Mało jest ludzi, którzy potrafią iść pod prąd

Autor: Dawid Zadura, Radosław Ostrzycki

27-11-2004  

Zespół Irydion zadebiutował w 2003 roku bardzo dobrym albumem pt. „Credo”. O muzyce, Bogu i narkotykach rozmawiamy z Krzysztofem – gitarzystą grupy.



Irydion istnieje już około 10 lat, jednak dopiero w 2001 roku nagraliście swoją pierwszą płytę pt. „Credo”, która ukazała się w 2003 roku. Dlaczego wszystko to trwało tak długo?

Zdarzyło się tak z niewiadomych dla nas przyczyn, albowiem działania wydawców wydają się czasami być niezbadanymi niczym wyroki boskie, szczególnie jeśli występują również problemy komunikacyjne, tzn. po prostu nie można się z człowiekiem sensownie dogadać. I tak to było w naszym przypadku. Ale ponieważ wszystko przemija i to przeminęło. A te 10 lat to po prostu okres „chcenia zrobienia czegoś” przeze mnie i Kędziora. Tyle czasu pewnie było potrzebne żeby powstał Irydion.

Wasza muzyka to trash / heavy metal, więc zakładam ze dobrze znacie tą scenę. Co zatem sądzicie o zjawisku Chrześcijańskiego Metalu?

Szczerze powiedziawszy to że gramy taką muzykę nie znaczy wcale, że takiej słuchamy - zakład przegrany [śmiech]. Słuchałem tylko 2,Tm 2;3 i... myślę, że jest to jedna z lepszych technicznie kapel na polskiej scenie i podoba mi się, że potrafią śpiewać o Bogu nie będąć duetem dwóch sióstr zakonnych z gitarą na pielgrzymce. Podoba mi się bezkompleksowość w podejściu do spraw wiary i świadomość tego, że nie tylko intencje, które przecież większość zespołów chrześcijańskich ma jak najbardziej szlachetne, ale i ciekawa forma decyduje o wartości muzyki. Nie słucham choćby najbardziej chrześcijańskiej kapeli, jeśli muzycy nie potrafią sprawnie obsługiwać instrumentów. Jeśli miałbym wybierac między rzępoleniem początkującego bogo-ojczyźnianego barda a porządnym graniem nawet jakiejś pseudo-satanistycznych narkomanów, którzy jednak wiedzą co to jest muzyka, to - sorry Winnetou - wybieram satanów. Zważywszy na to, że texty przesiewam przez sito mojego rozumu, a muzykę odczuwam, to zła muzyka wyrządza mej duszy większą szkodę niż głupawe texty [śmiech].

Nazwa Waszej grupy przywodzi na myśl tytuł dramatu hr. Zygmunta Krasińckiego. Z kolei utwór "Pieśń Konfederatów Barskich" ma oryginalny tekst Juliusza Słowackiego. Rozumiem, że ci wielcy, polscy romantycy są dla Ciebie jakimiś szczególnymi postaciami...

Myślę, że 2, Tm 2,3 to jedna z lepszych technicznie kapel na polskiej scenie i podoba mi się, że potrafią śpiewać o Bogu nie będąc duetem dwóch sióstr zakonnych z gitarą. W naszym kraju o Bogu śpiewa się zwykle na pielgrzymkach albo w oazach. A my chcieliśmy powiedzieć, że wierzymy i powiedzieć to nie na kolanach, tylko z piwem w ręku i uśmiechem na twarzach, bo nie układamy oprawy muzycznej do mszy.

Nazwa wzięła się u mnie po przeczytaniu właśnie „Irydiona”. Spodobał mi symbol niezłomnego wojownika i to tak niezłomnego, że złamał życie wszystkim wokół: rodzinie, przyjaciołom ale sam się nie ugiął i nawet po śmierci ciężko mu było zrozumieć swój błąd. Ale Bóg się lituje nawet nad takimi, więc Jego decyzją, przebywa gdzieś tu na naszych terenach, by nauczyć prawdziwego znaczenia słowa patriotyzm. My również próbujemy...

Romantycy... Nie. Nie powiem, żebym katował się „Nie - Boską Komedią” co wieczór, aczkolwiek lubię - choć nie jest to zbyt cool [śmiech] - czasami zajrzeć do „Snu Srebrnego Salomei”, żeby poczytać o dzieciach wbijanych na włócznie [śmiech] czy nacieszyć oko mistrzostwem wyrażania uczuć słowem. Ale szczerze powiedziawszy, podobnie mam z muzyką poważną. Owszem, znam dość dobrze kilka symfonii Beethovena, trochę Wagnera, a nawet zaśpiewam finał „Wesela Figaro” ale nie powiem, żebym był specjalistą w tej dziedzinie. Podobnie jest z romantyzmem. Owszem podoba mi się bogo-ojczyźnianość i wzniosłe ideały, ale lubię czasami mordobicia, wątek kryminalny i sex z całkowicie niskich pobudek, bo tak po prostu w życiu bywa [śmiech].

A tak a'propos Konfederacji Barskiej, to czy znasz twórczość Jacka Kowalskiego, który poświęcił jej jedną ze swoich ostatnich płyt?

Zdecydowanie nie i może powinienem to nadrobić ale, jak mawiała moja babcia, czego oczy nie widza tego sercu nie żal [śmiech].

Zdjęcia zespołu umieszczone w okładce płyty zostały wykonane bardzo fachowo. Kryspin Matusewicz musi być profesjonalistą...

Tak, Kryspin jest fachowcem i pewnie dlatego właśnie już od roku szoruje pokład na „Statku Miłości” na trasie Hawaje – Alaska - sic! Owszem, zdjęcia zrobił, natomiast obróbkę to ja - nie chwalący się - uczyniłem. Bo ja lubię, żeby wszystko było po mojemu, więc dostałem zdjęcia, a potem już tylko nauczyłem się obsługi Photoshopa i Corela i efekt jest jaki jest. I byłby lepszy, gdyby ktoś nie oszczędzał tak na drukarni. Ale narzekać nie ma co, wszak raka jeszcze nie mamy.

Wasza debiutancka zawiera płyta utwory napisane w latach 1994-2001. Który utwór został kiedy napisany? Jak brzmi wasze obecne credo?

Zauważyłem, że z wiekiem zaczynam wyrażać poglądy w mniej prosty czy raczej prostacki sposób. Zaczynam krytykować, ale już nie wyimaginowanego wroga – żydów, masonów i innych, którzy wszędzie są, wszystko wiedzą i zawsze czyhają na nasz błąd... Chyba już się wyleczyłem z kompleksów - jeśli irytują mnie żydzi to piszę to, ale jeśli irytują mnie Polacy, skini czy narodowcy, napiszę o tym bardziej.

Utwory z dobitniejszym czy raczej z mordobitniejszym przesłaniem pisałem będąc młodym, początkującym skinarodowcem, bo wtedy ze względu pewnie na frustrację spowodowaną dość mizernym wyglądem fascynował mnie kult siły i proste rozwiązania problemów świata. „Do przyjaciół czerwonych” to też wczesny text co słychać po idiotycznych obietnicach, że nic się przed nami nie ukryje itp. A to dlatego, że kiedyś czułem taką solidarność że jesteśmy MY (choć nigdy tego MY nie mogłem sprecyzować ). Teraz widzę że jestem tylko ja i Kędzior, a inni... są po prostu inni. Zauważyłem, że z wiekiem zaczynam wyrażać poglądy w mniej prosty czy raczej prostacki sposób.











<- wróć do: Wywiady

Spodobał Ci się ten artykuł?

Wesprzyj nasz portal oraz magazyn „Templum Novum”!

Dzięki Tobie bedziemy mogli rozszerzyć naszą działalność!


Numer konta naszego funduszu wydawniczego: Bank PEKO SA 72 1240 1141 1111 0000 1687 4819

W polu „tytułem” prosimy wpisywać: „Fundusz Wydawniczy TN”

(c) Magazyn Phalanx i Templum Novum, wszystkie prawa zastrzeżone, przedruki wyłącznie za zgodą redakcji