę stronę. Mniej ideałów – więcej krytyki.

Jakie to uczucie grać koncert dla powiedźmy setki skinów, gdy wokół Ciebie wiszą niemieckie flagi, publika krzyczy coś w tymże języku a Ty śpiewasz im kower Konkwisty 88?

Granie koncertu to świetne uczucie. Dla setki skinów.... To uczucie trochę słabsze, bo zwykle gramy dla większego grona [śmiech]. Ale poważnie: nie lubię grać w otoczeniu niemieckich flag, okrzyków i gdyby można inaczej, chętnie byśmy to zmienili. I pewnie po to też tam właśnie gramy. Kowery K88 grać lubię za to bardzo, bo to jest nasz autorytet w dziedzinie polskiej muzyki ideologicznie zaangażowanej. Po prostu nie ma lepszej kapeli, abstrahując już od tego, iż nie wszystkie teksty K88 są do zaakceptowania. Weźmy np. „Waffen SS”. Ale... Nie podchodzę do takich szczegółów tak emocjonalnie. Nie ma tam antypolskiego przesłania, jest po prostu wybór sympatii dla jednej z dwóch wrogich Polsce sił. I w tym kontekście jest to utwór do zaakceptowania, bo nie sądzę żeby Adam pisał go dla upokorzenia Polaków. Oczywiście Waffen SS nie są dla mnie najlepszą inspiracją dla twórczości ale to temat jak każdy inny. Choć śpiewał tego na koncertach nie będę.

I znowu pytanie: dlaczego gramy dla skinów... Ponieważ: 1. w tym ruchu powstaliśmy 2. Oni organizują koncerty 3. Nie jest sztuka grać łatwego materiału dla tych którzy cię lubią - skini zaledwie nas tolerują.... I to tylko ze względu na muzykę 4. Nie sztuka jest leczyć zdrowych – pomocy potrzebują chorzy, tak chyba sam Jezus mawiał 5. To jest wyzwanie.

Kolejność jest dowolna ale tak się składa że gramy muzykę dla takiej właśnie publiczności. Która jednak nie jest taka jakiej by sobie życzyła. Mamy - to jeszcze pozostałość z młodości chmurnej i durnej - ambicje wywrzeć jednak jakiś wpływ na ludzi [to zapraszam na Przystanek Woodstock – przyp. DZ]. Pokazać, że nie trzeba się wstydzić chrześcijaństwa i nie trzeba używać głupiej symboliki i odniesień historycznych, by podbudować swoje ego. Nam swastyki i Adolfy nie są potrzebne i jakoś nie mamy z tego powodu kompleksów.

Wasze teksty są mocno chrześcijańskie. Kim dla ciebie osobiście jest Jezus Chrystus i jakie zajmuje miejsce w Twoim życiu?

Teksty są chrześcijańskie z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że wiara to wdzięczny temat dla twórczości. Czasem człowiek ma ochotę przekazać coś wzniosłego, a wiara uskrzydla właśnie. Teksty są takie też dlatego, że w naszym kraju o Bogu się śpiewa zwykle na pielgrzymkach albo w oazach. Zwykle młodzież śpiewa o Szatanie, miłości (czytaj: sexie) i fajnym lub nie fajnym życiu. A my chcieliśmy powiedzieć, że wierzymy i powiedzieć to nie na kolanach, tylko z piwem w ręku i uśmiechem na twarzach, bo nie układamy oprawy muzycznej do mszy. Wiara w życiu nam nie przeszkadza. Jesteśmy normalni: bawimy się, pijemy, czasem ktoś się z kimś potłucze, czasem zrobimy dobry uczynek, czasem gorszy. Nie jesteśmy ani lepsi od innych ani gorsi. Chcielibyśmy być tylko trochę lepsi. To wszystko.

