Opowiadania

19-02-2005

Twarzą w noc (fragment opowiadania)

Kiedy ten pierwszy żłobiący sobie w nocy drogę świst minął ich dom - poznali. Niemcy sprowadzili artylerię. Sterowi serce waliło boleśnie, nie mógł wydławić słowa, choć wiedział, że teraz jest potrzebne, że tych czterech czeka...

Kategoria: opowiadania

19-02-2005

Trzy lata wojny o niepodległość

Rozdział I. Przyłączam się do mego oddziału jako prosty Bur. Zanim rozpocznę opowiadanie o bolesnych wypadkach, w których brałem udział podczas długiej wojny, zakończonej rozbiciem naszej wolności, niech mi będzie wolno...

Kategoria: opowiadania

< Trzy lata wojny o niepodległość
19-02-2005   Z: 12 yrs
Kategoria: opowiadania

Autor: Łukasz Siemaszko

Wojna Pałacom i Pokój Chatom


Noc była w sam raz na akcję plakatową, księżyc świecił w tle na niebie żadnej chmurki, jak na połowę października stosunkowo ciepło. Razem z moim towarzyszem Pytonem rozkleiliśmy ponad setkę plakatów "ROBOTNICY OBÓDZCIE SIĘ I STAŃCIE DO WALKI Z FASZYSTOWSKO-BURŻUAZYJNYM RZĄDEM - KOMUNISTYCZNA ORGANIZACJA RADYKALNIE REWOLUCYJNA". Po północy zrobiliśmy małą przerwę. Pyton załatwił całkiem niezły hasz. Kolejne plakaty rozklejaliśmy na wesoło. Nawet nie zauważyłem, kiedy zgubiłem swego towarzysza. Znalazłem się sam w ciemnym zaułku. Nagle przestało być zabawnie, chciałem jak najszybciej stąd się zmyć. Z przerażeniem stwierdziłem, że nie mogę ruszyć nogami. Moje stopy topiły się w roztopionym chodniku. Na domiar złego usłyszałem tupot podkutych butów. Zbliżali się faszyści!!! Serce podskoczyło mi do gardła. W panice zacząłem się rzucać na wszystkie strony. Nic nie pomogło. Zapadałem się coraz bardziej w płynnym bruku. A faszyści byli coraz bliżej! Widziałem tylko jedną szansę ucieczki. Zanurkowałem w chodniku. Był bardzo ciepły i gęsty. Nie pozwalał na swobodne oddychanie. Chciałem się wynurzyć, ale niewidzialna siła trzymała mnie pod powierzchnią. Nagle dookoła stało się ciemno. Przestałem odczuwać cokolwiek.

-Krecik, ku... obudź się - jakiś znajomy głos z siłą młota pneumatycznego wbijał mi się do głowy. Chciałem jeszcze trochę pospać. Nagle poczułem ostre ukłucie bólu pod lewym okiem. Chcąc nie chcąc musiałem otworzyć powieki. Nade mną stał mój kumpel z osiedla - zwykły niewolnik faszystowskiego systemu. W tle widziałem znajomą panoramę szarych bloków. Przypomniałem sobie wydarzenia ostatniej nocy, hasz Pytona był naprawdę dobry. - No nareszcie doszedłeś do siebie, nie śpij tak na chodniku bo złapiesz wilka. - Dzięki - odpowiedziałem z wysiłkiem, głos tarł moje gardło niczym papier ścierny. Powoli się podniosłem i stanąłem na chwiejnych nogach. - Dobra lecę, bo się spóźnię do tyry. - rzekł niewolnik i znikł w szarym tłumie stojącym na przystanku tramwajowym. Postałem jeszcze trochę, aż nabrałem sił i skierowałem swoje kroki w stronę domu.

W jak każdy pierwszy czwartek miesiąca spotkaliśmy się w naszym organizacyjnym lokalu na naradzie. Spotkanie jak zwykle rozpoczął nasz lokalny wódz przyszłej rewolucji Nabunchudozor. - Towarzysze! Ludu pracującego miasta portu Szczecina! Stoimy przed wiekopomną chwilą - zaczął jak zwykle z grubej rury - wrzód burżuazji kolejny raz próbuje zdławić w zalążku naszą Wielka Rewolucję. Dziś dostałem ostrzeżenie, w dodatku ostatnie. Musimy w ciągu tygodnia pokryć nasz dług w ADeeMie i zapłacić zaległy czynsz. A więc towarzyszu skarbniku, czy w kasie mamy jakieś fundusze? - Nasz skarbnik, czyli towarzysz Kleofas stanął i zabrał głos: -Nie towarzyszu wodzu. Ostatnie pieniądze przeznaczyłem na zakup wódki na dzisiejsze spotkanie. - Macie wódkę - wszedł mu słowo Nabunchudozor - w takim razie kończymy oficjalną cześć zebrania. Krecik podaj kieliszki.


Alkohol drążył przyjemnie moje ciało. Atmosferę narady poprawiła jeszcze przyniesiona przez jednego z towarzyszy marycha. Było całkiem przyjemnie. Tylko Nabunchudozor jak zwykłe po pijaku trochę smucił: -Brakuje nam wodza, hep! prawdziwego wodza, hep! Ja się nie nadaje, hep! Towarzysze, hep! Jest źle, hep! Ach gdyby żył Lenin, hep! Było by inaczej, hep! - stanął na krześle - LENIN WRÓĆ!!! -LENIN WRÓĆ! BURŻUJÓW TRUĆ! - pochwyciliśmy wszyscy razem w euforii alko-rewolucyjnych. - LENIN WRÓĆ! -Za rewolucję - wzniósł toast nasz wódz 40% alkoholu przez moment paliło przyjemnie gardełko. Dawno tak dobrze się nie bawiłem. Dwa machy trawy i świat przestał być taki ponury. Mimo pesymistycznych myśli. Nabunchudozora zacząłem wierzyć, że bliski jest dzień, gdy klasa pracująca podniesie się znów. Jak przez mgłę widziałem i słyszałem jednego z naszych towarzyszy, który skończył studia i mówił, że bliski jest dzień, gdy klasa pracująca podniesie się znów. Przed moimi oczami zaczął przesuwać się dziwny film o wsiadaniu do pociągu, patetycznych mowach wodza i żegnających mnie towarzyszach wznoszących wiwaty na cześć prawdziwego bohatera. Ciekawe o kogo chodziło? Czyżby Che przyjechał z wizytą? Nie, przecież on nie żyje. Za oknem krajobraz zmieniał się coraz szybciej. Kręciło mi się w głowie. Poczułem się senny. W ciągu kilku chwil moje ciało ogarnął błogosławiony spokój. I odpłynąłem w przyjemną ciemność niebytu.

Pobudka jak zwykle nie należała do przyjemnych rzeczy. Ból rozsadzał od środka moją czaszkę. Gdy otworzyłem pierwsze oko zobaczyłem siedzącą naprzeciwko mnie śmieszną babuszkę w chustce na głowie. Ciekawe jak wlazła do mego pokoju? Otworzyłem drugie oko i szybko je zamknąłem. To nie może być prawda! Ten przedział kolejowy, w którym siedziałem nie może być prawdziwy! Jestem w swoim pokoju! Sparaliżowany strachem podjąłem kolejną próbę spojrzenia na świat przez parę gałek ocznych. Niestety naprawdę siedziałem w przedziale kolejowym II klasy. To nie był narkotyczny film. Ja naprawdę jechałem do Moskwy po ciało Lenina. - Może nadal śnię? - pomyślałem z nadzieją. - Nie, ten ból głowy świadczy o tym, że to prawda. W niezłe bagno wdepnąłem. - Podejrzewałem, że przez dragi wydarzy się jakieś nieszczęście, ale nie sądziłem, że tak szybko. Nie będę wykradał żadnych zwłok, nawet samego wodza. Rewolucja będzie musiała się obyć bez tej małej akcji. Może KORR znajdzie innego bohatera, który podejmie się tego przerastającego mnie zadania. Ja dojadę spokojnie do Moskwy i pierwszym pociągiem powrotnym wrócę do domu. Jakoś się wytłumaczę się przed towarzyszami i będzie spokój. I nie będę więcej ćpał! Kategoryczne NIE NARKOTYKOM! Z alkoholem też nie będę przesadzał. Następnym razem mogę wpaść w jeszcze gorsze gówno.

Hamulce pociągu przeraźliwie zapiszczały, gdy wtoczył swoją kilkusettonową masę na stację. Tabliczka informacyjna powiadomiła mnie, że Moskwa to stacja końcowa i początek mojej powrotnej drogi do domu. Powoli wysiadłem z pociągu. Pod moimi stopami trzeszczał śnieg. Jak zwykle w Rosji zima trochę wcześniej niż u nas. Nagle z przerażeniem usłyszałem głos: - Towarisz Krecik!!! Towariszu!!! - cholera Nabunchudozor zawiadomił miejscowych komunistów rewolucyjnych o mojej misji. Trudniej będzie się wykręcić. Podbiegło do mnie dwoje ludzi ubranych w żółte czapki z naszytą czerwoną pięcioramienną gwiazdą. Wiedziałem, że to oznaka przynależności do Skrajnej Reakcji Dławionych Proletariuszy - paraterrorystycznej organizacji moskiewskich rewolucjonistów. Ich sława dotarła do Polski razem z dymem podpalanych przez nich burżujskich domków. Nie ma co.


<< pierwsza < Poprzednia 1 2 Następna > ostatnia >>
(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji