Kontrrewolucjonista

27-11-2004  

Latem tego roku ukazała się nowa kaseta Andrzeja Kołakowskiego. Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z nim o jego muzyce i inspiracjach artystycznych...

Z tego co wiem często bierze Pan udział w rozmaitych festiwalach piosenki religijnej oraz przeglądach poezji śpiewanej. Jak Pańskie piosenki - nie stroniące przecież od poruszania tematów niemodnych i "staroświeckich" - odbierane są przez jury i widownię?



Ostatnio coraz rzadziej, powoli zaczynam wybierać festiwale, na których decyduję się wystąpić. Na festiwalach poetyckich raczej stroni się od tematów istotnych, przeważnie śpiewa się o problemach natury męsko- damskiej. Wynika to w dużej mierze z młodego, na ogół, wieku wykonawców ( ja czuje się często jak dinozaurus), ale też z pewnej maniery w doborze tekstów. Chodzi o swoisty ekshibicjonizm duchowy. Twórcy obnażają swoje lęki, wewnętrzne dramaty, ponieważ z ich punktu widzenia są to sprawy najważniejsze, nie mają natomiast ambicji pokazywania, bądź komentowania zjawisk ogólniejszej natury. Nie chcą porządkować, stronią od syntez. Moje śpiewanie też w jakiś sposób oddaje to co dzieje się w moim wnętrzu, ale teksty są raczej komentarzem do rzeczywistości, bardzo osobistym, ale jednak akcent położony jest gdzieś na zewnątrz. Moje utwory na ogół podobają się publiczności, sądzę jednak, że słuchacze, szczególnie ci młodsi odbierają je w zupełnie innym wymiarze niż np. ja. Wolność, Prawda, Miłość, to wartości uniwersalne, nie są więc abstrakcją, nie starzeją się, ani nie podlegają modzie, tylko konteksty ich doświadczania bywają różne i różnie są przeżywane. Jeśli chodzi o jury, zależy to od festiwalu. Na ogół w komisjach zasiadają starzy "wyżeracze" i ludzie o nieprzeciętnej inteligencji, tu jak sądzę odbywa się selekcja nie tylko artystyczna ale również ideologiczna. Kiedy występowałem na "Spotkaniach Zamkowych" w Olsztynie w roku 1996, reżyser festiwalu, niejaki Fabisiak, zabronił mi zaśpiewać "Tryptyku rewolucyjnego" argumentując, że otwór się "zbyt namolnie kojarzy". Na moją odpowiedź, że taki właśnie był mój cel, oświadczył, że tej piosenki po prostu nie zaśpiewam. Myślę, że nie była to jedyna ingerencja cenzury. Bardzo dobrze śpiewa się na autorskim festiwalu w Myśliborzu, tam na ogół jury jest mi przychylne. Festiwale piosenki religijnej to osobny temat. Powiem tylko, że śpiewa się tam znakomicie, bo przecież o tym co najważniejsze i najistotniejsze.



Rotmistrz Zygmunt Szyndzielarz ps. "Łupaszko", dowódca 5 Brygady Partyzanckiej AK.

"Ogień" i "Łupaszko" nie są obecnie postaciami zbyt popularnymi. Dlaczego zdecydował się Pan poświęcić im kilka swoich piosenek?

"Ogień" i "Łupaszko" nigdy nie byli postaciami popularnymi. Ich postawy podziwiamy, ale niechętnie naśladujemy. Pierwszy stworzył na Podhalu prawie państwo odwracając sytuację ogólnopolską: to UB drżało na myśl o majorze Kurasiu, a nie odwrotnie. Drugi dając niezwykłe dowody męstwa i zdolności dowódczych walczył do "ostatniego naboju" dając niezwykły wzór duchowej niepodległości. Dramatem obu było osamotnienie w walce. To naród się poddał, oni walczyli do końca, wbrew nadziei i politycznym kalkulacjom. Był jeszcze trzeci major "Zapora". Wszyscy zostali zamordowani. Podobno rozstrzelanego "Zaporę" powieszono w celi i zwłoki masakrowano nadal, do dziś nie znamy nawet miejsca pochówku tych wspaniałych żołnierzy. Wydaje mi się, że uczcić ich piosenką to i tak za mało. W czasach konformizmu i neobolszewizmu, ich postacie nie będą na pewno przypominane, może więc choć pod wpływem moich piosenek, odżyją na nowo w pamięci narodu.

Niedawno nakładem wydawnictwa "Antyk - Marcin Dybowski" ukazała się Pańska pierwsza kaseta zatytułowana "Kontrrewolucja". Dlaczego tak późno? Czy miał pan jakieś problemy ze znalezieniem firmy, która podjęłaby się wydania Pańskich piosenek?

Nie jest łatwo nagrać kasetę, czy płytę. Tzn. samo nagranie nie jest problemem, studia nagrań czekają, wystarczy zapłacić. Problemem jest dystrybucja. Marcin Dybowski zaryzykował, czy mu się to opłaciło zobaczymy. Z wydawnictwem "Antyk" związany jestem od czasów stanu wojennego. Drukowaliśmy wtedy czasopismo "Niepodległość", "ABC", a nawet przerzucaną na wschód "Suczasnyst"(dla Ukraińców). Wydanie płyty jest oczywiście marzeniem każdego twórcy, niemniej pomysł jej nagrania wyszedł od Marcina. Grałem koncert w jego "piwnicy" przy księgarni "Antyk" w Warszawie, a dalej jakoś poszło. Kaseta jest, ale nie rozchodzi się w zawrotnym tempie. Nie mam zdolności marketingowych. Dlaczego późno? nie wiem. Lepiej wychodzi mi pisanie niż działalność edytorska.

Co Pan sądzi o modnym ostatnio sposobie ewangelizowania młodzieży przy użyciu muzyki rockowej wzbogaconej o religijny przekaz?

Każda droga dotarcia do ludzkiego serca jest dobra jeśli jest skuteczna. "Duch wieje kędy chce" i nie nam go pouczać. Nie przepadam za tego rodzaju eksperymentami, chociaż to co robi np. "Arka Noego" przynosi owoce. Obawiam się sytuacji, w której forma zaczyna dominować nad treścią, wtedy przekaz religijny, którego nośnikiem jest tekst, zostaje zamazany. Wydaje mi się że niektórzy artyści chcą po prostu zaistnieć i na scenie religijnej, próbują tego samego czego ich koledzy gdzie indziej. Może zresztą Pan Bóg wybrał sobie właśnie taką do ich serc? Trudno jest napisać dobrą piosenkę religijną. Na ogół mamy do czynienia z przeróbkami Pisma Świętego i to nie najlepiej wychodzi. Lubię ballady, będące zapisem osobistego spotkania z Bogiem, są to świadectwa wydarzenia duchowego. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem mieszania rocka do liturgii.

Od redakcji: cały wywiad z Andrzejem Kołakowskim ukaże się w Phalanx nr 4.











<- wróć do: Wywiady

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji