Stanisław Piasecki
09-02-2005  


„W tym miejscu jesteśmy dziś [...] na przeciągu wichrów ze wschodu i zachodu. Tu można być tylko albo czymś wielkim i potężnym, albo nie być.”

Stanisław Piasecki


Stanisław Piasecki (15.12.1900 - 12.06.1941)

- dziennikarz, publicysta, pisarz, komentator kulturalny i polityczny. Autor książek: „Związek Białej Tarczy” (1929), „Prosto z Mostu” (1934), „Prawo do Twórczości” (1936). Pisał do „Akademika”, „Dziennika Wileńskiego”, „Gazety Warszawskiej”, „ABC”, „Wieczoru Warszawskiego”, „Gazety Krakowskiej”, „Nowin Codziennych”, „Głosu Pracy Polskiej”, „Warszawskiego Dziennika Narodowego”, „Latarni Morskiej”... Redaktor naczelny tygodnika kulturalnego „Prosto z Mostu” (1935-1939) oraz konspiracyjnego pisma „Walka” (1940). Od 1939 r. działacz podziemia narodowego. Aresztowany przez Gestapo, więziony na Pawiaku, torturowany a w końcu zamordowany w zbiorowej egzekucji w Palmirach.

Nowoczesny, ale również zakorzeniony w dorobku myśli wypracowanym przez poprzednie pokolenia. Otwarty na świat, lecz z odrazą wyrażający się o zakompleksionych «cudzofilach». Kochający Polskę, lecz świadomy, że na Polsce świat się nie kończy. Lwowiak, który pragnął niepodległej Ukrainy. Żyd po kądzieli konsekwentnie negujący filosemicką koterię. Antykomunista wyczulony na nędzę materialną mas. Redaktor opiniotwórczego tygodnika, nie cierpiący korzystania z maszyny do pisania. Te pozorne sprzeczności są niczym tytuły rozdziałów opasłej księgi, zamykającej w sobie życie i dorobek intelektualny Stanisława Piaseckiego (1900 – 1941), być może – któż to dziś oceni – najwybitniejszego polskiego publicysty międzywojnia.

Spuścizna myśli redaktora naczelnego „Prosto z Mostu” wciąż stanowi swoistą «terre incognita», choć od śmierci «Stacha» - jak mówili o nim przyjaciele – upłynęło już ponad sześć dekad. Być może sam sobie jest sobie winny, wszak krocząc drogą intelektualnej samodzielności nie zdołał zjednać dla siebie trwałej sympatii żadnej koterii czy środowiska. Dla talmudo – endeków był przecież jakimś podejrzanym prowokatorem, burzącym święte dogmaty ich zastygłej w lawie myślowego lenistwa idei. Dla kręgów liberalno – lewicowych był po prostu «faszystą». Dla sanacji wrogiem władzy. Dla nazistów niebezpiecznym wrogiem politycznym A dla rzesz potomnych... cóż, po prostu kolejnym nieznanym nazwiskiem z dalekiej przeszłości.

Świat, w którym przyszło żyć Piaseckiemu tylko wśród ludzi krótkowzrocznych mógłby budzić zachwyt. «Stach» widział więcej, a jego wzrok sięgał o wiele dalej niż wzrok niejednego z jemu współczesnych. Dlatego właśnie społeczna, kulturalna i polityczna rzeczywistość Drugiej Rzeczypospolitej wraz ze swymi licznymi patologiami znalazła tak szerokie odbicie w dziennikarskiej publicystyce autora „Prawa do Twórczości”.

Obserwując klimat panujący „w owym okropnym, zatruwającym duszę i niszczącym charaktery zaduchu Warszawki literackiej” publicysta dostrzegł, iż funkcjonuje w nim niezwykle bałamutna i niebezpieczna definicja «artysty». „Epoka liberalizmu, której początek sięga [...] aż do Renesansu, wytworzyła specyficzne pojęcie artysty, czyli człowieka obdarzonego talentami, który z tej racji stoi ponad normami, obowiązującymi zwykłych ludzi” – pisał o zjawisku. Owa liberalna definicja artysty opierała się na poglądzie, że „życie osobiste artysty to zupełnie co innego niż jego twórczość, że nie musi wcale istnieć między nimi ścisły i nierozerwalny związek. [...] Ci dzisiejsi Villonowie w kieszonkowym wydaniu są również dla wszelkiej pewności pacyfistami.” W takim podejściu do artysty i jego społecznej roli Piasecki rzecz jasna nie mógł się pogodzić, wszakże „dzieło nie jest i nie może być przecież niczym innym, jak wypowiadaniem siebie”. Stąd tak ważne, aby literaci rozumieli szeroki, narodowy wymiar swej twórczości i aby sami, jako jednostki dorastali do obowiązków wynikających z ich pozycji na piedestale narodu. „Nie może marny człowiek być wielkim artystą. Ściślej: nie może człowiek, który programowo pozwala sobie na marność, być wielkim pisarzem. [...] Otóż: dość, naprawdę dość mam już [...] sztuki bez odpowiedzialności moralnej; tej sztuki marnotrawiącej największy dar niebios: talent, puszczaniem go w samopas; pragniemy sztuki charakterów. To nieprawda, kłamstwo i fałsz, że tzw. artysta jest jakimś innym człowiekiem niż wszyscy ludzie, że mu trzeba w życiu więcej wybaczać, że mu więcej wolno. Od tego, któremu więcej dano – można tylko więcej wymagać. Takie jest prawo nierówności ludzi i wyrównywania ich przez większe obowiązki. Do wielkości istotnej, wielkości prawdziwej nigdy talent nie wystarczy – do wielkości takiej dochodzi się dopiero przez charakter. Tragedią współczesnej sztuki polskiej jest, że nie brak jej talentów, ale brak charakterów. Tę szkołę charakterów musi stworzyć nadchodząca epoka” – pisał zaniepokojony faktem, iż „nie mamy wielkiej sztuki narodowej dlatego, że systematycznie niszczy się charaktery i deprawuje artystów teoryjkami «wszystko mi wolno»”. Tymczasem według redaktora, sztukę należy przede wszystkim postrzegać w kategoriach etycznych, bowiem jej głównym zadaniem winno być „rozwiązywanie problemów moralnych”.

Brak prawdziwie wielkich charakterów nie był jedyną słabości kultury II RP. Innym jej istotnym aspektem było upolitycznienie sztuki przez kręgi lewicowo – liberalne i konsekwentne negowanie i niszczenie twórców nie odpowiadających jego kanonom. Całość obrazu dopełniała obserwacja redaktora „Prosto z Mostu” o tym, „jak mało jest u nas samodzielnego sądu o rzeczach i jak wielkie przywiązanie do etykietek, których nawet nie próbuje się kontrolować”.

Troska o charakter człowieka nieustanne przewijała się w tekstach Piaseckiego. W końcu zależy od niego tak wiele. Marny człowiek nie może być ani wielkim artystą, ani wielkim przywódcą a naród złożony z takich marnych jednostek nie może być samodzielnym podmiotem dziejów. Smutny los Pierwszej Rzeczpospolitej jest tego najlepszym przykładem. Jej klęska przyszła «od wewnątrz», zadali jej ją sami Polacy, którzy w XVIII wieku nie byli już po prostu... narodem! „Zaczynam rozumieć [...]. Że naród to cos znacznie więcej niż wspólny język, wspólne terytorium, wspólne podłoże etniczne i nawet wspólna świadomość narodowa. Że naród to przede wszystkim zdolność walki o niepodległość. [..] I dlatego w okresie porozbiorowych zrywów powstańczych Polska była narodem – a w XVIII wieku narodem być przestawała”. Na równię pochyłą dziejów wkroczyliśmy według autora tych słów już we wieku XVII, wraz z najazdem Szwedów. To wówczas zaczęło się „załamanie psychiczne naszego narodu. W ustawicznych wojnach ginęli najlepsi, dokonywała się selekcja «in minus», która wreszcie doprowadziła w wieku XVIII do dna upadku. Załamanie psychiczne było tak wielkie, że na dwa bez mała wieki zamarła zupełnie dynamika narodowa: nawet przyrost naturalny ludności został zatamowany.



Autor: Dawid Zadura










<- wróć do: Twórcy

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji