Zrealizowano w ramach Programu Operacyjnego  Promocja Czytelnictwa ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa  Narodowego

Zmierzch Zachodu

Autor: dr Piotr Sosiński

10-07-2010  

Pojęcie "Zmierzch Zachodu" spopularyzowane przez dwutomowe dzieło Oswalda Spenglera[1] w czasach obecnych wydaje się nie tracić aktualności. O słabości zachodniej cywilizacji, kryzysie demograficznym, upadku obyczajów i zwycięskim marszu islamskich fundamentalistów piszą z trwogą pisarze polityczni całej zachodniej strefy cywilizacyjnej. Niewątpliwie wartościowym współczesnym myślicielem z nurtu pesymizmu historycznego jest, wieszczący kres nie tylko Zachodu, ale całej ludzkości, związany z Nową Prawicą, Konrad Lorenz[2], który w przedmowie do wydanej po raz pierwszy w Zachodnich Niemczech w 1983 roku pozycji pod tytułem "Regres człowieczeństwa" dowodził, że "w obecnej dobie widoki na przyszłość ludzkości są wyjątkowo smutne.



Najprawdopodobniej szybko, aczkolwiek (...) nie bezboleśnie, zginie samobójczo od broni jądrowej. Nawet gdyby to nie nastąpiło grozi jej powolna śmierć wskutek zatrucia i wszelkich innych zniszczeń środowiska, w jakim i dzięki któremu żyje"[3] i dodawał, że nawet gdyby ludzie potrafili w porę powstrzymać swoje niszczycielskie działanie, to zagraża im stopniowy regres wszystkich cech i osiągnięć stanowiących o ich człowieczeństwie. Według niego, poszczególne kultury zatraciły w dużym stopniu swoją samoistność, a narody ze wszystkich części świata znacznie upodobniły się do siebie. Lorenz zwracał także uwagę np. na negatywne skutki zjawiska uciekania od wszelkich przykrości, co rzutować miało na tragiczną niemożność doznawania przez ludzi przyjemności i radości. We wcześniejszej publikacji - pod tytułem "Die acht Todsünden der zivilisierten Menschheit" (Osiem grzechów śmiertelnych ludzkości) do najważniejszych przyczyn swojego pesymizmu historycznego zaliczał m.in. przeludnienie, dewastację przestrzeni życiowej, zanik uczuciowości, zaburzenia genetyczne, upadek tradycji oraz pojawienie się broni jądrowej. Pesymizm słynnego biopolityka nie przerodził się jednak w katastrofizm, gdyż wyraził on przekonanie, iż zadanie udzielenia ostatecznej odpowiedzi na pytanie o to, czy ludzkość ulegnie zagładzie czy jednak przetrwa jest absolutnie nie do wykonania, a każdy człowiek ma obowiązek walki o przetrwanie.[4]
Na początku wieku XXI za najpopularniejszą publikację sytuującą się w nurcie katastroficznym uznać można wydaną w grudniu 2001 roku książkę amerykańskiego polityka prawicowego, kilkukrotnego kandydata na stanowisko prezydenta USA - Patricka J. Buchanana pod niebanalnym tytułem "The Death of the West. How Dying Populations and Imigrant Invasions Imperil Our Country and Civilization" ("Śmierć Zachodu")[5]. Autor dokonuje próby przewidzenia przyszłości zachodniej cywilizacji wieszcząc jej zagładę spowodowaną napływem ogromnej liczby imigrantów do państw europejskich i Stanów Zjednoczonych. Jego proroctwo jest pewnego rodzaju powtórzeniem koncepcji "kolorowej rewolucji" Oswalda Spenglera wyrażonej w "Jahre der Entscheidung". Buchanan dowodzi, że przetrwanie zachodniej cywilizacji jest tak zagrożone jak w okresie XIV-wiecznej epidemii dżumy i przestrzega przed dalszym spadkiem współczynnika rozrodczości w Europie i Stanach Zjednoczonych. Kurczenie się rdzennej populacji Zachodu tłumaczy celową "bezpłodnością współczesnego człowieka" (niechęć kobiet do wychowywania dzieci oraz antykoncepcja).[6]

Polskie czarnowidztwo

Prekursorów popularnej szczególnie w okresie dwudziestolecia międzywojennego katastroficznej i pesymistycznej koncepcji przyszłości zachodniej cywilizacji, odnaleźć możemy także wśród polskich myślicieli przełomu XIX i XX wieku. Do najważniejszych z nich należą: Ryszard Świętochowski oraz Erazm Majewski. Ten pierwszy pisał o procesie rozpraszania się energii życiowej w każdym żyjącym układzie.[7] Erazm Majewski natomiast krytykując teorię postępu dowodził o nieciągłości dziejów oraz biologizmie historii.[8] Uważał historię cywilizacji za proces zamkniętych w sobie organizmów, które podobnie jak u Oswalda Spenglera, rodzą się i umierają nie korzystając wzajemnie ze swojego dorobku. W opublikowanej w 1887 roku książce "Koniec świata. Przegląd wypadków jakie mogą sprowadzić zagładę Ziemi" przewidywał formy zniszczenia naszej planety i upadku całej ludzkości. Pisał, że "ta ziemia, na której czujemy się bezpiecznie, która już tyle pokoleń wyhodowała, świadkiem była tylu smutków i radości ludzkich (...) - ta ziemia także przeminie! Ulegnie i ona powszechnemu prawu, które głosi, że wszystko, co ma początek, musi mieć swój koniec". Teorię powszechnej degeneracji i upadków Majewski obrazował na przykładzie narodów, które na przestrzeni wieków "powstają" i "ustępują" , a także na przykładzie miast, które są budowane, a następnie rozsypują się w gruz "a na miejsce tego wszystkiego wyrastają nowi ludzie i nowe grody"[9].
Zasadzie odmładzania się świata przez śmierć podlegają także i planety, w ich miejsce pojawiają się nowe globy. Majewski analizował możliwe formy naturalnych katastrof ludzkości, wśród których wymieniał między innymi: potop, zgaśnięcie słońca czy upadek komety. Przypuszczał, że zanim nastąpi kataklizm całej planety prawdopodobnie wypełnią się już dni egzystowania ludzi, którzy ustąpią "jak tyle już innych stworzeń zgładzonych z oblicza ziemi".[10] Katastrofizm Erazma Majewskiego miał jednak wymiar optymistyczny. Autor dowodził istnienia naturalnego prawa stopniowego rozwoju, doskonalenia się całej przyrody. Twierdził, że "wojny nasze i waśnie międzynarodowe i cała nędza moralna i fizyczna, ciemnota i upodlenie, jakie wśród ludzkości panują, dowodzą bardzo niskiego jeszcze rozwoju tych pięknych zaczątków, jakie tkwią w nas i pod wpływem pracy pokoleń kiedyś rozkwitną i ukoronują ludzkość".[11]
Pomimo tego, że w naszym kraju rok 1918 miał całkiem odmienny niż np. w Niemczech historyczny charakter i kojarzył się raczej z wybuchem społecznych nadziei[12], to myśl katastroficzna pojawiła się w tym okresie także i w Polsce. Popularność nie optymistycznych koncepcji historiozoficznych powodowana była powszechnym na naszym kontynencie klimatem tamtych czasów, przepełnionym niepokojem i oczekiwaniami. Apokaliptyczne idee pojawiały się także i na polskim gruncie.

Upadek Zachodu wg Znanieckiego

Wizje podobne do spenglerowskich przedstawiał wybitny polski filozof i socjolog Florian Znaniecki[13]. Wyraził je w swoim sztandarowym dziele pod tytułem "Upadek cywilizacji zachodniej", uchodzącym za najgłośniejszą polską publikację w tym nurcie, W pracy wydanej po raz pierwszy w Poznaniu w roku 1921 wyraził poważną obawę, że cywilizacji tej zagraża w najbliższym czasie zniszczenie.[14] Jednocześnie przyznawał, że pomimo wielu zagrożeń Zachód znajdował się w fazie ogromnej żywotności przejawiającej się rozwojem gospodarczym, wykrystalizowaniem się demokratycznego ideału narodowego oraz polepszeniem się warunków bytowych ludności. Jednak zagrożenia cywilizacyjne przybrały realną postać. Wśród najważniejszych destrukcyjnych prądów Znaniecki wymieniał materializm, ochlokrację, rasowy imperializm oraz bolszewizm. Ten ostatni poznał obserwując na bieżąco relacje z porewolucyjnej Rosji, gdzie realizacja doktryny komunistycznej opierała się na wprowadzaniu krwawego porządku. Natomiast myśl materialistyczna, stojąca w głębokiej opozycji do religii i bezzasadnie kojarzona z postulatem politycznej wolności i równości, głosiła hasła wulgarnego ekonomizmu pozbawiając człowieka sfery wartości duchowych. Następne źródło destrukcyjnych tendencji zagłady ładu cywilizacyjnego widzi w ochlokracji, czyli rządach dołów społecznych. Ochlokracja to zmierzch elit i kryzys prawdy. Popierana przede wszystkim przez ruch komunistyczny, wypacza zasadę demokratyczną i powoduje opór mas zwrócony przeciw propagowanym przez elity ideałom. Wraz z postępem ochlokracji pojawiały się: wulgaryzacja życia społecznego i zjawisko urawniłowki (równania w dół)[15] .
Zjawisko ochlokracji było też powodem niepokoju hiszpańskiego myśliciela Jose Ortegi y Gasseta. W bestsellerze końca lat dwudziestych ubiegłego wieku - w "Buncie mas" dowodził, że Europa przeżywa najcięższy kryzys jaki mógł spotkać społeczeństwa, narody i kulturę. Ortega y Gasset ubolewając nad polityczną dyktaturą tłumów drżał też przed interwencjonizmem państwowym, który powodował, że lud stał się "mięsem i ciastem, które żywi i utrzymuje w ruchu machinę państwa". Przestrzegał, że "szkielet pożera otaczające go ciało, a kościotrup staje się właścicielem i mieszkańcem domu".[16] W tych rozważaniach dość znacznie zbliżył się do poglądów Floriana Znanieckiego[17].
Poznański socjolog z ogromną obawą wyrażał się też o rasowym imperializmie prowadzącym do zaborczości terytorialnej poszczególnych państw i grup etnicznych. Obserwowana przez autora "Upadku cywilizacji zachodniej" w czasie I Wojny Światowej idea wrogości do "obcych", połączona z wymogiem jednorodności etnicznej w ramach konkretnego terytorium, słusznie traktowana była jako jedno z groźniejszych źródeł zmierzchu Europy.
Hubert Orłowski we wstępie do niemieckojęzycznego wydania "Upadku zachodniej cywilizacji" zwracał uwagę na tło historyczne powstania publikacji. Znaniecki zakończył ją w listopadzie 1920 roku, czyli w okresie równie dramatycznym dla Polaków jak rok 1918 dla Niemców. Praca ta to doskonały świadectwo czasu - "einmaliges Zeitdokument".[18] W opinii Remigiusza Okraski praca ta była wyrazem troski Znanieckiego o losy dotychczasowego dorobku kulturowego Starego Kontynentu oraz "akcesem w szeregi obrońców zasad konstytuujących europejską tożsamość przed rozkładowymi procesami podmywającymi gmach społeczno-kulturalnego ładu"[19]. Pomiędzy dostrzegającym na horyzoncie zwiastuny upadku Zachodu polskim myślicielem, a Oswaldem Spenglerem występowała jednak zasadnicza różnica polegająca na tym, że u Niemca proces upadku każdej cywilizacji był nieunikniony, u Znanieckiego trwać mogły one nieskończenie długo, ponieważ o ich losie nie decydowały czynniki biologiczne ani tym bardziej kosmiczne fatum.

Widmo przyszłości Zdziechowskiego

Pesymistyczne opinie Floriana Znanieckiego nie były odosobnione w prowadzonej przez polskich myślicieli międzywojennej debacie nad kondycją współczesnej cywilizacji. Typowany w roku 1926 przez Marszałka Józefa Piłsudskiego na Prezydenta RP - chrześcijański liberał Marian Zdziechowski[20] - w swoich przemyśleniach także wyrażał obawę z powodu zbliżającego się kresu cywilizacji zachodniej.[21] Pesymizm historyczny Zdziechowskiego pozwolił nawet Czesławowi Miłoszowi nazwać go "filozofem rozpaczy".[22] Jan Krasicki dowodził zaś, że "pesymizm jest "nerwem" myśli Zdziechowskiego, jest jej swoistym rozpoznawczym "signum", przenika tak głęboko jej struktury, że nie sposób myśleć o Zdziechowskim i jego poglądach poza pesymizmem, poza tą myślową formułą"[23]. Jan Skoczyński dowodził, że wśród badaczy spuścizny Zdziechowskiego panuje zgoda co do tego, że szczególnie w jego wileńskim ostatnim okresie życia (tzn. w latach 1918-1938), głównym motywem twórczości był katastrofizm[24]. W tym czasie myśliciel zajął się przede wszystkim analizami historiozoficznymi, a także refleksją nad ówczesną kulturą europejską. Ważnym elementem w jego twórczości była krytyka idei postępu, o którym pisał, że był więcej niż hasłem, był współczesnym bóstwem, jego symbolem była maszyna, a głównym nośnikiem ("ewangelią") - gazety.[25] Genezy katastroficznych wątków w myśli Zdziechowskiego doszukiwać się należy w zderzeniu dwóch perspektyw - subiektywnej: tęsknot i aspiracji jego melancholijnej romantycznej natury oraz obiektywnej: faktów historycznych wskazujących na istnienie niewytłumaczalnego okrutnego zła.[26]
W przedmowie do wydanej w roku 1937 w Wilnie książce pt. "W obliczu końca" (wznowionej niedawno przez wydawnictwo "Fronda") pisał: "stoimy w obliczu końca historii, każdy dzień świadczy o zastraszających postępach dżumy moralnej, która pędząc od Rosji Sowieckiej, zagarnia wszystkie kraje, wżera się w organizmy wszystkich narodów, wszędzie wszczyna procesy rozkładowe, pogrąża w odmętach zgnilizny i zdziczenia".[27] Trzy lata wcześniej dowodził już, że "przeżywamy kryzys nie tylko ekonomiczny, ale i duchowy, czyli kryzys kultury opartej na odwiecznych zasadach religii, rodziny, własności. W oczach naszych, o miedzę od nas zło święci swój największy w dziejach tryumf"[28].
Marian Zdziechowski obserwując rzeczywistość lat trzydziestych był przeświadczony, że sprawdzają się zapowiedzi z Ewangelii św. Mateusza: "przyjdą dni ucisku, jakich nie było od początku stworzenia, powstanie naród przeciw narodowi, królestwo przeciw królestwu, nastąpi obrzydliwość spustoszenia i ludzie schnąć będą ze strachu"[29]. To rewolucja proletariacka w Rosji musiała być główną przyczyną tak pesymistycznej diagnozy dziejów. Motorem żywiołów, które niosła ze sobą była bowiem "moc nie z tego świata"[30]. W wywiadzie udzielonym w 1926 roku "Wiadomościom Literackim" dowodził, że komunizm, ale także i nacjonalizm były wrogimi ludzkości doktrynami, które podcinały u korzeni podstawy kultury[31].

Bolszewizm - źródło kryzysu i upadku

Zdziechowski przekonywał, że dokonuje się bolszewizacja świata a Europa i wraz z nią Polska ulegają rozkładowi moralnemu. W ankiecie przeprowadzonej również przez "Wiadomości Literackie" w 1933 roku pod tytułem "Literatura sowiecka - Eksperyment komunistyczny - Zbliżenie polsko - rosyjskie" o rewolucji bolszewickiej pisał wprost jak o współczesnej apokalipsie, twierdząc że postawiła ona sobie "cel nierealny, wariacki, z szału, nienawiści i doktrynerskiego zaślepienia poczęty, w postaci fantastycznego dzikiego pomysłu przeistoczenia ludzkości w jeden olbrzymi automat, w olbrzymiego o milionach rąk i nóg potwora, którego nazwano człowiekiem kolektywnym"[32].
Zdziechowski był krytykiem każdej rewolucji dowodząc, że "nigdy nie było i być nie mogło rewolucji dobrej, każda bowiem była dziełem gwałtu, a zatem wielkim złem"[33]. Pisał ponadto, że "od rewolucji francuskiej kierowała biegiem zdarzeń idea demokratyczna, nieodwołalnie prowadząc przez triumf zasady głosowania powszechnego do panowania ilości nad jakością, liczby nad inteligencją i, co za tym idzie, do zdziczenia, które ze sfery walki klas przeszło do stosunków między narodami i patriotyzm zastąpiło tzw. nacjonalizmem miłości ojczyzny - nienawiścią do ludzi innej mowy, innego pochodzenia"[34].
Idee katastroficzne u Zdziechowskiego nie powstały tylko wskutek obserwacji rozwoju ruchu bolszewickiego, ale i pod wpływem analizy zmian dokonujących się na obszarze całej kultury zachodnioeuropejskiej.[35]
Marian Zdziechowski opowiadał się za czynną walką ze złem, które uosobione było przez bolszewizm. Konfrontacja ze Złymi Mocami, które zaczęły rządzić światem, bez względu na jej wynik, była przecież współpracą z Bogiem. Bolszewizmowi należało więc przeciwstawić heroizm chrześcijański. Stanisław Stomma pisał o Zdziechowskim: "nie wpada on w rozpacz, ale skłania głowę przed cudem. Widząc triumf sił zła i negując porządek świata, ratunek znajduje nie w racjonalności, lecz w cudowności"[36].
Według Mariana Zdziechowskiego pesymizm nie był wcale ucieczką od życia, wręcz przeciwnie, był zachętą do walki ze złem, a więc siłą twórczą. Nie należało się więc go bać. I choć - jak uważał Jerzy Giedroyć - mógł być umysłową trucizną[37], to często stawał się źródłem ozdrowieńczej mobilizacji.
Diagnozę rzeczywistości społecznej lat 30 XX wieku dokonaną przez Zdziechowskiego docenił Czesław Miłosz, który napisał, że "kiedy ktoś (...) zapewnia, że miał jasną świadomość stanięcia "w obliczu końca" nie trzeba mu wierzyć, bo takiej jasnej świadomości nikt prawie nie miał, z piszących może tylko Marian Zdziechowski i Stanisław Ignacy Witkiewicz"[38]. Jan Krasicki dowodził natomiast, że wymiar refleksji Zdziechowskiego nad kulturą i przyczynami jej upadku wykraczał poza katastrofizm Spenglera, Znanieckiego czy Bierdiajewa ze względu na to, iż jego przewidywanie nieuchronnej katastrofy niosło w sobie jednocześnie "ziarna nadziei".[39]

Katastrofizm kulturowy Witkacego

Najbardziej jednak zbieżne z katastroficznymi poglądami Oswalda Spenglera były wyrażane w dramatach i powieściach teorie cywilizacyjne Stanisława Ignacego Witkiewicza.[40]. Funkcjonuje nawet pogląd, iż na podstawie analizy sprzeczności w obrębie współczesnej kultury wylansował on tzw. katastrofizm kulturowy.
Witkacy jako surowy krytyk współczesności własne poglądy historiozoficzne wypowiadał ustami literackich bohaterów. Postacie jego utworów wielokrotnie wypowiadały z aprobatą w toczonych dysputach filozoficznych nazwisko autora "Zmierzchu Zachodu"[41]. Szczególnie mocno katastrofizm wyrażał się w powieściach "Nienasycenie" i "Pożegnanie jesieni"[42]. Dla Witkiewicza pojęciem centralnym był problem kultury, w skład której wchodziły: religia, filozofia i sztuka. Religia jako historycznie pierwsza forma kultury wskutek instytucjonalizacji oraz postępu nauki ulega powolnemu rozkładowi, miejsce dawnych bogów zajęło społeczeństwo. Funkcje religii przejęła ponadto filozofia, która jednak poprzez pragmatyzm i bergsonizm też ulega zagładzie. W okresie dekadencji znajduje się też sztuka, którą cechuje przede wszystkim wyobcowanie ze społeczeństwa, nienasycenie i perwersyjność. Okres upadku kultury rozpoczął się - wg Witkacego - wraz z wybuchem rewolucji francuskiej, wcześniej masy podporządkowane były twórczym indywidualnościom, które zawsze były siłą napędową rozwoju kultury. Artysta krytykując wzrost znaczenia mas i automatyzację społeczeństwa pisał: "masa szarego tłumu wyciągnęła swoje macki po władzę (...) oplatając całą ziemię (...) w łączące się z sobą w nierozplątaną sieć organizacje. Ten szary potwór, którego tak się dziś boją wszyscy zdegenerowani potomkowie dawnych władców świata (...) to jest bóstwo naszej przyszłości, bóstwo nieskończenie straszniejsze od tych, przed którymi korzyli się byli władcy ziemi"[43].
Stanisław Ignacy Witkiewicz dostrzegając dwie główne tendencje rozwoju historycznego, czyli uspołecznienie prowadzące dzięki postępowi technicznemu i podziałowi pracy do wzrostu dobrobytu oraz zanik uczuć "metafizycznych" dowodził, iż rozwijająca się wraz z uspołecznieniem kultura masowa jest przyczyną kulturowej katastrofy.[44]
W pisarstwie Witkacego pojawił się też motyw, występującego obok wewnętrznego rozkładu, zagrożenia zewnętrznego ze strony ludów kolorowych. W powieści "Nienasycenie" przewiduje możliwą ostateczną zagładę Europy dokonaną za sprawą Chińczyków, którzy przyjęli od ludzi Zachodu tylko ich cywilizację techniczną, ale odrzucili możliwość asymilacji kultury.
Stanisław Ignacy Witkiewicz nie chciał jednak uchodzić za naśladowcę Spenglera. Twierdził, że swoje katastroficzne poglądy ogłaszał już przed wydaniem pierwszego tomu "Der Untergang des Abendlandes", ponadto krytycznie odnosił się do zasady cykliczności kultur[45]. W opinii Małgorzaty Szpakowskiej katastroficzne wątki twórczości Spenglera posiadają duże znaczenie dla zrozumienia katastrofizmu Witkiewicza, ponieważ bliskie mu było samo hasło obwieszczające zmierzch Zachodu.[46]

Starcie cywilizacji wg Dmowskiego

Nie tylko St. Witkiewicz obawiał się możliwej "kolorowej rewolucji". Podobnego zdania był też przywódca polskiego ruchu narodowego Roman Dmowski, który w 1931 roku (a więc w roku ukazania się "Der Mensch und die Technik" Spenglera) przekonywał, że w dalszej historii świata staną naprzeciwko siebie dwie wielkie cywilizacje różniące się głęboko całym ustrojem duszy jednostki i duszy społecznej: cywilizacja azjatycka i europejska. Ludność państw azjatyckich będąc dotychczas bierną połową ludzkości zbliżała się do odegrania wielkiej roli w dziejach świata. Dmowski był pod wrażeniem zwycięstwa Japonii w wojnie z Rosją (1905), uważał, że ten azjatycki naród pobił potężne europejskie państwo wykorzystując do tego europejską technikę i sztukę wojskową. Jednak zeuropeizowanie Japończyków miało bardzo powierzchowny charakter. Założyciel endecji z powagą pisał też o Chińczykach, którzy po dwóch tysiącach lat izolacji właśnie w XX wieku rozpoczęli przyswajanie sobie zachodniej wiedzy i narzędzi, co dało im pozycję światowego mocarstwa. Twierdził, że Chiny już mają po europejsku wykształconych wojskowych, inżynierów, prawników, lekarzy, profesorów, mają też fabryki urządzone według ostatnich wymagań nowoczesnej techniki oraz szkoły, w których wykładana jest wiedza europejska[47]. Lider polskich narodowców przypominał, że ludność państwa chińskiego przekracza ludność całego naszego kontynentu, co doskonale oddaje skalę problemu potencjalnego współzawodnictwa cywilizacji, spośród których jedna przeżywa szybki rozwój, druga natomiast znajduje się w stanie upadku. Kryzys świata zachodniego objawiał się między innymi zwulgaryzowaniem umysłowości, zanikiem wielu pojęć moralnych, upadkiem obyczajowym, zmniejszeniem się energii w pracy i rozmiłowaniem w wygodzie, a także redukcją ludności. Ewentualna konfrontacja słabnącego świata Zachodu z rozwijającymi się ludami Azji toczyłaby się za pomocą tych samych nowoczesnych narzędzi, a jej rezultat zależny będzie od liczby ludności, energii i głębokości wartości duchowych. W opinii Leszka Gawora problem zagrożenia Europy ze strony Wschodu stanowił w pierwszych dekadach XX wieku paradygmat potocznej świadomości ówczesnego europejskiego społeczeństwa, przybierając postać mitu "żółtego niebezpieczeństwa".[48]
Można jednak zauważyć, że zarówno Stanisław I. Witkiewicz jak Florian Znaniecki czy Marian Zdziechowski nie poszli w fatalistyczne ślady Oswalda Spenglera i nie uważali wcale, że katastrofa jest nieuchronna i wszystko zostało stracone. Ten pierwszy dopuszczał teoretyczną możliwość odwrócenia procesu zmierzchu kultury - mogło się to dokonać jednak tylko dzięki ludzkiemu intelektowi. Także Florian Znaniecki wierzył w możliwość społecznego zdobycia się na świadomy i planowy wysiłek w celu uratowania zachodniej cywilizacji.
Obecność wątków katastroficznych w polskiej myśli politycznej zauważył Jerzy Giedroyć, który we wstępie do pierwszego numeru paryskiej "Kultury" z czerwca 1947 roku dowodził, że katastrofizm (przede wszystkim ten w niemieckim wydaniu) "przenikał do zmęczonych i zniechęconych umysłów, docierał na karty dzieł filozoficznych, wdrapywał się potajemnie na katedry uniwersyteckie". W opinii Jerzego Giedroycia prawdziwym celem katastrofizmu apokaliptycznego było osłabienie narodów europejskich. Służył on zanikowi woli walki, zatruwał je myślą o śmierci. "Bo i o cóż walczyć, czego bronić w obliczu powszechnego "Untergang des Abendlandes"? - pisał wydawca "Kultury". W dwa lata po zakończeniu II Wojny Światowej Giedroyć wskazywał na niemiecki imperializm i nacjonalizm jako prawdziwych inspiratorów popularności katastrofizmu, którym posługiwano się w celu doprowadzenia do rozkładu kultury europejskiej. Po wielu latach uleganiu tym tendencjom dopiero w czasie hitlerowskiej okupacji pojawiły się tendencje anty-katastroficzne. Stąd celem "Kultury" powinno być więc - na przekór modzie na katastrofizm - szukanie w świecie cywilizacji zachodniej "woli życia, bez której Europejczyk umrze tak jak umarły niegdyś kierownicze warstwy dawnych imperiów"[49]. Po niemieckim katastrofizmie nowego zagrożenia dopatrywał się tym razem w sowieckim "nowatorstwie". Karol Jonca przypomniał, że początki "Kultury" przypadły akurat na przepełniony pesymizmem okres narastania widma atomowej wojny światowej, w czasie kiedy James Burnham w studium pt. "O władzę nad światem" roztaczał wizję apokalipsy współczesnej cywilizacji, której "kolebką było Morze Śródziemne, a kontynuatorką główną Europa"[50]
Obecnie trudno wymienić polskiego współczesnego pisarza politycznego jednoznacznie sytuującego się w nurcie katastrofizmu czy pesymizmu dziejowego. Powszechna jest natomiast w publicystyce społecznej i politycznej krytyczna diagnoza rzeczywistości zobrazowana zwykle obyczajową i demograficzną dekadencją Zachodu, egzemplifikowaną doskonale powszechnymi już postulatami legalizacji par homoseksualnych. Co ciekawe, to chyba teraz katastroficzne zapowiedzi zmierzchu Zachodu wydać się mogą szczególnie realne.

dr Piotr Sosiński

[1] Oswald Spengler (1880-1936) - studiował matematykę i nauki przyrodnicze na kierunku nauczycielskim w Halle, Monachium i Berlinie. Od 1908 uczył matematyki, języka niemieckiego, historii oraz nauk przyrodniczych w gimnazjum w Hamburgu, od 1911 do końca życia mieszkał w Monachium. Od 1912 roku po rezygnacji z pracy w szkole posiadał status "Privatgelehrte". Światowy rozgłos zdobył dwutomowym dziełem "Der Untergang des Abendlandes.Umrisse einer Morphologie der Weltgeschichte," (Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii uniwersalnej) - tom I ukazał się w 1918 roku, tom II w 1922. Inne ważniejsze prace: "Preussentum und Sozialismus (Duch pruski i socjalizm) z 1919, "Neubau des Deutschen Reiches" (Odbudowa Rzeszy Niemieckiej) z 1924 czy "Der Mensch und die Technik Beitrage zu einer Philosophie des Lebens." (Człowiek i technika. Przyczynki do filozofii życia) z 1931 oraz "Jahre der Entscheidung Deutschland und die weltgeschichtliche Entwicklung." (Lata rozstrzygnięć. Niemcy i rozwój historii światowej) z 1933.
[2] Konrad Lorenz (1903-1989) - profesor medycyny, doktor filozofii, studiował też zoologię, pracował m.in. na Uniwersytecie w Monachium oraz Instytucie Maxa Plancka w Seewiesen, w 1973 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.
[3] K. Lorenz, Regres człowieczeństwa, Warszawa 1986, s. 5
[4] Ibidem, s. 161-164, 201
[5] Patrick J. Buchanan (ur. 1938); por. Ronald Gläser, Der Tod des Westens, "Junge Freiheit", nr 3/2002
[6] Zob. J. Koronacki, Śmierć Zachodu według Buchanana, "Arcana" nr 49 (1/2003) , s. 167-171
[7] R. Świętochowski, Zanik energii społecznej w świetle fizyki, Warszawa 1915, s. 6
[8] E. Majewski, Nauka o cywilizacji, Warszawa 1908, s. 330/112
[9] E. Majewski, Koniec świata. Przegląd wypadków jakie mogą sprowadzić zagładę Ziemi, Warszawa 1887, s. 1
[10] Ibidem, s. 197
[11] Ibidem, s. 203
[12] Roman Dmowski (Świat powojenny i Polska, Wrocław 1999, s. 21) pisał: "w życie odbudowanego państwa weszliśmy z wielkim kapitałem moralnym, który także należał do naszych przywilejów. Było w nim poczucie w szerokich warstwach zwycięstwa naszej sprawy, wiara we własne państwo, we własny rząd, zapał do nowego życia, gotowość do ofiary dla państwa".
[13] Florian Znaniecki (1882-1958) - profesor Uniwersytetu Poznańskiego, czołowy przedstawiciel polskiej socjologii humanistycznej, autor m.in. "Chłop polski w Europie i Ameryce", "Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości".
[14] F. Znaniecki, Upadek cywilizacji zachodniej; szkic z pogranicza filozofii kultury i socjologii, Poznań 1921, s. III
[15] W. Kaniowski, op.cit., s. 104
[16] J. Ortega Y Gasset, Bunt mas, Warszawa 1997, s. 7 i 123
[17] Warto dodać, że książka J. Ortegi y Gasseta ukazała się w roku 1929, a więc osiem lat po publikacji "Upadku cywilizacji zachodniej" Floriana Znanieckiego.
[18] H. Orłowski we wstępie do F. Znaniecki, Der Untergang der westlichen Zivilisation, Poznań 1996, s. 7-8
[19] R. Okraska, Upadek cywilizacji zachodniej według Floriana Znanieckiego (cz. I), "Pro Fide Rege et Lege" nr 3/4 (35) 1999, s. 38
[20] Marian Zdziechowski (1861-1938) - filozof, slawista i publicysta. Studiował w Petersburgu, Dorpacie, Grazu, Genewie i Zagrzebiu. W 1906 roku został profesorem na Uniwersytecie Jagiellońskim, w 1919 roku przeniósł się do Wilna, w latach 1925-1927 rektor Uniwersytetu Stefana Batorego. Po przewrocie majowym była rozważana jego kandydatura na urząd prezydenta Polski, jednak odmówił czynnego zaangażowania w polityce. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, propagował ideę współdziałania wszystkich Słowian, dzięki kresowemu pochodzeniu otwarty na dziedzictwo prawosławia i kultury bizantyjskiej, jednocześnie pozostając zaciekłym wrogiem bolszewizmu.
[21] Por. M. Zdziechowski, Widmo przyszłości, "Słowo Wileńskie" nr 78 (5002) 20.03.1938 r.; J. Skoczyński, Pesymizm filozoficzny Mariana Zdziechowskiego, Wrocław 1983,
[22] Cz. Miłosz, Zdziechowski, "Tygodnik Powszechny" nr 28/ 1998. Miłosz w poemacie tym pisał: "A nie umiem zapomnieć jego, filozofa rozpaczy/ Który wątpił w dobroć Stworzenia".
[23] J. Krasicki, Eschatologia i mesjanizm. Studium światopoglądu Mariana Zdziechowskiego, Wrocław 1999, s. 168-169
[24] J. Skoczyński, Ludzie i idee. Szkice historycznofilozoficzne., Kraków 1999, s. 79
[25] M. Zdziechowski, Od Petersburga do Leningradu, Wilno 1934, s. 81
[26] D. Barbaszyński, Między racjonalizmem a mistycyzmem. Problem przestrzeni etycznej w poglądach filozoficznych Mariana Zdziechowskiego, Olsztyn 1999, s. 91
[27] M. Zdziechowski, W obliczu końca, Warszawa - Ząbki 1999, s. 9
[28] M. Zdziechowski, Od Petersburga do Leningradu, op.cit., s. 102
[29] M. Zdziechowski, W obliczu końca, op.cit., s. 9. Autor przywoływał fragmenty 24 rozdziału Ewangelii wg Św. Mateusza.
[30] M. Zdziechowski, Od Petersburga do Leningradu, op.cit., s. 80
[31] M. Zdziechowski w wywiadzie przeprowadzonym przez Wiktora Pietrowicza "U źródeł pesymizmu. Rektor Marian Zdziechowski." , "Wiadomości Literackie", 1926, nr 16, s.1. Pietrowicz przedstawiając sylwetkę Zdziechowskiego pisał, że wyznawał on pesymizm, którego istotę stanowiły: dogmat upadku człowieka oraz oparta na filozofii Schopenhauera afirmacja tożsamości istnienia z cierpieniem i złem.
[32] M. Zdziechowski, "Wiadomości Literackie", 1933, nr 39, s. 2
[33] M. Zdziechowski, Chateaubriand i Napoleon, Wilno 1932, s. 20
[34] M. Zdziechowski, Europa, Rosja, Azja, Wilno 1923, s. 330
[35] D. Barbaszyński, Między racjonalizmem a mistycyzmem. op. cit, s. 91
[36] Stanisław Stomma we wstępie do J. Skoczyński, Wartość pesymizmu. Studia i szkice o Marianie Zdziechowskim, Kraków 1994, s. 12
[37] J. Giedroyć we wstępie do Kultura, nr 1, 1947, s. 3
[38] Cz. Miłosz, Ogród nauk, Lublin 1986, s. 32
[39] J. Krasicki, Eschatologia i ....., op. cit., s. 271. Autor dowodził, że "mocą swej ukrytej dialektyki i dynamiki idei, historiozofia Zdziechowskiego przekracza historyzm, przechodzi w wymiar meta - historii. Sięga poza granice "samego tylko Rozumu" historycznego".
[40] Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939) - pisarz, malarz, filozof, teoretyk sztuki, twórca teorii "czystej formy", główny wyraziciel katastrofizmu w literaturze polskiej.
[41] W. Kaniowski, Oswald Spengler......, s. 145
[42] Por. D. Knysz - Rudzka, Katastrofizm w powieściach S. I. Witkiewicza, "Przegląd Humanistyczny" nr 2/1965
[43] St. I. Witkiewicz, Nowe formy w malarstwie, Warszawa 1959, s. 126 - 127
[44] W. Krajewski (red.), Słownik pojęć filozoficznych, Warszawa 1996, s. 150
[45] S. I. Witkiewcz, Leon Chwistek - demon intelektu, "Zet", nr 42, 1933
[46] M. Szpakowska, Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewcza, Wrocław 1976, s.51-52
[47] Ibidem, s. R. Dmowski, Świat powojenny i Polska, Wrocław 1999, s. 107, 100 i 105
[48] L. Gawor, ...., s. 144; Por. K. Potulicki, Quo vadimus? , "Przegląd Współczesny" nr 27/ 1924 [motyw zagrożenia świata Zachodu ze strony panislamizmu]; J. Braun, Biały czy żółty, "Światowid" 1926, nr 13 - 46; B. Adamowicz, Tryumf żółtych, Warszawa 1927
[49] J.Giedroyć we wstępie do Kultura nr 1, 1947, s.3
[50] K. Jonca, Wrocławska laudacja dla Jerzego Giedroycia [wygłoszona w trakcie uroczystości nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego 18 maja 1998 roku] , "Przegląd Prawa i Administracji" nr XLII, Wrocław 1999, s . 262










<- wróć do: Templum Novum

Agencja Wydawniczo-Reklamowa ARTE, ul. Podleśna 104, 21-500 Biała Podlaska


Tel./fax 083 343-19-43, tel. 0502-218-563

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!

 

Numer konta naszego funduszu wydawniczego: 95 1240 1141 1111 0010 4903 4236

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji