Opowiadania

19-02-2005

Twarzą w noc (fragment opowiadania)

Kategoria: opowiadania

19-02-2005

Trzy lata wojny o niepodległość

Kategoria: opowiadania

< Trzy lata wojny o niepodległość
19-02-2005   Z: 13 yrs
Kategoria: opowiadania

Autor: Łukasz Siemaszko

Wojna Pałacom i Pokój Chatom


Całkiem niezłych towarzyszy załatwił mi wódz. Jeden z nich trzymał w ręku butelkę wódki. Cały czas coś trajkotali w swoim języku, którego ja niestety nie rozumiałem. Z rozumiałem tylko to, że próbują poczęstować mnie "wodą ognistą". Z wahaniem popatrzyłem się na półlitra, przypominałem sobie przysięgę z pociągu. Po chwili namysłu stwierdziłem, że łyk wódki nikomu jeszcze nie zaszkodził. Poza tym byłoby nietaktem odmówić. SRDP-owcy zaprowadzili mnie do swojego lokalu. W czasie drogi wspólnymi siłami dokończyliśmy napoczętą butelkę, co by nie zwietrzała i nie zmarnowała się. Na razie nie próbowałem uciekać. Musiałem postarać zachować twarz i honor polskiego komunisty. Ich lokal był dosyć podobny do naszego. Na ścianach namalowane sprayem sierpy i młoty kilka gwiazdek, powieszone swastyki. Wszystko oczywiście tonacji czerwonej. Jedyną większą różnice widziałem w galerii portretów: u nas wisiał Marks, Trocki i Che Geuwara; a u nich Marks, Lenin, wujek Józio oraz Ziuganow. Jeden z towarzyszy wskazał ręką na skrzynkę wódki stojącą w rogu i wykonał zachęcający gest. Kolejne kilka setek ukochanego napoju wszystkich Słowian znalazło się szybko w moim żołądku. Poczułem się lepiej, przygnębienie odeszło precz, tak jak musi odejść zaraza kapitalistyczna z tego świata. Znowu impreza. Każdy łyk wódki to coraz silniejszy duch bojowy w we mnie. Rewolucja musi trwać. "Wyklęty powstań ludu ziemi tej. " - zaintonowałem, lecz po chwili zrozumiałem, że prawie nikt z tu obecnych nie zna naszego języka i tej słodkiej pioseneczki. Jednak nie przeszkodziło mi to w dalszemu śpiewaniu. Szklanka wódki i nawet mi się głos poprawił. Nie wiem skąd w moich rękach znalazła się czerwona szturmówka. - Do Boju Czerwoni Bracia!!! Za wolność, rewolucję i komunizm!!! - krzyknąłem i jako pierwszy wybiegłem na ulicę. Musiałem pokazać Rosjanom odwagę i bohaterstwo prawdziwego polskiego komunisty. Z tyłu za mną rosło się radosne "Łuraaaa!!!". Towarzysze może nie rozumieli słów, ale zrozumieli sens. Czułem w sobie dumę, gdy prowadziłem Trzydziestu dzielnych zuchów na barykady. Duch Dzierżyńskiego i Róży Luksemburg, duch rewolucji 1905, Komunistycznej Partii Polski, Gwardii Ludowej i Polskiej Partii Robotniczej wstąpił we mnie i dodawał sił. Jeden z Rosjan stał się moim przewodnikiem i wprowadził wprost na plac Czerwony. Prosto do zwycięstwa! Po drodze spaliliśmy kilka burżujskich samochodów. Siłą wtargnęliśmy do mauzoleum. Strażnicy nie rozumieli o co chodzi i stawiali zacięty opór. Biedne karły defensywiackie. Walcząca pieść klasy pracującej szybko ich zmiażdżyła. Po chwili trzymając mumię wodza pod pachą wypadłem na ulicę. Z radością krzyknąłem: "WODZU WRÓĆ!". Chwyciłem butelkę z wódką i wypiłem do dna za zdrowie Lenina Zmartwychwstałego. Z późniejszych wydarzeń niewiele pamiętam.

(...)

Łukasz Siemaszko

Od redakcji: Całe opowiadanie przeczytać można w Phalanx nr 3/2002.


<< pierwsza < Poprzednia 1 2 Następna > ostatnia >>
(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji