Hobbit

27-11-2004  

Hobbit, to nie tylko tytuł kultowej dla włoskich nacjonalistów powieści J.R.R. Tolkiena. To także nazwa, jaką dla swego zespołu przybrała grupa tamtejszych muzyków, zafascynowanych światem z powieści angielskiego pisarza. Było to w 1994 r. gdy, jak opowiadają członkowie grupy, "manipuł minstreli uzbrojonych w gitary i zdecydowaną wolę zapalenia swymi nagraniami wewnętrznej miłości do Kraju" przybrał nazwę będącą dziś jednym z symboli włoskiej muzyki alternatywnej - nazwę Hobbit. Oto rozmowa z artystami, przeprowadzona tuż po ukazaniu się ich debiutanckiego CD pt. "Viaggio al termine della notte" czyli "Podróż do kresu nocy".



W jakich okolicznościach doszło do powstania Waszego zespołu?

Padł pomysł, aby całemu środowisku dać jasny punkt odniesienia i kontynuować przesłanie muzyki alternatywnej, dając jej bardziej nowoczesne brzmienie. Początki były bardzo trudne, ale grupa po Campo di Chieti [impreza, na której w 1995r. Hobbit zagrał dla ponad dwutysięcznej publiki! - przyp. red.] nabrała definitywnego kształtu.

Czy od wydania płyty "Incipium" dostrzegacie w Waszym zespole szczególniejsze zmiany?

Od płyty "Incipium" zmieniły się niektóre rzeczy, ale nie chęć przekazywania w muzyce naszych uczuć, ideałów i naszego gniewu. W ciągu lat nastąpiła naturalna selekcja i stworzył się obecny skład grupy. My po pierwsze jesteśmy piątką przyjaciół, dopiero w drugiej kolejności piątką muzycznych wolontariuszy. Nasza płyta ["Viaggio..." - przyp. red.] powstała jako owoc nauki u Marsa, Apolla i Bachusa.

Na najnowszej płycie Hobbita wyraźnie słychać, że jako zespół dokonaliście sporych postępów technicznych...

Wiele osób, już w piosence umieszczonej na kompilacji "Tributo a Janus", zauważyło ewolucję brzmienia w stosunku do "Incipium". Kluczem przemiany słyszalnej na "Viaggio..." jest właśnie poszukiwanie odpowiedniego brzmienia w różnorodnych stylach muzycznych pasujących do niepoprawnych politycznie tekstów. Innowacje te to po prostu przystosowanie się do naszych czasów, zdając sobie sprawę, że słuchacze stali się bardziej wymagający. Nie jest już akceptowane przedkładanie dobrych i emocjonalnych tekstów nad jakość muzyki. Należy mieć odwagę eksperymentowania i ponoszenia ryzyka, że początkowo będzie się niezrozumiałym. To właśnie zdarzyło się Janusowi podczas pierwszych występów na Campo di Hobbit. Według nas utwory takie jak "Alfieri" (Giermkowie) i "Schavi delle Machine" (Niewolnicy Maszyn) przełamują muzyczne stereotypy, które istnieją w naszym środowisku. Nie ukrywamy naszej fascynacji rockiem (Iron Maiden, Dream Theater, wczesna Litfiba, Pink Floyd), która się wspaniale ujawnia i łączy z bardzo agresywnymi tekstami w piosenkach "Angeli con la Spada"(Aniołowie z Mieczami) i "La Tua Rivoluzione"(Twoja Rewolucja). Tu linie melodyczne rozwijają się, po czym stają się łagodne. "Unonovequattrocinque"(1945) to hołd - aluzja do utworu "Dresda" Janusa. W tym samym tempie są utwory "Lady USA", "Ragazzo dell` Europa" (Chłopak z Europy) i "Quale Domani?" (Które Jutro?), powstałe w nurcie tradycyjnej muzyki alternatywnej (gitara i śpiew).Otrzymały one aranżacje, które czynią je atrakcyjnymi także dla szerszej publiczności. Tylko tak możemy mieć nadzieję na przełamanie bariery uprzedzeń, która przez długie lata przeszkadzała nam przebić się z naszym przesłaniem. Jeżeli chodzi o postępy techniczne, to ważny jest fakt, że mamy do dyspozycji dobrze wyposażoną salę prób.

Co myślicie o obecnej scenie alternatywnej i z którym jej nurtem się identyfikujecie?

Mocno wierzymy, że muzyka alternatywna będzie odgrywała swoją rolę. Trzeba przemóc minimalizm, który podcinał nam w przeszłości skrzydła i bardziej koncentrować się na jakości nagrań. Wolimy nie przyklejać sobie etykietki żadnego gatunku muzycznego i zostać "alternatywni" w swej treści.

Zaraz po nagraniu demo wydaliście płytę winylową. Dlaczego?

Jesteśmy świadomi, że dokonaliśmy wyboru "pod prąd", ale to zgodne z naszym trybem życia. Przyłączyliśmy się do bitwy o uratowanie winylu, podjętej przez Rupe Tarpea Produzioni, od której otrzymaliśmy wsparcie w pewnych trudnych chwilach.

Jak wygląda u Was kwestia koncertów?

Koncerty to dla nas bardzo ważna sprawa. Scena staje się łukiem, z którego wypuszczamy nasze strzały. Poza tym, że koncerty stwarzają okazję do poznania różnych realiów Italii, pozwalają dać upust naszej hultajskiej naturze. Granie na żywo to przede wszystkim rozrywka, dlatego wolimy termin "święto" - termin "koncert" zostawiamy dla masy pozerów, zawsze szukających fałszywych mitów i łatwych emocji. Chłopak, który jedzie 400 kilometrów, aby nas posłuchać jest powodowany uczuciami, których nie można nawet porównywać z tymi, które powstają przez udział a koncercie.

Swego czasu zarzucano Hobbitowi, że podczas koncertów gra za mało utworów własnych, a za dużo piosenek innych grup? Czy ta tendencja ulegnie zmianie?

Zawsze będziemy prezentować historyczne utwory muzyki alternatywnej, aby początki nie zostały zapomniane.

Czy powstanie Hobbita miało jakiś wpływ na zmianę sytuacji politycznej w Waszym mieście?

Można powiedzieć, że powstanie Hobbita okazało się fundamentalne dla "poruszenia wód" w naszym mieście. Dzisiaj dzieje się tu dużo, zarówno z muzycznego jak i politycznego punktu widzenia. Odgrywamy ważną rolę jako zwornik licznych grupek młodzieżowych. Przy okazji sygnalizujemy powstanie nowej grupy muzycznej - Delenda Carthago - która idzie naszym tropem i jesteśmy pewni, że niedługo o nich usłyszycie.

Dziękuję za rozmowę.

Perimetro-RTP, 2000
Tłumaczył: Maurycy Blomberg.











<- wróć do: Wywiady

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji