Muzyka chrześcijańska wielu ludziom jawi się jako raczej mało ekspresyjna. Wy gracie bardzo dynamiczny metal/gotyk. Jesteście chyba najbardziej awangardową grupą w tym nurcie... Dzięki, to naprawdę wielki komplement dla nas, ale to chyba nie do końca tak jest - po prostu muza chrześcijańska jest w Polsce raczej nowym zjawiskiem - mam na myśli muzykę mówiącą wprost o Jezusie Chrystusie. Przez długi czas była kojarzona prawie wyłącznie z sacro-polo (no może ewentualnie z gospel), dopiero takie kapele jak 2TM2,3 czy Armia oraz magazyny muzyczne takie jak RUaH czy CCM powoli zmieniają te stereotypy. Polska "rockowa" scena chrześcijańska to w większości młode i niedoświadczone zespoły (takie jak my), są one raczej mało znane ogółowi i to przeważnie z tej prostej przyczyny, że pod względem profesjonalizmu grania jeszcze dość znacznie odbiegają od kapel nie śpiewających o Bogu. Natomiast za naszymi granicami istnieje całe mnóstwo wspaniałych zespołów tworzących rewelacyjną muzę z jasno określonym chrześcijańskim przesłaniem - ostatnio zacząłem buszować po Internecie i... głowa boli!!! Dlaczego takie kapele jak Extol (progresywny melodyjny death metal z Norwegii), Fountain Of Tears (amerykański progresywny gotycki rock/metal z damskim wokalem), Lengsel (progresywny black z Norwegii), Veni Domine (doom/heavy metal ze Szwecji), Project 86 (rapcore z USA) są u nas prawie nieznane i przez nikogo nie zostały wydane?! Nie mam pojęcia, ale to jest dopiero Muzyka Awangardowa! Gracie już ładnych parę lat. Jak wygląda na dzień dzisiejszy Wasz dorobek artystyczny? Nie wygląda to wszystko zbyt imponująco. Choć obecny skład kapeli ukształtował się już w 99 roku, to bywało tak, że zdarzało się nam tyle samo przymusowych przerw, co grania. Każdy z nas na co dzień uczy się w innym mieście i tylko w weekendy mamy możliwość spotkania się w naszej rodzinnej Dębicy. Wystarczy, że komuś coś wypadnie w weekend (a wypada często) i już nie ma co marzyć o normalnej próbie... Ale i tak dziękuję Bogu, że w tej sytuacji w ogóle istniejemy! Zagraliśmy na czterech festiwalach (na dwóch z nich zostaliśmy nagrodzeni) i daliśmy... 2 koncerty: jeden przed Armią, a drugi na krakowskim rynku. Nagraliśmy jedno czteroutworowe demo, które uzyskało niezbyt dobre (delikatnie mówiąc) recenzje w prasie metalowej - zarówno tej oficjalnej (Morbid Noizz, Thrash'em'all), jak i podziemnej (część zinów). Wyjątkiem był Metal Hammer, gdzie recenzja była dość pozytywna [no i Phalanx...- przyp. red.]. Bardzo dobre recenzje ukazały się natomiast w kwartalniku RUaH, internetowym "Usvart zine" i kilku innych zinach (mniej więcej pół na pół). Puszczano nas w Radiu Rzeszów (Rock Radio), Radiostacji (Makakofonia), Krakowskim Radiu "Rak" (udzieliliśmy też tam wywiadu w audycji metalowej), oraz w paru innych rozgłośniach. Fragmenty z naszego koncertu oraz wywiad z nami pokazano w Karpackiej Telewizji Kablowej... Więcej grzechów nie pamiętam... [śmiech] Jak wyglądał proces powstawania Waszej płyty demo? No... zwyczajnie... weszliśmy do studia i nagraliśmy... A tak dokładniej, to Alek (gitara) na długo przed nagraniem miał gotowe <<szkielety>> utworów. Kiedy założyliśmy razem zespół, to ja dołożyłem trochę melodii i aranżacji, a potem, w miarę poszerzania składu, każdy wnosił nowe pomysły. Demko nagrywaliśmy nieco w pośpiechu, ale w miłej atmosferze... Jak na pierwszy raz, to mogło być duuuużo gorzej! [śmiech] Nagraliście demo. Co dalej? Zobaczymy, czas pokaże. Teraz nagrywamy nowe piosenki, a później, tradycyjnie, mała przerwa w działalności, bo wyjeżdżam na jakieś pół roku z kraju - jestem na anglistyce, więc muszę trochę poćwiczyć mój angielski. Jak wrócę, to mam nadzieję, że nareszcie ruszymy coś z koncertami. Kilka razy występowaliście na festiwalu Polonia Semper Fidelis. Co sądzicie o tej imprezie? Występowaliśmy na PSF dwa razy. Dobrze, że w naszym, niewielkim w sumie, mieście jest taki festiwal. Z roku na rok jest coraz wyższy poziom wykonawców, sama impreza tez się rozwija. Myślę, że jest coraz lepiej. Zauważyłem na dwunastej edycji Festiwalu, że wbrew jego idei część zespołów pomijało w swym programie treści patriotyczne,także Wy. Czy wstydzicie się być Polakami i mówić o miłości do Polski? No cóż, czasem naprawdę wstyd mi, że jestem Polakiem. Wstyd mi, kiedy słyszę przechwałki, jak to Polacy są najlepsi (po Rosjanach) w chlaniu wódy. Kiedy widzę, jak bardzo normalne i jak głęboko osadzone są w naszej narodowej świadomości takie zjawiska jak oszustwa podatkowe, oszukiwanie w szkole i na studiach zwane <<ściąganiem>>, kiedy widzę, jak powszechne jest w naszym kraju łapówkarstwo i nepotyzm, jak niepoważni potrafią być nasi politycy. Z drugiej strony, czuję ogromny szacunek wobec tych ludzi, którzy oddali swoje życie po to, abym mógł mówić i myśleć w języku polskim, aby Polacy nie byli poniżani i wyniszczani. Czuję pewien rodzaj dumy, gdy pomyślę, że mimo tylu lat niewoli zachowaliśmy naszą tożsamość i odzyskaliśmy wolność. Jestem mile połechtany, kiedy Adam (wiadomo który!) wykonuje po raz kolejny wspaniały skok... Zdaję sobie jednak sprawę, że tak samo mógłbym dostrzegać wady i zalety swojego narodu, gdybym urodził się np. Szkotem czy Niemcem. Wiem, że powinien mnie obchodzić los mojego kraju, tak samo jak powinien obchodzić mnie mój los, los mojej rodziny, przyjaciół, sąsiadów, miasta, narodu, państwa, a w konsekwencji całego świata. To jest takie poczucie obowiązku (z którego, niestety, nie zawsze się wywiązuję) wobec wspólnoty, jaką chcąc nie chcąc stanowimy. Można też to nazwać przywiązaniem lub, tak jak niektórzy, miłością do Ojczyzny, czyli patriotyzmem. Tak to rozumiem i w tym sensie chciałbym być dobrym patriotą (bo wiem, że nim nie jestem). Ale ciężko jest śpiewać o czymś takim... Choć, w zasadzie, jeśli poruszamy tematy związane z wiarą (które, tak sądzę, są bardziej <<podstawowe>> i przez to w pierwszej kolejności potrzebne człowiekowi), to jeśli Bóg posłuży się naszymi piosenkami aby do kogoś przemówić, to taki człowiek, jeśli pójdzie za Jezusem, wcześniej czy później i tak sam dojdzie do tych wniosków. Natomiast <<patriotyzm>> w rodzaju "Polska, Polska über alles" jest mi zupełnie obcy [witaj w klubie! - przyp. red.]. Nie utożsamiam się też zbytnio z patriotyzmem <<wspominkowym>> - wydarzenia z przeszłości są bardzo ważne i należy o nich pamiętać, ale nie powinny być one jedynym źródłem dumy narodu. Często zbytnie pielęgnowanie pamięci o konfliktach prowadzi do rozdrapywania ran, braku przebaczenia i w rezultacie, nowej nienawiści. Wydaje mi się,że wiele zespołów chrześcijańskich kieruje swój przekaz tylko ku tematyce teoretyczno-religijnej. Brak u nich niekiedy komentarza do konkretnych problemów współczesności takich jak: narkotyki, przestępczość, negowanie wartości wyższych, materializm, kosmopolityzm czy indyferentyzm religijny. Nie sądzicie, że to poważny błąd? Ależ czy dla osoby wierzącej miłość Boga może być tylko teorią (kurcze, chyba może, bo dla mnie kiedyś była...)? Nie krytykujemy rzeczywistości, my przeważnie śpiewamy Dobrą Nowinę, przemiana - jeśli Bóg zechce - zajdzie w poszczególnym człowieku... Nie ma sensu śpiewanie o tym, że jest źle, to wszyscy widzą. O tym, że jest Bóg, często się zapomina. Poza tym, uważam, że każdy powinien śpiewać o tym, co jest mu bliskie, co w pewien sposób <<czuje>>. Ja dość często wyrażam w piosence swoje uczucia, swój stan ducha - nawet jeśli to tekst Pisma Świętego, to - jeśli ja go wybieram - wybieram go <<pod siebie>>. Nigdy nie miałem problemów z dragami czy alkoholem, dlatego nie ma chyba sensu robić z siebie kogoś, kto może o tym wiele powiedzieć. Mam znajomych muzyków, którzy przez to przeszli i teraz śmiało mogą opowiadać, w jakim gównie byli. Myślę, że to właśnie na nich spoczywa obowiązek śpiewania o takich sprawach (który zresztą spełniają). Jeśli chodzi o kosmopolityzm, to nie wiem, jak go rozumiesz, ale nie jest to chyba dla mnie jakieś straszne przestępstwo - tzn. jeśli ktoś opuszcza nasz kraj, ale jest potem dobrym obywatelem innego kraju, to czemu nie... Śmieszy mnie tylko zatajanie swojego prawdziwego pochodzenia z błahych powodów. Nie uważam, że kwestia narodowości to kwestia krwi - to raczej kwestia poczucia przynależności do danego narodu, utożsamiania się z nim. Pochodzenie jest ważnym czynnikiem, ale na pewno nie najważniejszym. Nawet Mickiewicz nazywał Jankiela "dobrym Polakiem", a jak wiemy, krew Piastów raczej w nim nie płynęła... Jako kosmopolityzm rozumiem bycie tzw. obywatelem świata, obojętność a nawet wrogość wobec takich spraw jak patriotyzm, Ojczyzna i Naród. Czy według Ciebie zgodnie z taką definicją kosmopolita może być dobrym katolikiem? Ojej, wydawało mi się, że dość dokładnie wytłumaczyłem Ci, o co mi chodzi. Wrogość - zdecydowanie nie! Obojętność - też nie! Ale jeśli ktoś jest Polakiem mającym obywatelstwo np. szwedzkie, to niech dba o sprawy Szwecji, bo tam żyje, to jest jego wspólnota. Jeśli jest chrześcijaninem, to niech tam wnosi wartości ewangeliczne. Jeśli chce przy tym angażować się w sprawy polskie, to chwała mu za to , ale jeśli nie ma na to ochoty, to też ok - tak wybrał, ma do tego prawo. Nie jest najważniejsze to, jaka krew płynie w naszych żyłach, gdzie się urodziliśmy - pewno, to jest istotne, to nas w jakimś stopniu kształtuje jako ludzi, ale ostatecznie liczy się jednak świadome zaangażowanie, wybór (dlatego wskazałem na Jankiela). Ktoś, kto kompletnie ignoruje sprawy wspólnoty w której żyje, nie robi dobrze. Ale to, że ktoś rodzi się Polakiem, wcale nie znaczy, że musi nim umrzeć (np. dzieci emigrujące wraz z rodzicami). I - choć oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie - nie uważam tego za złe. Jeśli popatrzymy na społeczeństwo amerykańskie, to tam bardzo mocno podkreślane są takie wartości, jak patriotyzm, wierność ojczyźnie, a przecież, gdyby tak spojrzeć na drzewa genealogiczne tych dzisiejszych wiernych obywateli USA, to pewnie mało czyje korzenie "amerykańskie" sięgają poza XIX wiek... Ale jednak nie są to Francuzi, Irlandczycy czy Szwedzi tylko AMERYKANIE! Gracie chrześcijański metal. Czy czujecie się częścią sceny metalowej? He, he, nie wiem, czy scena metalowa zna nasza twórczość... Chciałbym, aby tak było, ale na to musimy jeszcze dużo popracować. A czy my czujemy się jej częścią? Nie wiem! Ja na przykład słucham dość dużo metalu (niekoniecznie tylko chrześcijańskiego, ale na pewno nie tego satanistycznego ani tego propagującego negatywne antywartości), jednak np. nasz basista grał kiedyś w kapeli punkowej, perkusista w zespole reggae'owym i hardcoreowym, a dziewczyny na co dzień raczej nie gustują w bardzo ciężkich brzmieniach... Chyba wszyscy faceci w Illuminandi słuchają czasem metalu, ale gdybyś zapytał każdego z osobna, jaki rodzaj muzyki gramy, to chyba nie byłoby dwóch takich samych odpowiedzi... Być może słyszeliście o nurcie metalu łączącym mocną muzykę z etosem rycerskim, średniowiecznym, katolickim,jaki reprezentuje np. grupa Lacrima z Krakowa? Co o tym sądzicie? Słuchałem kiedyś demka Lacrimy, nie miałem wtedy pojęcia, że to katolicy! Grają bardzo ładną muzę (w moim klimacie). Nie wiem, w czym tkwi ten etos o którym mówisz... w tekstach? [opieram się na informacjach podanych przez pismo "Rojalista-Pro Patria" nr 26/1998- przyp. red.] Rycerstwo... hm, miałem kiedyś (w liceum) ochotę wstąpić do jakiegoś bractwa (zawsze fascynował mnie Tolkien, gry fabularne i średniowiecze), ale porzuciłem ten zamiar z braku czasu i możliwości. Teraz możliwość mam, ale nieco zmieniło mi się myślenie - uważam, że są ważniejsze rzeczy - studia, wspólnota, muzyka, przyjaciele - to pochłania cały mój czas. Rycerstwo było dobre kiedyś, w Średniowieczu. Mam do niego ogromny sentyment, ale obecnie rycerstwo to - jednak - tylko zabawa (choć może i szlachetna), a chrześcijaństwo - nie! Dlatego jakaś poważna próba łączenia tych dwóch rzeczy budzi jakoś mój sceptycyzm - no chyba, że metaforycznie w tekstach piosenek. Uważam, że sama profesja rycerza z PRAWDZIWYM chrześcijaństwem nie miała chyba tyle wspólnego, ile by chciano. Dla mnie w ogóle zabijanie jest czymś niechrześcijańskim, a rycerze to byli przede wszystkim wojownicy! Nie wiem też do końca, jak o było z tym honorem, ale jeśli np., odmowa walki (niekoniecznej) była czymś niehonorowym, to mi już to nie odpowiada. Ale, niestety, brakuje mi tu rzetelnej wiedzy historycznej. Sama idea walki ze złem jest ponadczasowa, należy jednak pamiętać, że mamy walczyć z grzechem, a nie grzesznikami i że mamy walczyć miłością. Co jednak w sytuacji, kiedy zło bezpośrednio zagraża bytowi całego Narodu? Czy obrona polskich granic we wrześniu 1939 r. była czymś niechrześcijańskim? No, nie pokusiłbym się o takie stwierdzenie... Jeszcze raz mówię, podziwiam tych ludzi za ich odwagę i poświęcenie, jestem im za to bardzo wdzięczny. Ale z drugiej strony myślę sobie czasem, że Jezus kazał wyraźnie schować miecz Piotrowi, uleczył ucho słudze. Pierwsi chrześcijanie nie walczyli (o ile wiem) z Rzymianami, oni ginęli na arenie jako męczennicy!!! To przecież jest skrajny pacyfizm! Wiesz, tak naprawdę to nie wiem, jak to jest - nie miałem okazji tego dłużej przedyskutować z kimś naprawdę mądrym, nie mam wyciągniętych jakichś ostatecznych wniosków. Gdyby mnie ktoś zaatakował, a nie mógłbym uciekać, to pewnie bym się bronił (na szczęście daaawno nie byłem w takiej sytuacji), ale jakby w takiej sytuacji postąpił Jezus? Powróćmy do muzyki... W Europie jest kilka bardzo awangardowych zespołów chrześcijańskich, np. Sotto Fascia Semplice (SFS) czy Basic Celtos. Jak oceniasz tych artystów? SFS ma interesujące, niebanalne teksty i świetną szatę graficzną płyty [chodzi o płytę "Crociato", RTP/Paranoise 2000 - przyp. red.]. Ich muzyka jest też chyba mi bliższa niż styl grania BC - ma fajny klimat. A z tekstów tych drugich nie rozumiem ni słóweczka... Fajnie łączą różne style, uwielbiam folkowe wstawki, mogłoby być ich więcej, ale nie przepadam za hip-hopem, a tu jest tego całkiem sporo (te wokale, przynajmniej w ich wykonaniu, są dla mnie mało przekonujące)... Deklarujecie się jako chrześcijanie,ale jest to bardzo ogólny termin. Czy jesteście Katolikami? Tak. Jednak wolę określać naszą twórczość terminem <<muzyka chrześcijańska>>, bo on podkreśla JEDNOŚĆ, nie przypomina o podziałach pomiędzy wyznaniami. Boli mnie brak jedności w Kościele. Ale oczywiście nie wstydzę się być katolikiem, ani się tego nie wypieram. Cieszę się, że nim jestem. Współczesny katolicyzm to złożone i wielowymiarowe zjawisko. Są tu środowiska tradycjonalistyczne, ekumeniczno-judeochrześcijańskie, neokatechumenalne itp. Czy Wy utożsamiacie się z którymś z nich? Ekumenizm to piękna sprawa (bracia z Taize wg. mnie wykonują kawał dobrej roboty), a neokatechumenat jest mi o tyle bliski, że dzięki świadectwom ludzi z 2TM2,3 (są właśnie w neo) poczułem potrzebę bycia we wspólnocie - teraz jestem w duszpasterstwie akademickim, we wspólnocie nieco w klimacie Odnowy w Duchu Świętym. Czasem zaglądam tez do krakowskich kapucynów, gdzie ojciec Rafał prowadzi niesamowitą grupkę młodzieży wywodzącej się z kręgów rock'n'punk'n'metalowych z których większość trudni się muzykowaniem na chwałę Pana (grupy Totus Tuus czy Daily Bread). A tradycja... no cóż, to piękna rzecz, ale czasem mi się źle kojarzy. Mam na myśli głównie to, że słysząc słowa <<tradycja>> + <<katolik>>, od razu przychodzi mi na myśl ktoś taki, kto jest katolikiem dlatego, że jego pradziad nim był, dziad był i ojciec też, a nie zastanawia się nad swoją wiarą i nie rozwija jej. Traktuje niedzielną Eucharystię na równi z szopką Bożonarodzeniową i pączkami w Tłusty Czwartek - jako zwyczaj, a nie coś ŻYWEGO. Tradycja właściwie rozumiana jest super sprawą, ale należy pamiętać, że wiara to coś o wiele większego. Nawet Tradycja Kościoła, ona jest po to, żeby pomóc przybliżyć ludziom Boga, nie po to, żeby się jej sztywno trzymać. Dlatego właśnie tyle rzeczy w Tradycji zmieniono np. na Soborze Watykańskim Drugim. Jakiś czas temu byliśmy świadkami pewnej bitwy o symbole na oświęcimskim Żwirowisku. Co sądzicie o ludziach, którym przeszkadza Krzyż? Smuci mnie to, że nawet w obliczu takiej tragedii ludzie nie potrafią stanąć obok siebie w pokoju. Smuci mnie to, że Krzyż komuś przeszkadza. My, jako katolicy, nie mamy prawa niczego innym narzucać - Jezus rozmawiał z tymi, którzy chcieli go słuchać, ale mamy prawo do wyrażania swoich przekonań. Myślę jednak, że trzeba uważać, żeby symbolu Odkupienia, jakim jest Krzyż, nie wykorzystywać do załatwiania ludzkich porachunków, do ranienia a nie leczenia. Wszystko, co robimy, powinniśmy czynić z miłością. Inaczej nie ma to najmniejszego sensu. Dziękuję za rozmowę Dawid Zadura Kontakt z zespołem: illuminandi@kdm.pl Strona internetowa: www.illuminandi.kdm.pl Od redakcji: Cały wywiad z zespołem Illuminandi opublikowany został w Phalanx nr 3/2002.
|