A Jezus... Jezus to fenomen. Kampania reklamowa trwająca 2000 lat zrobiła z niego tani, wyświechtany produkt, służący teraz każdemu: od polityków, przez artystów (vide: Nieznalska, która zrobiła się Znalska) po prostych sprzedawców dewocjonaliów i innych fetyszystów. Ale jest moim bohaterem. Po prostu. Zadawał się ze złodziejami, kurwami i wszystkimi mętami tamtego świata i nie miał z tego powodu obrzydzenia. Nie odrzucał tych którzy zbłądzili – warunek był tylko jeden – skrucha. Nawracał i tłumaczył jak dzieciom. I nie moralizował natrętnie - nauczał. Tak ja Go wiedzę. Może się mylę, ale taki chyba powinien być. Spotkałem takich ludzi, którzy jak on mieli potrzebę pomagania innym i wcale nie czuli się z tego powodu wyjątkowymi. Po prostu mieli taką potrzebę. Czasami szkoda mi samego siebie, że nie mogę się zdobyć na jakiś czyn, a czasami żal mi innych, że robią źle i tego nie czują. Ale każdy jest inny. Ja Jezusa przyjmuję raczej jako wykładnię etyki społecznej niż jako zbawcę mojej duszy. Mitologia katolicka nie przemawia do mnie tak mocno. Bardziej skupiam się na stosunkach międzyludzkich teraz, kiedy żyję niż na oczekiwaniu ewentualnego życia wiecznego. Po prostu chciałbym, żeby kiedyś, kiedy mnie już nie będzie kilka osób powiedziało, że byłem dobrym człowiekiem. I przyszło na mój pogrzeb nie dlatego, że tak wypada tylko dlatego, że mnie szanowali. To wszystko. Chyba jednak bardziej chciałbym żyć dla ludzi niż dla życia wiecznego.

Potrafię odnaleźć dystans do wszystkiego. A więc śmieję się, że Szwadron 97 ma głupią nazwę, choć chłopaków bardzo lubię i lubię jak grają. Śmieję się, że Młodzież Wszechpolska wdaje się w idiotyczne spory z NOP-em i całego ich zacietrzewienia, choć mam kolegów po jednej i po drugiej stronie. Śmieję się z papieża, prezydenta i Matki Teresy. To nie znaczy, że ich obrażam. To znaczy, że nie mam kompleksów na ich punkcie. Ale nie śmieję się tam, gdzie ów śmiech mógłby uczynić komuś krzywdę. Wszystko zależy od poziomu odbiorcy.

Utwór "Synowie podłego czasu" opowiada o bohaterstwie i tragizmie powstańców warszawskich. Czy to wydarzenie na dla Ciebie jakieś wyjątkowe znaczenie, skoro poświęciłeś mu jedną z piosenek? W tekście utworu wyczuwam też nawiązania do wojennej liryki poetów-kolumbów. Trafiłem?

Ja jestem szczęśliwy dlatego, że urodziłem się tu i teraz. Nie wiem dlaczego tak się stało ale wiem, że nie chciałbym zasypiać ze świadomością, że jutro pewnie mnie nie będzie, choć może dokonam bohaterskich czynów. Nie. Ja lubię chodzić na piwo, być z kobietą, jeść czekoladę i setki innych przyziemnych rzeczy. A niektórzy urodzili się po prostu nie wtedy kiedy trzeba. Zostali bohaterami, ale nie wiem czy gdyby mieli wybór, wybrali by piękną i bohaterską śmierć od kuli hitlerowca czy randkę z jakąś tam Ewką czy Zośką nad Wisłą. Zostali naznaczeni. Problemem jest właśnie granica między kreacją rzeczywistości. W jakim stopniu my ją tworzymy, a w jakim ona nas. Z nich zrobiła ikony – bohaterów bez skazy, autorytety moralne, choć pewnie też kłamali, kradli i sikali po pijaku na ulicy, a ze mnie zwykłego gościa, który bohaterem pewnie nie będzie, za to zrobił już kupę rzeczy za które jedni go lubią a inni uważają za kompromitację. Czy w naszych czasach można być bohaterem, autorytetem? I czy śmierć jest do tego niezbędna?

Wiem, że jesteś kolesiem w stylu luzaka i wiele poważnych spraw traktujesz w sposób niepoważny lub w kategoriach zabawy. Powiedz mi: zespól Irydion jest zabawą czy wiążesz z nim jakieś plany? Po co powstał Irydion?

Nie wiem co to jest „styl luzaka”. Według mnie jestem zwykłym gościem, który ma wady i zalety. Jestem wykształcony, choć jest wielu mądrzejszych, potrafię grać na gitarze, choć wirtuozem nie jestem, interesuję się sprawami wiary, kraju i ludzi, choć są tysiące ludzi, którzy w tych kwestiach uczynili stokroć więcej niż ja. Z tym że ja się śmieję. Śmieję się mimo tego, że mój brat nie żyje, mimo tego, że rzuciła mnie kobieta, z tego, że jestem biedakiem. A to, że się śmieję sam z siebie, jakoś usprawiedliwia przed samym sobą śmianie się z innych rzeczy. Ze wszystkiego, bo to oznacza że potrafię odnaleźć dystans do wszystkiego. A więc śmieję się, że Szwadron 97 ma głupią nazwę, z powodu cyferek, choć chłopaków bardzo lubię i lubię jak grają. Śmieję się, że Młodzież Wszechpolska wdaje się w idiotyczne spory z NOP - em i całego ich zacietrzewienia, choć mam kolegów po jednej i po drugiej stronie. Śmieję się z papieża, prezydenta i Matki Teresy. To nie znaczy, że ich obrażam. To znaczy, że nie mam kompleksów na ich punkcie. Ale nie śmieję się tam, gdzie ów śmiech mógłby uczynić komuś krzywdę. Wszystko zależy od poziomu odbiorcy.

Irydion... Irydion trwa. Ile jeszcze – nie wiem. Druga płyta będzie na pewno. Czy następne – nie wiem. Teraz chciałbym, ale nie będę przysięgał, bo znałem takich co przysięgali i teraz nie mogą spojrzeć mi w oczy. Będzie jak będzie. Czy Irydion jest zabawą? Jest naprawdę zajebistą - za przeproszeniem - zabawą! Jest mało na świecie rzeczy, które mnie tak pociągają i bawią, jak granie w tej kapeli. Inaczej bym tego nie robił. Ja nie jestem Mesjaszem. To nie na mnie czekacie. Pytanie tylko: czy Jezus cierpiał całe życie? Pierwszy cud zrobił dla lepszej zabawy! Co śmieszniejsze, prawdopodobnie był wtedy na mniejszej lub większej bani [śmiech] I nie mówię tego, by szokować. Każdy, kto odrzuci uprzedzenia i pomyśli bez emocji dojdzie do takiego samego wniosku.

W Europie istnieje kilka nurtów muzycznych, inspirujących się problematyką społeczną oraz kulturą i dziedzictwem narodowym. W Szwecji mamy Vikingarock, we Francji RIF, we Włoszech Musica Alternativa. Jak myślisz, czy byłoby dobrze, gdyby także w Polsce powstała niezależna scena muzyczna tego typu?

Pewnie, że było by dobrze. Ale nasza prawa strona polityki jest tak skompromitowana, że ja ręki nie przyłożę do żadnej próby upolitycznienia mojej muzyki. A bez polityki (czytaj: pieniędzy i możliwości) nikt takiej sceny nie utrzyma. Będzie nadal kilka marginalnych kapel, których słucha garstka fanatyków, a o istnieniu których normalny człowiek się nawet nie dowie. To tyle. Ale mnie to nie przeraża. Ja robię swoje.

Okładka płyty „Credo” urozmaicona jest ciekawym antycznym ornametnem z motywem swastycznym. Czy jest to przejaw waszej fascynacji Antykiem czy tylko wazelinowanie skinom?

Całą okładka jest utrzymana w quasi - antyczneym stylu. Chciałem nawiązać tu do nazwy kapeli i do wartości, które wtedy jakoś były bardziej klarowne. A wzorek... [śmiech] Wzorek taki wstawiłem specjalnie. Jest to ziarnko soli w Wasze, zaciekłych tropicieli subkulturowści, oczęta [śmiech] [chyba raczej w oczy Waszych potencjalnych nowych słuchaczy – przyp. DZ]. Normalny skin tego nawet nie zauważy, zresztą swastyki obrócone są w, inną niż hitlerowskie, stronę, a sam wzorek jest oryginalnym motywem antycznym. Ale wiedziałem, że na kilka osób mogę zawsze liczyć [śmiech]. Trochę prowokacji, zgoda – taniej prowokacji, nigdy nie zaszkodzi.

Co myślisz o grupach takich jak Twierdza czy Szwadron 97?

Stawiacie mnie w ciężkiej sytuacji. Moja szczerość czy też nieznajomość sztuki dyplomacji zawsze powodowała problemy w relacjach międzyludzkich. Ludzie nie są przyzwyczajeni, że mówię prawdę wprost, ale jednak bez żadnych podtekstów i złych intencji. Mówię, bo tak po prostu jest. No i tym razem też tak będzie:

Twierdza i Szwadron... Moja ocena jest taka. Jeśli za punkt odniesienia weźmiemy polską sceną narodową to są dobrzy. Oczywiście warsztatowo daleko im do K88, ale z narodowych kapel są w czołówce, choć ostatnio bardziej przekonał mnie Głos Prawdy. Jeśli mam zaś ocenić obiektywnie to stwierdzam, że ich granie nie wnosi wiele nowego do muzyki. Schematy i muzyczne i liryczne, czasem nawet zahaczające o banał, zresztą tak samo jest i u nas. Tak jest prawda. Drugą Metallicą nikt z nas nie będzie. Są dobrymi rzemieślnikami, strawnymi dla jednych i całkowicie odrzucanymi przez innych. Ja jestem ich fanem raczej ze względów towarzyskich niż walorów muzycznych. Ale też nie obrażam się jak mi ktoś mówi, że nie lubi nas bo gramy popieprzoną muzykę, śpiewamy o Polsce i Maryi, brzmienie mamy beznadziejne a perkusja jest jak z komputera Commodore 64. I nie dziwię się też, że mało kto kupił naszą płytę. Gdybym nie grał w Irydionie, to też bym kupił sobie nową płytę Lynyrd Skynyrd czy Rogera Watersa a nie nasze wyziewy. Na szczęście dostałem kilka płyt [śmiech].

Wasza płyta jest bardzo zróżnicowana pod względem muzycznym. Jakie grupy was inspirują?

Z inspiracjami różnie to bywa. Ja słucham rocka południowego i klasyki czyli Lynyrd Skynyrd, Allman Brothers, AC/DC, Jethro Tull, The Doors, King Crimson trochę ostrzejszych kapel jak Testament, Death, Therion, Pro Pain etc. plus jazz i blues. Ale np. Młody słucha sieczki spod znaku Behemotha, Cannibal Corpse i innych Immortali czy Cradle of Filth. A Maestro jest namiętnym fanem Dream Theater i takich tam progresywów. A z tymi inspiracjami to jest tak, że jak słuchamy za dużo muzyki, to potem na próbie krzyczę: „Eureka! Mam! Fajny kawałek będzie!” A po kilku dniach się okazuje że to po prostu 1/3 z tej kapeli, 1/3 z tamtej i coś jeszcze. Ale jest tylko 8 dźwięków i wszystko już było.

Jestem ciekaw, czy utwór „Tempus maturum mori” ma jakiś osobisty wymiar, dotyczy bliskiej Ci osoby...

Ciekaw, ciekaw... Kurwa. A co ja jestem od zaspokajania Twojej ciekawości? Żartuję [śmiech]. To utwór, który zadedykowałem mojemu tragicznie zmarłemu w 1999 roku bratu. Zresztą przez jakiś czas grał u nas na perkusji. A teraz w krainie wiecznych łowów czuwa nad naszą dalszą karierą. Trzymaj się bracie. Kiedyś spotkamy się znów!

W piosence „Po zmroku” śpiewacie o alternatywnym sposobie spędzania wolnego czasu w długie, nudne wieczory. Rzeczywiście tak wygląda Twoje życie? Chciałbyś aby w przyszłości Twój syn także spędzał w ten sposób wolny czas?

Narkotyki są teraz wszędzie. A brzescy skini to już przeszli ludzkie pojęcie w tej kwestii. Z kilkudziesięciu ludzi, którzy się przewinęli przez cały ten skinheadowski bajzel z czystym sumieniem wymieniam siebie i Kędziora jako tych, którzy nigdy nie spróbowali. Kilku chłopaków wylądowało w Monarze, mimo pięknych słów, a nawet akcji „oczyszczania miasta z narkotykowego syfu”, jakie kiedyś przeprowadzali. Kilku zostało dilerami i tylko głupie obrazki na rękach pozostały im po czasach ideałów. Narkotyki to śliska sprawa, ale to już jest rzeczywistość, nie margines. Ja już nawet nie mam pogardy dla ludzi, którzy spróbowali trawy czy spida. Żal mi po prostu, że się złamali, ale to mnie nie dziwi. Mało jest ludzi takich, którzy potrafią iść pod prąd.

My tak nie spędzamy wieczorów. Tak spędziliśmy ich kilka, więc nie dramatyzowałbym za bardzo. A co do syna, to jak syn się zarazi tymi wszystkimi bzdurami w które stary wierzy to nie uniknie takich wieczorów. Przynajmniej nie wierzę w to, że uniknie. Tak samo zresztą jest mało prawdopodobne, że uniknie spróbowania trawy. I to nie jest tak, że ja nie mam nic przeciwko. Daj mu Boże tyle sił, żeby tak jak ja potrafił się oprzeć pokusie i w wieku 24 lat mógł każdemu w oczy powiedzieć: „Jestem czysty”. Mimo tysiąca okazji, pokus i ciągotek nie spróbowałem nigdy narkotyków, oprócz alkoholu, którym nadrabiam zaległości. Ale jestem realistą. Będzie się bił, pił alkohol i mówił brzydkie słowa. I moje chcenie czy niechcenie nie ma tu wiele do rzeczy. Chyba, że chcę się okłamywać. A ja nie chcę.

Wspomniany utwór ukazał się w anglojęzycznej wersji na pewnej międzynarodowej kompilacji i będzie promował Wasz zespół za granicą. Dlaczego akurat on?

Do promocji wybrał go wydawca z tego prostego powodu, że jest to jedyny numer po angielsku. A jest jedyny, bo najlepiej się go po angielsku śpiewało. Może na drugą płytę zrobimy więcej wersji angielskiej. Ale w sumie to nie wiem po co. Zobaczymy jak to będzie. Ale nie przeszkadza nam taka promocja. Pieprzyć to. Jak już wspomniałem czasami lubię prostackie, agresywne kawałki. To jest jeden z nich.

Jak wygląda życie młodzieży w Brzegu. Jak duży problem stanowią narkotyki?

Życie brzeskiej młodzieży nie odbiega chyba rażąco od standardów innych małomiasteczkowych dziur. Cały tydzień praca albo szkoła a w piątek bania pod monopolowym. Narkotyki... Narkotyki są teraz wszędzie. A brzescy skini z mojego rocznika to już przeszli ludzkie pojęcie w tej kwestii. W Brzegu łatwiej jest wymienić tych, którzy nie mają z narkotykami nic wspólnego niż ćpunków. Z kilkudziesięciu ludzi, którzy się przewinęli przez cały ten skinheadowski bajzel z czystym sumieniem wymieniam siebie i Kędziora jako tych, którzy nigdy nie spróbowali. Kilku chłopaków wylądowało w monarze, mimo pięknych słów, a nawet akcji „oczyszczania miasta z narkotykowego syfu”, jakie kiedyś przeprowadzali. Kilku zostało dilerami i tylko głupie obrazki na rękach pozostały im po czasach ideałów. Narkotyki to śliska sprawa, ale to już jest rzeczywistość, nie margines. Gdybym chciał odizolować się od ludzi, którzy mieli cokolwiek wspólnego z dragami, to nie miałbym ani kumpli, ani kapeli. Pająk nie gra z nami między innymi również przez jego stosunek do tych rzeczy. Bo bycie dupkiem zobowiązuje [śmiech] Na drugiej płycie będzie numer o słabości ludzkiego charakteru. Ja już nawet nie mam pogardy dla ludzi, którzy spróbowali trawy czy spida. Żal mi po prostu, że się złamali, ale to mnie nie dziwi. Mało jest ludzi takich, którzy potrafią iść pod prąd. Daj Bóg, żeby mój syn potrafił kreować rzeczywistość i nie pozwolił jej zbytnio ingerować w samego siebie. Nasz stosunek do narkotyków jest taki: każdy wybiera swój środek do unicestwienia. Ja gardzę narkotykami i nie potrzebuję ich. Wystarczy mi muzyka i miłość. No i alkohol, który rzecz jasna jest również narkotykiem. Ale naszym rodzimym kulturowo narkotykiem [twierdzisz, że żule są strażnikami narodowych tradycji? - przyp. DZ]. I tak to dziwnie się składa, że zachlać się na śmierć można, a zaćpać nie bardzo. Pomijając kwestie społeczne, logicznie rozumując, narkotyki powinny być ogólnodostępne. Bez podziału na miękkie czy twarde. Dorośli powinni sami dokonywać wyboru, a dzieci wychowywać. To by świadczyło o tym, że społeczeństwo i obywatel jest traktowany z szacunkiem. Mnie nie wzruszają osoby, które nie biorą, bo nigdy się nie zetknęły z narkotykami. Szacunek mam do tych, którzy żyją pośród nich i się nie złamali.

Snajperzy IRA prowadzili kiedyś akcję likwidacji dilerów. Myślisz, że jest to pomysł godny przemyślenia?

Jak już wspomniałem, ja mam szacunek dla tych którzy dokonują słusznych wyborów a nie dla tych, którzy nie mają wyboru. Czy gdyby dało się wyeliminować dilerów, nie byłoby narkomanii? To jest akcja czysto propagandowa i w ten sposób IRA chce odbudować swój autorytet, jako organizacji która dba o porządek i społeczeństwo. Ale ja nie poprę zabijania ludzi po to, by jacyś idioci nie mogli się przy ich pomocy skurwić. Jeśli ktoś chce się skurwić, niech to robi – jego wybór. Splunę na niego, ale dopóki ja ani nikt z moich bliskich nie cierpi z tego powodu problem jest wyłącznie jego. Wolałbym wyleczyć chorobę a nie objawy. To nie dilerzy są problemem. Problemem są ci co od nich biorą.

Minęło już pare miesięcy od wydania „Credo”. Jakie są reakcje słuchaczy?

Różne. Czasami chwalą, czasami zrzędzą. Większości płyta się podoba, ale dla jednych za bardzo skinowska, dla innych za bardzo katolicka. W sumie krytyka, o ile nie jest konstruktywna, a o taka bardzo trudno, nie wzrusza mnie zbytnio. Następna płyta i tak będzie lepsza, ale też i tak będzie taka jak ja chcę. I tyle.

Jakie są wasze plany na przyszłość? Kiedy następna płyta?

Myślę, że do świąt powinniśmy zdążyć. Tylko do których... [śmiech].

Dziękujemy za rozmowę

wrzesień 2003











<- wróć do: Wywiady



(c) Magazyn Phalanx, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji
W projekcie strony wykorzystano fragment grafiki autorstwa wielkiego polskiego rzeźbiarza i grafika Stanisława Szukalskiego „Dziedzic”, 1943.